czwartek, 12 czerwca 2014

Trzydziesty-piąty

 12 komentarzy, następny :) 
+ dziękuję tym, ktorzy teraz zaczeli czytać i chcą wiecej jwaesfbjaw ♥ +prawie 20tyś wyś! ♥



Od trzech dni nie widziałam Zayna. Nie powiem, że nie brakowało mi jego widoku szczególnie po tym jak odzyskałam całkowicie pamięć, a uczucie do niego wróciło z podwójną siłą. Nie było mi łatwo nie myśleć o nim, mimo, że mnie skrzywdził..znów. Cały czas rozglądałam się w szkole, szukając go wzrokiem. Chciałam spotkać gdzieś jego spojrzenie, wpaść na niego, cokolwiek. Nie, nie myślałam o rzuceniu się na niego i wybaczeniu. Po prostu zaczęłam za nim tęsknić. Czułam głód, jak narkoman. Zayn był moim narkotykiem. Moim tlenem. Dusiłam się bez niego. I teraz, siedząc przy jednym ze stolików, gdy wszyscy pochłonięci byli rozmową, ja myślałam o tym czy bardziej boli mnie to, że mnie zdradził czy to, że nie ma go przy mnie?
   -Karen, musisz zacząć jeść normalnie -szepnęła do mnie Penny
Spojrzałam na nią, a potem na sałatkę która od 20 minut stała nietknięta przede mną. Zawsze kiedy jestem smutna zaczynam jeść. Nie chce być smutna. Mam dość bycia smutną. Jedzenie jakoś mi o tym przypomina, wiem, to wręcz śmiesznie, ale nic na to nie poradzę. Mam ochotę płakać kiedy spoglądam w dół.
   -Nie -odpowiedziałam, a ona pokręciła głową jakbym ją zawiodła
   -Powinniśmy iść w piątek na imprezę. Penny szykujesz coś?
Zack zdecydowanie miał racje, dawno żadne z nas się nie bawiło. Ostatnia impreza na której byliśmy była dość dawno temu. Tego było mi trzeba, mój brat to geniusz!
   -Jasne, czemu nie -odpowiedziała wzruszając ramionami- Ale zapraszam Nialla. -dodała.
   -Spoko.
O nie. 
Nie to że nie go nie lubię, wręcz przeciwnie. Horan to świetny chłopak pomimo naszego kiepskiego początku, ale wiem co za tym idzie. Wraz z blondynem pojawi się Harry, z Harrym Liam.. a co jeśli z nimi pojawi się Z... Nie Karen, oddychaj. Nie ma go od trzech dni. Nie pojawi się od tak. Swoją drogą, to głupie no nie? Przecież chce go zobaczyć, co ja mówię pragnę po prostu na niego spojrzeć, więc nie powinnam mieć nic przeciwko.
   -Karen, co o tym myślisz?
   -W porządku.
Uśmiechnęłam się szeroko do niej, a ona aż cała rozpromieniała. Nie wiem kiedy znajomość Nialla i mojej przyjaciółki przerodziła się w coś tak żywego - co sprawia, że na samą myśl o nim, ona dostaje rumieńców, ale musze się tego dowiedzieć i to jak najszybciej.

Podczas lekcji historii, ledwo powstrzymywałam się by nie chrapać. Od powrotu do szkoły wszyscy nauczyciele traktowali mnie ulgowo i nikomu nie przeszkadzało, że "odpoczywam". Kiedy w połowie lekcji otworzyłam delikatnie moje ciężkie powieki i spojrzałam całkiem bez powodu na drzwi, zobaczyłam twarz Harrego w szybie. Zaraz, co? Aż się poderwałam i przyglądałam jego poczynaniom. Wyraźnie próbował zwrócić czyjąś uwagę. Rozejrzałam się na boki, potem zerknęłam za siebie, ale nikt poza mną na niego nie patrzył. Ja? To o mnie chodzi? Harry poruszał ustami, a za wszelką cenę starałam się wyczytać cokolwiek z ruchu jego warg. Niestety. Widać było jak bardzo zirytowany jest i kiedy po całym procesie machania rękoma, pokazywania na migi, pisania palcem po szybie - poddał się i wszedł do środka. Wszyscy zwrócili się w jego stronę, a on patrząc chwilę na nauczycielkę, poprosił by wypuściła mnie z klasy. CO?
   -W jakim celu panna Stone ma opuścić zajęcia? -spytała starsza kobieta
   -Um..my..ona....musi oddać jakieś zaświadczenie o ubezpieczeniu czy coś. Proszę mnie nie pytać, zna mnie pani. Fakt, że tu przyszedłem jest godzien podziwu.
Co ten chłopak wygaduje? Jakie ubezpieczenie?
   -Oh tak, ma pan rację panie Styles. Proszę bardzo Stone, możesz iść.
Siedziałam dalej na swoim miejscu i dopiero, gdy napotkałam ostre spojrzenie Hazzy, zerwałam się ja poparzona pośpiesznie pakując rzeczy i wyszłam razem z nim.
Kiedy skręciliśmy za rogiem korytarza zorientowałam się, że nie idziemy do sekretariatu ani dyrektora. Szliśmy w stronę drzwi frontowych.
   -Więc nie idziemy załatwić tego ubezpieczenia? 
Harry wywrócił oczami i zaczął się śmiać pod nosem.
   -Ty jesteś naprawdę głupia Stone. Nie, nie idziemy. 
   -Ty za to jesteś boski Styles, nie? -powiedziałam sarkastycznie i obrażona założyłam ręce na piersi
   -Tak. -uśmiechnął się cwaniacko i otworzył drzwi swojego auta
Wszedł do środka nie czekając na mnie. Zaklęłam pod nosem i zrobiłam to samo. Zajęłam miejsce pasażera i już wtedy miałam dziwne przeczucie, że nie lepiej byłoby, gdybym nie wychodziła z klasy. Kiedy tylko zapięłam pas, Harry wyjechał ze szkolnego parkingu niemalże z piskiem opon. Nie odzywał się i nie zerkał w moją stronę. Ze skupioną miną obserwował jezdnię i ani razu nie spuścił z niej wzroku. W sumie było mi to na rękę. Każdy wie, że nie przepadamy za sobą, ale tym razem potrzebowałam go. To znaczy, chciałam wiedzieć dokąd mnie zabiera. I dlaczego. Pytałam i pytałam, a on ignorował mnie zmieniając wciąż tylko piosenki w odtwarzaczu. No cudownie.
Odwróciłam się bardziej plecami do niego, siedząc jakby bokiem i wpatrywałam się w widok za szybą.
Już dawno opuściliśmy zabudowane tereny, jadąc teraz przez las. Chwilę później były pola i łąki. Przypatrzyłam się uważniej. Boże, przecież ja znam tę drogę!
   -Jedziemy d-do, do domu poza miastem, domu Ma-malika? -zaczęłam się jąkać
Nie odpowiedział. Odchrząknął tylko i zmienił piosenkę. Kurwa, on sobie kpi prawda? A niech Cie Styles!
   -Po co tam jedziemy?! Nie chcę, rozumiesz, Harry mówię do Ciebie!
W tym samym momencie zwolnił i zjechał na pobocze. Kiedy auto stanęło, odpiął pas i przekręcił się w moją stronę. Zanim się odezwał, patrzył w dół wplątując palce we włosy.
   -Wiesz co się z nim dzieje od ostatnich trzech dni Stone? -zapytał łamliwym głosem
A ja milczałam.
   -Wiesz?! -zapytał ponownie, kiedy ja opuściłam wzrok Krzyczał.
   -Nie... nie wiem.
   -To Ci powiem. Pije od tamtego czasu, nie odzywa się do nikogo. I zachowuje okropnie. Kurwa, pominę to, że mnie i chłopaków równa z ziemią, ale jego matkę? Wiesz jak bardzo płakała, kiedy zaczął się na niej wyżywać? Ten dom, to jeden wielki bałagan. Nie chodzi o śmieci czy butelki, ale on wszystko tam poniszczył. -jego głos złagodniał i widać  było po raz pierwszy,że Harry się przejmuje. Milczałam, a on kontynuował- Zaczął brać różne gówna i nie mówię tu o durnym joincie, mówię o prawdziwych narkotykach! Znasz go Stone. To wariat. Jebany furiat, ale to mój przyjaciel. Nie mogę patrzeć jak się niszczy. Musisz mu pomóc..
Czułam jak do oczu napływają mi łzy, ale nie pozwoliłam im spłynąć po moich policzkach. Nie będę płakać. Mam dosyć płakania z jego powodu. To co robi ze sobą Zayn, nie jest już moją sprawą. Zdradził mnie, doprowadził do rozstania i odszedł. Mimo, że serce mi pęka, nie chce by to była moja rzecz. Nie chcę się przejmować.
   -Stop. Przestań Harry. Nic nie muszę. Między nami to już wszystko skończone. To nie ja go zdradziłam czy zostawiłam. On popełnił błąd i to nie moja sprawa.
Jego oczy zrobiły się jeszcze większe, jakbym powiedziała coś niemożliwego. Czy to, że nie chce się już martwić, nie chce cierpieć jest czymś dziwnym? Czy to jest niemożliwe?
   -Rozumiem, okej? Ja to wszystko rozumiem choć szczerze gówno mnie to obchodzi czy będziecie razem czy nie. Tylko Ty możesz go uspokoić, tylko Ciebie potrzebuje! Każdy to wie i Ty również. Pogadaj z nim tylko, o nic więcej nie proszę. Karen, pomóż mu.
Czy on właśnie powiedział, że mnie prosi? Harry Styles prosi o coś mnie? Cholera.
Tylko rozmowa. Uspokoisz go i zapomnisz o sprawie Karen. Ostatni raz.
   -To może pogorszyć sprawę, jeśli on robi to z mojego powodu. Nie wiem Harry.
Zamknij się Karen, ten chłopak szaleje za Tobą.
   -Poradzisz sobie, zrób to dla niego... albo dla świętego spokoju.
Zrobisz to dla niego Karen, przecież wiem, że tego pragniesz. Chcesz mu pomóc.
Przegryzłam wargę i spojrzałam przez szybę. Styles oddychał ciężko czekając na moją odpowiedź, czułam na sobie jego wzrok, czułam presję jak nigdy wcześniej.
   -Błagam...
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Jego zielone oczy yły pełne smutku, jakby to co robi jego przyjaciel, bolało go tak mocno, że nie potrafi wytrzymać tego cierpienia. Chyba to właśnie sprawiło, że podjęłam decyzję.
   -Zgoda.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Harry prędko wyszedł z auta w kierunku domu. Ja nadal siedziałam na miejscu pasażera, czując jak moje ciało drętwieje, serce wali jak szalone i brak mi tchu. Cholernie bałam się tego co mogę zobaczyć, tego jak zareaguje i tego jak zareaguje sam Zayn. Styles przystanął w połowie drogi, gdy zorientował się, że za nim nie podążam. Pomachał, by mnie pośpieszyć. Kiedy weszliśmy do środka, nie trzeba było się rozglądać co jest zniszczone, bo faktycznie ja mówił Harry - wszystko było w opłakanym stanie. Wzdrygnęłam się automatycznie, kiedy mój wzrok zatrzymał się na brunecie siedzącym na fotelu. Zayn.
Nie trzeba było znać przyczyny czy całej historii, nawet totalnie obcy człowiek dostrzegłby, że on był załamany. Jego duże, silne dłonie wplecione były we włosy, a głowę spuszczoną miał dół. Jego skóra była jaśniejsza, był pozbawiony życia. Teraz nie widziałam w nim nic, poza smutkiem. Widziałam słabego, pełnego rozpaczy chłopaka.
Dasz rade Karen. Pomożesz mu. Nie myśl o niczym więcej.
Oboje z Harrym zrobiliśmy kilka kroków w przód, zwracając uwagę bruneta. Wzrok Zayna podążał od naszych stóp w górę, a kiedy nasze spojrzenia się spotkały wydał z siebie ciche dźwięk, brzmiący jak 'oh'. Wpatrywał się we mnie dłuższą chwilę, dokładnie przyglądając się mi. Próbowałam zgadnąć o czym myśli i co zrobi, ale bardzo ciężko było cokolwiek wyczytać z jego wyrazu twarzy. Cholera.
   -Co ona tu robi? -syknął patrząc na Hazzę
Mówiłam, że nie będzie mnie tu chciał.
   -Przyszła.. Cię odwiedzić
   -Odwiedzić? A niby dlaczego?
Zayn wstał i podszedł w naszą stronę. W ciszy obserwowałam i przysłuchiwałam się ich konwersacji.
   -Po co miała by mnie "odwiedzać" Harry? Popatrzeć co zrobiła?
Excuse me?
   -Stary, po prostu przest-
   -Nie przestanę. Przyszłaś się ponabijać czy poużalać, może współczuć? -zwrócił się tym razem do mnie.
Był wkurzony. Poważnie. Jego furiat właśnie się ze mną witał.
   -Zayn to nie ma sensu -powiedziałam cicho, ledwo ledwo słyszalnie
   -Mówiłaś coś? Oh, przynajmniej teraz pamiętasz jak mam na imię i to kim jestem.
Auć, zabolało.
   -Posłuchaj mnie -krzyknęłam mu w twarz prawdopodobnie zaczynając piekło- Nie przyszłam tu dla Ciebie.
Czyżby Karen?
   -Przyszłam dla Twojej mamy, Twoich bliskich. Rozejrzyj się, co wyprawiasz ze sobą.
   -To Twoja wina!
   -Doprawdy? Więc to ja kazałam Ci się pieprzyć z Anne!? -nadal krzyczę
   -Do kurwy nędzy, Karen! Byłem pijany, załamany. Nie wyobrażasz sobie co przeżywałem
   -I dlatego lepiej było iść i zerżnąć jakaś ździrę, rozumiem. -rzuciłam sarkastycznie
Harry wciąż nam się przyglądał, jednak pozostawał ledwo zauważalny. Ta bitwa toczyła się między mną i Zaynem. Wykrzykiwaliśmy sobie różne przykre rzeczy, dając upust emocjom. Przywoływaliśmy wszystkie złe momenty, nie tylko ostatnie wydarzenia. W końcu, Zayn był tak bardzo zły, że rozwalił lampę i telewizor.
   -Każdy przedmiot, który niszczysz to jakaś osoba, której wyrządziłeś krzywdę. Twoja mama, przyjaciele, siostra, ja... Niszczysz nie tylko siebie, ale też wszystkich wokół. Tych którzy się martwią i troszczą o Ciebie, tych którzy Cię... kochają -mówię drżącym, smutnym głosem. I szczerze nienawidzę się za to.
Spojrzałam prosto w brązowe oczy Malika i to był jeden z najgorszych momentów. Zabolało mnie to, gdy zobaczyłam jak bardzo jego tym dotknęłam. Sprawiłam, że poczuł się nikim.
   -Zayn..ja..
Stałam jak słup i patrzyłam się na niego. Boże, był tak rozdarty. W jednej sekundzie zauważyłam, że Harry wyszedł, zostawiając nas samych. Podeszłam bliżej do bruneta.
   -Masz rację. -zaczął płakać
Cholera, Karen Stone. Doprowadziłaś Zayna cholernego Malika do płaczu! Nie patrz się tak!
 Nadal stałam bez słowa czekając na to co powie, chciałam by jego cierpienie zniknęło. A myślałam, że to ja powinnam bardziej cierpieć. Zdradził mnie, zdradził zaraz po tym jak na nowo mnie odzyskał.
   -To wszystko co potrafię. Niszczę, wpadam w furię, potem cierpię i winie za to cały świat. Masz rację, tylko ja jestem winny temu co się wydarzyło. Powinienem był być przy Tobie, do końca. Nie poddawać się i nie załamywać, czekać na moment kiedy sobie wszystko przypomnisz. Ale jestem człowiekiem wiesz? Zwykłym słabym człowiekiem, który najzwyczajniej w świecie nie dawał już sobie rady. Czy masz pojęcie, jak bardzo mnie bolało, kiedy nie miałaś pojęcia o czym Ci opowiadam, bo nic nie pamiętasz. Wiesz ile razy moje serce pękało na coraz mniejsze kawałeczki, gdy na mój widok Twoje oczy nie świeciły się tak jak dziś?
Cholera, Karen czy Ty widzisz, że on płacze? On zanosi się od płaczu!
Kiedy Zayn upadł na kolana siadając na podłodze, łzy zaczęły spływać po moich policzkach.  Ukucnęłam przy nim i pragnęłam, cholernie pragnęłam żeby mówił dalej. Tylko dlatego, że to mu pomoże, tak?
   -Zayn...
   -I wiesz co mała. Kurwa, to zabawne, że nawet w takiej chwili się rumienisz, gdy tak mówię.
Faktycznie, moje policzki zaczęły piec. Kocham, kochałam gdy tak mnie nazywał.
   -Wiem ile złego zrobiłem. Skrzywdziłem Cię, w taki sam sposób jak wcześniej Louis. Zrobiłem dokładnie to samo, a miałem być tym, przy którym nic takiego się nie powtórzy. I.. przepraszam.
   -Zayn.. myślę, że mimo wszystko...
   -Rozumiem. Nie wrócimy do siebie, nawet nie mam zamiaru prosić. Nie zasługuję na Ciebie. Postaram się usunąć Ci z drogi, tylko obiecaj mi coś.
Popatrzyłam na niego z nad posklejanych od łez rzęs, przytakując.
   -Co takiego? -mój głos dosłownie pękał
   -Bądź szczęśliwa. Znajdż kogoś kto Cię uszczęśliwi na dobre.
Dobrze wiesz Karen, że to właśnie on Cię uszczęśliwia, powiedz mu to, prędko!
   -Obiecuje. Ale Ty również musisz obiecać coś mi.
   -Tak?
   -Przestań się niszczyć. A gdy tylko ten furiat w Tobie nie będzie dawał Ci spokoju, przyjdź do mnie. Zawsze, kiedy będziesz potrzebował pomocy. Albo...
   -Albo?
   -Znajdź kogoś, kto będzie Cię uspokajał jak ja i bądź szczęśliwy. Obiecasz?
Na dłuższy moment zapadła cisza. Byłam przekonana, że bicie mojego serca jest dosłyszalne nawet w drugim pokoju, w którym teraz siedzi Harry. Spojrzałam na Malika wciąż czekając na odpowiedź. Musi mi to obiecać.
   -Obiecuję.



  
*KJEHBFJUUJDVBGJUWRGJWR*
tym razem prawdziwe rozstanie Kayn, płaczmy razem. 
poważnie, rozbiło mi sie trochę smutno.. a jak WASZE ODCZUCIA?
PODOBA SIĘ? POCHWALCIE SIĘ W KOMENTARZACH!
ps. cholera to mi się podoba.


+zapraszam na zupełnie inne opowiadanie, WIRELESS 5SOS/LUKE HEMMINGS/ Fanfic.

środa, 4 czerwca 2014

Trzydziesty-czwarty

 holy fuck, 19k wyświetleń, co co co! ajsfhbbjg thanksthanks!♥
 12 komentarzy - następny :) 



Kac. Obudziłem się z ogromnym kacem, na wyjątkowo dziś niewygodnych siedzeniach mojego auta. Moja koszula była rozpięta, podobnie jak pasek od spodni. Poza silnym bólem głowy, ból nasilał się także między nogami. Co ja do cholery robiłem? Otworzyłem wciąż przymrużone oczy, unosząc na łokciach by zobaczyć gdzie jestem. Parking za barem mojego ojca. Wcześniej zabierałem tutaj różne panny, ale przecież teraz mam Karen to niemożliwe żebym.... a jednak.
Byłem na siebie tak kurewsko wściekły za to co robiłem z tą blondyną -o ile dobrze pamiętam była blondynką- że miałem ochotę skoczyć z mostu. Kurwa. Jeden pierdolony wieczór i moje całe nastawienie poszło się jebać, dosłownie. Przynajmniej wiem od czego mój kutas tak boli.
W samochodzie zaczął roznosić się dźwięk mojego telefonu. Gdzie on kurwa jest?! Po wszelkich próbach udało mi się go wygrzebać spod siedzenia i odebrać. Nadal bolała mnie głowa i mój humor nie był najlepszy, oby to było coś ważnego.
   -Halo? -fuknąłem
   -Zayn! No wreszcie! Gdzie Ty się podziewasz!?
   -Horan, błagam. Mam kurewskiego kaca, jestem za Open Housem i nie mam sił-
   -Dobra, dobra słuchaj, nie interesuje mnie to. Karen odzyskała pamięć! -niemalże krzyknął
   -Co? Ja to!?
   -Nie wiem jak, miałem Ci nie mówić. Ale Liam nalegał.
   -Zaraz do niej przyjadę-
   -Nie ma potrzeby. Zaraz wraca do domu, ogarnij się i jedź tam.
   -Dzięki -powiedziałem rozłączając się
Faktycznie. Poprzedniego dnia, mała wspominała, że dziś wraca. Jak mogłem o tym zapomnieć? Powinienem ją odwieźć do domu i się nią zająć, tym bardziej, że nareszcie wie kim jestem. Cholera, właściwie jak to się stało? Wydawało mi się, że kiedy ją pocałowałem, a potem próbowałem czegoś.. więcej, ona się zniechęciła i tylko pogorszyłem sprawę. Teraz czułem się jeszcze bardziej jak gówno. Zdradziłem ją, upiłem się i zdradziłem, wtedy kiedy ją odzyskałem. Nie może się o tym dowiedzieć.


-Karen-
Nareszcie wróciłam do domu. Nie wiedziałam, że tak za nim będę tęsknić. Minęło tylko parę dni, a czuję się jakbym nie była tu co najmniej miesiąc. Tęskniłam za niemalże wszystkim. Za swoim łóżkiem, telewizorem, za swoją kuchnią i długą kąpielą, nawet za tymi cholernymi dzwonkami na werandzie. A najbardziej po prostu za miejscem, w którym nie będę czuła się przygnębiona. Kiedy tylko weszłam, dotarł do mnie zapach lawendy i świeżo zrobionego prania. Mama musiała niedawno je zrobić, może tuż przed pracą. Zack był dla mnie miły, może nawet znów się do siebie zbliżyliśmy.
   -Uśmiechasz się. Ładnie tak wyglądasz -powiedział odkładając torbę
   -A Ty byś się nie uśmiechał? Myślałam, że oszaleje tam! Bez obrazy, wiem że każdy starał się mi tam umilić czas, ale to była męczarnia.
   -A Zayn? Chyba coś sobie przypomniałaś, no nie?
   -O tak. Boże, jak ja mogłam o tym wszystkim zapomnieć. I jeszcze ten sen, pamiętasz? Tobie też go opowiadałam. -Zack pokręcił głową- To miało kiedyś miejsce. Byłam wtedy z Zaynem na plaży.
   -Mhm. Romantycznie. Teraz kiedy już wróciłaś... zrób mi coś do jedzenia
Zackary zaśmiał się, a ja razem z nim, po czym wyszedł z kuchni, a ja zabrałam się za przyrządzanie posiłku. Swoją drogą, sprawiło mi to ogromną radość, za tym również tęskniłam. Oczywiście, nie za usługiwaniem mojemu bratu...chociaż może troszeczkę też.
Po obiedzie położyłam się na swoim łóżku i czytałam książkę. W tle grał Ed Sheeran, a ja relaksowałam się po powrocie. Od wczoraj nie rozmawiałam z Zaynem. Nie wiem nawet czy on wie, czy w ogóle chce jeszcze ze mną rozmawiać. Wiem, że to nie była moja wina, ale odepchnęłam go. Musiał znosić to, że go nie pamiętam. To z pewnością musiało być przykre i dość upokarzające. Biłam się z myślami czy powinnam do niego zadzwonić. Nie byłam osobą, która pierwsza wyciągała rękę, chociaż nie doszło do konkretnej kłótni. Chciałam go zobaczyć.

Do: Zayn
Jeśli nadal chcesz mnie widzieć,
nie mam nic przeciwko byś mnie teraz odwiedził.
Tęsknie.

Zagryzłam wargę, patrząc na wyświetlacz jeszcze przed wysłaniem. Jeśli nie wie, że już wszystko pamiętam, może pomyśleć, że się zgrywam. A może się ucieszy. Może on już wie...
Dźwięk wiadomości sprawił, że załaskotało mi w brzuchu.

Od: Zayn
Oczywiście mała,
pomogę ojcu i wieczorem jestem u Ciebie.
Nie mogę się doczekać.

Patrząc na treść smsa, szeroki uśmiech aż sam pojawiał się na mojej twarzy. Na pewno wiedział! Nie mogłam się doczekać, żeby go zobaczyć. Robiło mi się słabo na samą myśl o tym, ile rzeczy mogłabym zrobić, by mu wynagrodzić te ostatnie dni. Słabo i zdecydowanie gorąco. Cholera, chyba nigdy nie miałam na niego takiej ochoty.

Odłożyłam książkę i powoli udałam się w stronę łazienki, by przygotować się choć odrobinkę na przyjście bruneta. Nim doszłam do drzwi, rozległ się dzwonek. Błagam, naprawdę chcę go zobaczyć, ale jeszcze nie teraz, kiedy wyglądam jak gówno ok?
Podeszłam do drzwi, bo przecież mój brat tego nie zrobi - wróciliśmy do codzienności. Uchyliłam je i wyjrzałam na zewnątrz. Anne?!
   -Co ty tutaj robisz? -syknęłam stojąc w progu
   -Ciebie też miło widzieć. Muszę ci tylko coś powiedzieć i znikam księżniczko.
Uśmiechnęła się sztucznie i bez zbędnych ceregieli czy chociażby pozwolenia, wpakowała się do środka od razu kierując do mojego pokoju. Rzuciła tylko "cześć" w stronę Zacka kiedy przechodziła obok jego pokoju, ale on to zignorował. Zamknęłam za sobą drzwi i przyglądałam się tej wywłoce kiedy rozsiadała się na krześle przy moim biurku. Stałam z założonymi rękoma i nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Odjęło mi mowę, byłam zszokowana JEJ widokiem TUTAJ.
    -Więc... nie zajmę ci dużo czasu kochana. Parę pytań -powiedziała rozglądając się po pomieszczeniu
    -Podobno chciałaś mi coś powiedzieć, a nie zadawać pytania -burknęłam cicho, na co ona się zaśmiała. Wiedziałam, że jej przyjście tutaj nie wróży nic dobrego.
    -Jesteś nadal z Zaynem?
    -Skąd to pytanie? Nie rozumiem?
    -Tak czy nie?
    -Tak. -odpowiedziałam z udawanym uśmieszkiem
    -Niedobrze.
Niedobrze? Co ta krowa teraz próbuje mi powiedzieć? Wiedziałam, że nadal go chce!
    -Słucham? Jeśli chciałabyś mieć go dla siebie i się z nim pieprzyć jak kiedyś to...
    -Ufasz mu?
    -Słucham?
    -Skoro słuchasz, to odpowiadaj na pytania mała. Ufasz?
    -Ufam.
Dlaczego brzmię tak niepewnie? Ufam mu, prawda? Może nie ufam jej?
    -Oh Karen jesteś taka naiwna.
Wstała i podeszła w moją stronę.
    -Ja...
Przysunęła się bardzo blisko mnie. Dzieliły nas centymetry. Wow, faktycznie była ładna. Co? Co ty wygadujesz Karen, przecież to jędza!
    -Zayn i ja pieprzyliśmy się wczoraj, w jego aucie. Myślę, że powinnaś się zastanowić ponownie nad wyborem faceta, złotko.
    -Słucham?! -powiedziałam zszokowana, a w tym samym momencie Malik wszedł do środka.


 -Zayn-
Udało mi się wyrwać wcześniej od ojca, więc postanowiłem zrobić Karen niespodziankę i przyjść wcześniej. Kupiłem jej ulubione czekoladki i nawet kwiatka. Żenujące.
Zackary wpuścił mnie do środka, a ja od razu poszedłem do pokoju mojej dziewczyny. Bez zastanowienia otworzyłem drzwi i zobaczyłem na przeciwko siebie Anne, a po mojej prawej stronie Karen. Co do chuja?
"Zayn i ja pieprzyliśmy się wczoraj, w jego aucie. Myślę, że powinnaś się zastanowić ponownie nad wyborem faceta złotko" SŁUCHAM.
Spojrzałem na zszokowaną minę Karen i szklane oczy. O nie, będzie płakać.
Wyciągnąłem do niej dłoń, starając się ją uspokoić, ale ona powiedziała, żebym jej nie dotykał. Kurwa.
   -Jakim prawem wygadujesz takie bzdury?! -wydarłem się na Anne, kiedy ta uśmiechała się triumfalnie
   -Zayn skarbie. To, że się upiłeś i nic nie pamiętasz to nie moja wina. Mam czerwony ślad twojej dłoni na swoim pośladku, poza tym, chyba byłeś cholernie spragniony. Ona Cię nie zadowala, co? -zaśmiała się
   -Milcz! To nie możliwe. Karen posłuchaj -zwróciłem się do dziewczyny obok, już płakała, świetnie. -Karen, to wcale nie tak, Karen przysięgam. Nie pieprzyłem się z Anne!
   -Bullshit -zachichotała ruda
   -A jak!? A jak było do cholery Zayn!? No śmiało, kłam mi prosto w oczy!
   -Ja.. to nie była Anne.. to.. to była jakaś blondynka! Okej, przyznaje, ale to nie była ona!
Głos mi się załamywał, a mała dosłownie zamarła. Przestała szlochać, łzy ciurkiem spływały po jej policzkach
   -Poprawka Zayn -wtrąciła Anne- Tobie się wydawało, że byłam blondynką. Ale kochanie, ile wypiłeś? przypomnieć Ci? A może powiedz lepiej, która dziewczyna poza mną, wie jak Cię zadowolić?
Posłałem jej mordercze spojrzenie. Od środka aż cały wrzałem ze złości. Powstrzymywałem się jednak, skupiając na Karen. Zrobiłem krok w jej stronę...
   -Wyjdź. Zostaw mnie, wyjdź Zayn -powiedziała spokojnie i cicho
   -Mała ja...
   -Przestań. Po prostu zamilcz i mnie posłuchaj. Czułam się strasznie po tym, kiedy odzyskałam pamięć, kiedy zdałam sobie sprawę ile musiałeś przejść przez te kilka dni, tymczasem Ty świetnie się bawiłeś. I wiesz co? Całą noc myślałam o wszystkich tych pierdolonych chwilach z Tobą, wręcz od samego początku. O wszystkich kłótniach, o wszystkim co nas łączy - a raczej łączyło. Przypomniałam sobie o wszystkim, chociaż o tych złych rzeczach chciałam zapomnieć. Pomyślałam, że się zmieniłeś. Że coś uzgodniliśmy i, i że wszystko będzie dobrze. Tymczasem Ty mi nie pozwalasz o tym zapomnieć. Wciąż mi  przypominasz jaki jesteś, nie dbasz o to co czują inni, liczysz się tylko Ty. Spójrz Zayn, wiesz ile razy już przez Ciebie płakałam? Nie jesteś kimś, kim powiedziałeś, że będziesz. Nigdy nie będziesz. Zmierzamy donikąd a ja jestem tym zmęczona. Wolałabym Cię nie pamiętać. A teraz wyjdź.

I tym razem się poddałem. Wyszedłem jeszcze nim Anne rzuciła swój kąśliwy komentarz, nim Zackary pojawił się w pokoju, wyszedłem mijając bez słowa w progu panią Stone. Odszedłem.





*JKSBHDBRSWGJVR* 
dobra, trochę mi się podoba ten rozdział, a raczej to co będzie dalej.
komentujcie bo potrzebuje kopa w tyłek i motywacji, cheers x


ps . zapraszam na WIRELESS fanfic o 5SOS, jutro nowy rozdział!:)

wtorek, 27 maja 2014

Trzydziesty-trzeci

Wena na ten rozdział mnie opuściła,
przepraszam bardzo bardzo bardzo. Jest tu jeszcze.. ktoś?
ANYWAY, DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 18TYS WYŚWIETLEŃ, HOLY SHIT! ♥ 


Low - Lullaby: klik.
Pamiętasz piękne, wyjątkowe i warte zapamiętania chwile, spędzone z osobą,
która była dla Ciebie kimś ważnym, kimś kto był Twoim wszystkim?

I nie było ważne, ile złego ta osoba zrobiła, dla Ciebie była wszystkim co dobre, 
była wszystkim co najlepsze w Tobie. Moment, kiedy zaczęliście się do siebie zbliżać, 
pierwsze spojrzenia, gesty, pierwsze wypowiedziane na głos słowa w waszym kierunku.
Pamiętasz dni, kiedy zaczęliście się poznawać? 
Pamiętasz to uczucie, które powstawało na sam widok tej osoby?
Wystarczył jeden uśmiech, jedno spojrzenie i Twój dzień nie miał szans na bycie złym.
A dźwięk Twojego imienia wypowiadanego przez tą osobę, pamiętasz?

Gęsia skórka i dreszcze przechodziły po Twoim ciele, a w brzuchu odczuwałeś przyjemne łaskotanie. Pierwszy raz kiedy zdałeś sobie sprawę z tego co czujesz, 
wiedziałeś czego chcesz i byłeś tego pewien.
Miałeś wszystko. Miałeś swoją ukochaną osobę i tylko to Ci wystarczało - jej obecność.
To z pewnością chwile, które chcielibyśmy zatrzymać na długo w pamięci...
A co jeśli... A co jeśli nagle wspomnienia znikają? Nie pamiętasz nic.



Miałam już dosyć leżenia w tym przeklętym szpitalu, na tej przeklętej sali i w tym przeklętym łóżku! Cholera, oddałabym wszystko, żeby tylko móc wrócić do domu. W duchu modliłam się, żeby Max -mój lekarz, a raczej syn lekarza prowadzącego przyniósł mi jakieś miłe wieści, może chociaż to, że niedługo mnie wypiszą? Spojrzałam na zegarek i potarłam lekko czoło, zastanawiając się co zajmuje mu tyle czasu. Zwykle o tej godzinie, Max przychodził do mnie i sprawdzał jak się czuję. Przez te kilka dni naprawdę go polubiłam, wydawał się całkiem miły i sympatyczny, poza tym był przystojny, choć to niezbyt mój typ miał w sobie coś. Mówiąc o moim typie... kiedy tylko patrzyłam na Zayna, gdy się tutaj zjawiał, miękły mi kolana. I przysięgam, gdybym mogła stać, a nie była przymocowana do tego gównianego łóżka, pewnie upadłabym stając przed nim. Jest strasznie gorący. Pamiętam noc, kiedy się obudziłam. Był przy mnie. Był taki kurewsko szczęśliwy, kiedy trzymał mnie za rękę i cicho wymawiał moje imię. Nie mogłam i do tej pory nie mogę go sobie przypomnieć. Wszystko pamiętam jak przez mgłę, a to jest strasznie frustrujące. Pamiętam jak się załamał, mogłam to niemalże dostrzec patrząc na niego. Widziałam, jak bardzo go to zabolało, ale przecież nic nie mogłam na to poradzić. Próbowałam wielokrotnie sprowadzić myślami jakiekolwiek wydarzenia, chciałam móc go pamiętać. Widząc jak walczy o mnie, o to co było między nami, pragnęłam tego cholernie bardzo. Tej nocy, kiedy siedział pod salą i płakał, mama opowiedziała mi 'naszą historię' a przynajmniej tyle co ona sama wiedziała. Chciałam go przytulić, po tym wszystkim powiedzieć ile dla mnie znaczy, ale nie potrafiłam. Nie mogłam. Nie czułam nic poza pustką. Jedynie jego oczy... były tak znajome, a serce waliło mi jak szalone gdy w nie patrzyłam. Kiedy moje odbicie się w nich pojawiało, w karmelowych tęczówkach chłopaka widać było radość. Niestety, nie mogłam zrobić nic więcej poza spędzeniem z nim czasu i przepraszaniem, że nie jestem..sobą. Te trzy ostatnie dni z pewnością były dla niego ciężkie. Odczuwał to zupełnie inaczej niż ja i mogłam to sobie wyobrazić. Ja miałam o wiele łatwiej. Nadal mam. Ja całkowicie wszystko zapomniałam - on - nadal pamięta, choć mnie stracił.
   -Wybacz spóźnienie, śpiąca królewno. -powiedział wchodząc do pomieszczenia Max
   -Oh, wcale nie spałam! -oburzyłam się karcąc go przy tym wzrokiem
   -Cokolwiek mówisz, wiem jak było. Jak tam Twoje sny, coś nowego?
Trzeci dzień z kolei śnił mi się ten sam sen: "Jestem w szkole. Widzę obok siebie uśmiechniętego Louisa, coś do mnie mówi. Wstaje i idę w kierunku wyjścia. Chłopak, którego twarzy nie mogę dostrzec pojawia się tuż obok. Idziemy razem w stronę plaży, na której po chwili się znajdujemy. Czuje, jak na mnie patrzy i mimo, że ja również na niego zerkam, nadal nie widzę nic. Nie wiem kim jest. Śmiejemy się, choć coś zagłusza dźwięk, tak, że go nie rozpoznaję. Po chwili oboje leżymy na ciepłym piasku i czuje radość. Następnie znajdujemy się na moście. Widzę fale przede mną i czuje jego obecność. Cisza. Chwilę później obraz znika. Słyszę melodie i ledwo dosłyszalne słowa piosenki. 'He takes your hand, I die a little' I się budzę. "
   -Nope. Nadal to samo, zero nowych szczegółów. Zero jakichkolwiek -powiedziałam wzruszając ramionami
   -Przykro mi. Mam nadzieje, że wkrótce sobie przypomnisz cokolwiek, bo ten chłopak...
   -Tak wiem, Max. Nie musisz mówić. Chciałabym tak bardzo sobie przypomnieć.
Żadne z nas nic nie mówiło, słychać było tylko tętniący życiem szpital. Wbiłam wzrok w podłogę, czując ból w sercu. Co jeśli to była prawdziwa miłość?
   -W każdym bądź razie, wpadłem żeby przekazać Ci wiadomość. -powiedział nagle Max, a ja popatrzyłam na niego zaciekawiona. Błagam, na serio chcę do domu.
   -Jutro wracasz do domu!
Tak jest! Gdybym mogła skakać, pewnie właśnie bym to robiła. Tymczasem podniosłam się i przytuliłam mocno doktorka, po czym zawstydzona prędko się odsunęłam. Nareszcie!
   -Wybacz doktorze....
   -Oh oczywiście. Chociaż, moglibyśmy czasem to powtórzyć.
Max uśmiechnął się i puścił mi oczko wychodząc, zostawiając mnie samą, oblaną różowym rumieńcem palącym moje policzki.
Siedziałam na łóżku z ogromnym uśmiechem. Jutro wracam do domu! Nie ma nic lepszego niż własne łóżko, telewizja, własna łazienka.. wszystko jest lepsze w domu. Ciche pukanie rozniosło się po sali chwilkę po tym jak Max wyszedł. Spojrzałam w kierunku drzwi, w których stał Malik. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, ale on zamiast odwzajemnić gest, posmutniał. Dlaczego?
Stał i patrzył na mnie, przegryzając wargę. W jednej dłoni trzymał plastikowy kubek kawy, a w drugiej sok, jak myślę, dla mnie. Przyglądałam się mu czekając na to co zamierza zrobić. Bił się chwilę z własnymi myślami, jakby bał się wejść. Czekał aż mu pozwolę. Robił tak za każdym razem, ale go nie winię za to czy coś... w końcu wydawał mi się obcy i miał prawo czuć się dziwnie.
    -Chodź tu. -powiedziałam chicho

-Zayn-
'Chodź tu' . O kurwa. Dwa słowa niosły się echem w mojej głowie. Zabrzmiała jak moja mała. Boże, jak moja Karen. Nie wiedziałem czy powinienem się rzucić w jej stronę czy nadal twardo, powoli stąpać w jej kierunku. Tak bardzo jej pragnąłem.
Podszedłem do jej łóżka i usiadłem na krzesełku, na którym z pewnością chwilę temu siedział ten laluś.
   -Hej -szepnąłem, pocierając jej policzek, a ona lekko drgnęła
   -Znów się widzimy, Malik.
Karen zachichotała, po czym wzięła sok z mojej dłoni. 'Mmm' wyjąkała trzymając słomkę w zębach. Cholera, kiedy się przyglądałem z jaką delikatnością zagryza ten plastik, kiedy patrzyłem na jej usta, kiedy przypomniałem sobie ich smak, miałem ochotę się w nich zatracić. Ale kurwa nie mogłem.
   -Masz dziś lepszy humor, mała.
   -Tak! -oczy aż jej zaświeciły
Kurwa to na bank zasłucha tego fiuta Maxa. Jak nie Tomlinson to jakiś doktorek się wpierdala.
   -Za to Ty chyba niezbyt Zayn, stało się coś?
Czy ona poważnie zadała mi to pytanie? Czy ona sobie kurwa zdaje sprawę co czuje? Ja pierdole.
   -Nie. -powiedziałem stanowczo po czym odwróciłem wzrok.

Do późnego wieczora siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Tego dnia już nikt poza mną jej nie odwiedził, więc miałem ją tylko dla siebie. Patrzyłem w jej błyszczące oczy, kiedy z entuzjazmem mówiła mi ile planuje zrobić po powrocie do domu. Wsłuchiwałem się w każde jej słowo, chociaż żadnego nie rozumiałem. Słuchałem jak mówi. Patrzyłem na jej gesty i mimikę twarzy. Kilka razy walnęła mnie w ramię, gdy zauważyła, że bujam w obłokach. Zachowywaliśmy się jak dawniej, jak przyjaciele, co bardzo mnie bolało. Zrobiło się ciemno, do sali wpadało jedynie światło z korytarza. Chciałem wstać i je zapalić, ale Karen mnie powstrzymała. Sądziła, że tak lepiej jej sobie wszystko wyobrazić, kiedy nic jej nie rozprasza. Patrzyła swoimi szarymi oczami w moje, a serce łomotało mi jak szalone. Kocham Cię. Miałem ochote wykrzyczeć jej to milion razy, ale jaki w tym był sens?
    -Zayn...
    -No?
    -Bo.. ja tak sobie pomyślałam... -zaczeła cicho
    -Co zrobiłaś?
    -Pomyślałam! -prawie krzyknęła niemalże zabijając mnie wzrokiem, a ja zaśmiałem się gardłowo. Kocham się z nią droczyć.
    -Więc co pomyślałaś? -znów się śmiałem
    -Nie.. to głupie...
Serio? Boże, błagam mów wreszcie kobieto.
    -Mów. Karen.
    -Pomyślałam, że może gdyby doszło do jakiegoś zbliżenia między nami, mogłabym coś poczuć i wtedy bym sobie wszystko przypomniała -powiedziała jednym tchem słowo po słowie, tak szybko, że chwilę zajęło mi zanim zrozumiałem.
Co? Co ona powiedziała, co właśnie.. Boże, skup się Zayn. Żadnych pochopnych ruchów, nie pokazuj jak bardzo się cieszysz, bo ją do siebie zrazisz. Spokojnie.
    -Możemy..spróbować. -wyszeptałem
Słyszycie jak to kurewsko dziwnie brzmi? "Spróbować" tak, jakbyśmy wcześniej tego nie robili.
    -Ok...
Powoli zbliżyłem się do niej i odgarnąłem jej włosy na bok, by złapać ją delikatnie za kark. Ona niepewnie zbliżyła się i ułożyła dłoń tak samo jak ja,a po chwili jej wargi dotykały moich. Delikatny pocałunek minimalnie się pogłębił, a ona przyciągnęła mnie bliżej i rozchyliła lekko usta. Tak bardzo tego pragnąłem, że nie mogłem się powstrzymać. Nim się spostrzegłem, napierałem na nią całym sobą, wbijając swoje usta w jej. Boże jestem palantem. Całowałem ją tak łapczywie i zachłannie, że niczego innego nie mogłem się spodziewać po tym jak mnie odepchnęła.
   -Wyjdź.



/2godziny później/
Siedziałem w barze, popijając szkocką. Palący gardło alkohol pobudził wszystkie moje zmysły. Rozejrzałem się dookoła po sali, w poszukiwaniu jakiegoś odpowiedniego celu. Kiedy moje oczy napotkały blondynkę siedzącą na stołku obok szafy grającej, zadzwonił mój telefon.
   -Czego?! -fuknąłem
   -Gdzie jesteś chłopie, byliśmy w szpitalu i...
   -Nie mam teraz czasu Niall! -wykrzyczałem i przerwałem połączenie.
Cały ten czas nie spuszczałem wzroku z tego kociaka naprzeciwko. Oblizywała usta patrząc na mnie, o tak skarbie wiesz co się będzie dziać - pomyślałem. Schowałem telefon do tylnej kieszeni jeansów, wypiłem do końca napój i rzucając szklankę na ladę ruszyłem w jej stronę. Bez słowa, złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem w stronę tylnego wyjścia.
   -Nie idziemy do toalety? -zapytała blondi
   -Zamknij się, chodź.
Dotarliśmy do mojego samochodu, który stał na starym parkingu. Tu nigdy nikogo nie było, nie musiałem ryzykować i pieprzyć się z nią w łazience.
   -Oprzyj się przodem na masce! -nakazałem, a ona tak zrobiła.
Podciągnąłem materiał jej spódniczki do góry, a majtki zsunąłem na wysokość jej kolan. Pośpiesznie rozpiąłem rozporek spodni i bez żadnego ostrzeżenia wszedłem w nią. Dziewczyna głośno zaklęła, po czym rozkoszowała się mną. Nie wiem czy udawała, że jej się podoba ale miałem to dosłownie w chuju. Nic mnie nie obchodziło.





PRZEPRASZAM CHOLERA,  WIEM, ŻE TO JEST TOTALNE DNO,
NIC SIĘ NIE DZIEJE, NIE MA SENSU ITD, ALE OBIECUJE, 
ŻE W NASTĘPNYM ROZDZIALE, WAM TO WYNAGRODZĘ :(



PS. ZAPRASZAM NA DRUGIE, ZUPEŁNIE INNE FANFICTION, 



niedziela, 18 maja 2014

Trzydziesty-drugi

Wygląd bloga minimalnie zmieniony, jak wam się podoba? 
Poza tym, zmieniłam nazwę, bo sama nazywam to 'Gentle' i ta nazwa jest wygodniejsza.
Przypominam o ankiecie i komentarzach, dziękuję za wszystko. love x
PS. POLECAM CZYTAJĄC SŁUCHAĆ WSZYSTKIE PIOSENKI,
 KTÓRE BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ W TRAKCIE 
I WYŚWIETLAĆ W NOWEJ KARCIE PO NACIŚNIĘCIU NA
 'KLIK'




Birdy - Not About Angels: klik. 

Patrzyłem jak Karen potrącona przez samochód upada na ziemię uderzając głową o krawężnik. Wszystko działo się cholernie szybko, choć wydawało mi się, że czas stanął w miejscu. Chciałem się rzucić w jej stronę lecz nie potrafiłem zrobić kroku. Zamarłem. Moje ciało zastygło w bezruchu, a buty nagle zrobiły się ciężkie sprawiając, że nie mogłem podnieść nóg. Kręciło mi się w głowie, jeszcze za nim dotarło do mnie co się dzieje. Co się stało właściwie sekundy temu. Louis trącił moje ramie, pędząc do niej by po chwili klęknąć przy niej. Ledwo ogarnąłem co robił, gdy sprawdzał jej puls. Miała zamknięte oczy, a jej piękna buzia nie okazywała żadnego wyrazu. Żyła. To oczywiste, nie mogła tak po prostu odejść.. bez pożegnania. Nie mogła tego zrobić bez nawrzeszczenia na mnie i zwyzywania mnie od najgorszych, bez prawdziwej rozmowy na temat tego co spierdoliłem, podczas której ona by dramatyzowała, a ja bym się wkurwiał. Jak mogłaby odejść bez poddania się i ulgi, gdy nasze usta łączyłyby się na koniec? I przede wszystkim, jak mogłaby odejść kiedy to ja jej tak bardzo potrzebowałem. Samolubnie pragnąc na wyłączność każdej jej cząstki, nie mogłaby zostawić mnie teraz. Zacząłem się trząść i z lekka rozklejać, dalej bez ruchu stojąc jak cipa! To było żałosne, że tak właśnie się zachowywałem. Zayn Malik, kto by pomyślał. Jedyne na co się zdobyłem, to rozejrzenie wokół by dostrzec tego gnoja, który jej to zrobił. W tym samym czasie, wychodził z auta, już na początku krzycząc jak bardzo dziewczyna jest niemądra. Ciskał w nią tak mocnymi słowami, że cały aż się spiąłem. Zwalił całą winę na nią. Chuj, nieważne, czy bezmyślnie wybiegła na ulice wcześniej niewidziana między moim samochodem a Tomlinsona. Ten pajac jechał z taką prędkością, że nawet gdyby ją widział -nie zatrzymałby się. Wystarczyło na tyle, by z łomotem upadła na ziemię i nieszczęśliwie uderzyła o ten przeklęty krawężnik. W duchu modliłem się, by za chwilę odzyskała przytomność, żeby nic poważnego się jej nie stało, choć nawet i to, było za wiele. Mała, krucha i bezsilna leżała na zimnym asfalcie, a obok niej siedział Louis. Bolało, kiedy na nią zerkałem. Zacisnąłem pięści i ruszyłem w stronę  kierowcy tego jebanego auta, by skopać mu porządnie dupę. W tym przynajmniej się sprawdzałem i nie czułem jak cipa! Smutek, żal i złość jeszcze bardziej mnie nakręcały i już po chwili facet leżał plecami przygnieciony do maski, z mordą obitą gorzej niż niejeden dłużnik mojego ojca. Z każdym ciosem moje wkurwienie narastało zamiast ustępować. Dosyć. Wtedy pomyślałem, że ona by na mnie krzyczała. Pewnie by płakała i kazała przestać. Położyła by dłoń na moim ramieniu, a ja bym się wzdrygnął pod wpływem jej przyjemnego dotyku. Patrzyłem na niego z politowaniem i obrzydzeniem, by po chwili spojrzeć w jej stronę i zmusić go do tego samego, tak by widział co zrobił niczego winnej dziewczynie. Przyglądałem się z odległości kilku metrów, nadal nie mogąc zrobić choćby małego kroku w jej stronę i choć wkurwiało mnie niemiłosiernie, że to Tommo siedzi przy niej, nie mogłem nic na to poradzić. Trzymałem tego sukinsyna czekając na policję, po którą wcześniej zadzwonił Lou, a także pogotowie. Nim się spostrzegłem, pojawiła się karetka a za nią radiowóz. Louis wstał ułatwiając dostęp lekarzom i dołączył do mnie i tego cwela by złożyć zeznania. Kiedy skończyłem i ponownie nie spuszczałem wzroku z Niej i otaczających ją ratowników, czując się jak frajer. Nie potrafiłem jej pomóc, choć tak bardzo chciałem. Nie miałem szans - nie byłem lekarzem, więc obserwowałem ich pracę, a serce z każdą minutą pękało mi na kawałeczki. Czułem się źle z myślą, że może gdybym nie był takim palantem i nie chciał jej na siłę zatrzymać, ona nie musiałaby się wyrywać... może wtedy...
   -Czy państwo są rodziną? -zapytała ratowniczka, a moje spojrzenie i Louisa zetknęły się ze sobą na ułamek sekundy
   -Jestem jej chłopakiem -odpowiedziałem cicho. Zdecydowanie dziwnie cicho.
Kobieta obdarzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem, po czym jakby odgoniła od siebie wszystkie myśli na bok i odchrząknęła głośno.
   -Niestety, w świetle prawa nie jest pan nikim pokrewnym. Czy jest ktoś, kto mógłby się zjawić w szpitalu by wypełnić niezbędne papiery w sprawie tej dziewczyny? Ma pan kontakt z kimkolwiek z jej rodziny? 
Czekała aż jej odpowiem wlepiając we mnie brązowe chłodne oczy, a ja zdałem sobie sprawę, że nawet nie mam jak skontaktować się z jej mamą, gdyż nie mam tego cholernego numeru. Żałosne.
   -Ja mam kontakt z jej matką -wtrącił Louis posyłając mi cwaniacki uśmieszek- Zaraz do niej zadzwonię.

Dojechałem do szpitala kilkanaście minut po karetce, w której przewożona była Karen. Akurat dzisiaj żadne światła na ulicach Brighton nie chciały iść mi na rękę. Wysiadłem zatrzaskując z impetem drzwiczki mojego Merca i pośpiesznie udałem się do recepcji, przy której też sekundę po mnie zjawił się Tomlinson. Nikt nie chciał mi.. nam powiedzieć co się z nią dzieje, ponieważ żaden z nas nie był 'nikim wystarczająco bliskim', nikim z nią spokrewnionym. Jedyne co udało się wyciągnąć od młodej pielęgniarki to to, że nadal jest nieprzytomna i mają zamiar zrobić jej masę badań. Nie byłem zadowolony z obecności Lou i nie miałem zamiaru się z tym kryć.
   -Czy mógłbyś wreszcie przestać chodzić w tę i z powrotem i usiąść z dupą na tym jebanym krześle? -syknąłem, kiedy sam zajmowałem miejsce na plastikowym krzesełku w poczekalni koło recepcji.
   -Nie. Odjeb się z łaski swojej. 
   -Po co tu w ogóle jesteś, co? Nie jesteś już z nią, nie jesteś nawet jej przyjacielem... zostawiłeś ją więc...
   -To nie znaczy, że nie mam prawa się o nią martwić kretynie! -krzyknął, a wszyscy spojrzeli na nas.
Chciałem coś mu jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie przerażona kobieta wbiegła do pomieszczenia. To była mama Karen. Szybko podeszła do nas witając się w pośpiechu. 
Czekaliśmy aż pojawi się lekarz prowadzący i udzieli nam jakichkolwiek informacji po tym, jak pani Stone wypełniła kupę dokumentów związanych z ubezpieczeniem, zgodami na badania i innymi pierdołami. Przyszedł do nas siwowłosy mężczyzna około pięćdziesiątki, a  kiedy tylko się odezwał, usłyszałem jego wkurwiający akcent. Twardo wymawiane litery w zdaniach wskazywały na niemiecki, szczególnie łatwo słyszalny, podczas gdy wymawiał jej imię. Karen miała wciąż robione badania i nadal nie była przytomna. Powiedział, że ma mnóstwo potłuczeń, ale żadnego złamania czy czegoś tego typu. Większym problemem było to, że przy upadku, gdy rąbnęła głową o krawężnik, doznała prawdopodobnie silnego wstrząsu mózgu, jednak nie można było tego stwierdzić, gdy 'spała'. Doktor Coils, bo tak się nazywał, uprzedził nas także, że nie wiadome jest to, czy będzie miała jakieś powikłania, czy nie straciła jakiegoś zmysłu, zdolności czy czegokolwiek.. nie bardzo rozumiałem, słuchałem piąte przez dziesiąte. Wiedziałem tylko, że nie jest pewne co się wydarzy, gdy się obudzi i czy wszystko będzie jak wcześniej. Mówiąc o budzeniu.. mogła zapaść w kilkudniową śpiączkę lub w każdej chwili otworzyć oczy. Wszystko zależało od tego, jak jej ciało, umysł i organizm będą walczyć o to. Byłem pewny, że muszę przy niej zostać i tak też zrobiłem.
   -Zayn chłopie, idź się prześpij. -powiedziała wyrywając mnie ze słabego snu pani Stone. 
Podniosłem głowę z brzegu szpitalnego łóżka Karen i ziewnąłem w głos. Mijały kolejne godziny, a ona nadal słodko 'spała' nie zdając sobie sprawy z tego, co dzieje się ze mną od środka. Wariowałem. Chciałem by się obudziła. Jej mama położyła dłoń na moim ramieniu, tak jak zazwyczaj robiła to Ona i uśmiechnęła się.
   -Obiecuję, że jako pierwszy dowiesz się kiedy się wybudzi...
   -Zostaję. Niech pani znów nie zaczyna.
Uśmiech lekko jej zmalał, choć tak na prawdę nie była zła czy coś. Po prostu nie udawało jej się mnie przekonać, a przecież chciała jak najlepiej. Kilkakrotnie w ciągu tych 6 godzin od kiedy skończyły się badania, próbowała nakłonić mnie do powrotu do domu. Na sen, na kąpiel i na powrót rano. Nie było takiej opcji. Widziała, jak mi zależy by być przy Niej, zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że jedynym powodem dla którego bym miał wyjść, byłoby gdyby to Karen mnie wywaliła stąd. Wiedziała, ale mimo to wciąż próbowała.
   -W takim razie, przynajmniej zadzwoń do rodziców Zayn
   -To nie będzie konieczne
Wydawało się, że nie mamy nic lepszego  poza rozmową, więc opowiedziałem jej trochę o swojej rodzinie. Przyjemnie czuć, że mnie poznawała i w dodatku chyba lubiła, mimo, że byłem sobą. Nie udawałem ekstra kandydata na chłopaka jej córki, ja po prostu  nim byłem. Byłem chłopakiem jej córki, byłem sobą. Chociaż stronę furiata starałem się ukryć jak najgłębiej. Poza tym, zachowywałem się normalnie. Ostatni raz kiedy się we mnie odezwał, był podczas kłótni z Louisem godzinę temu. Na szczęście chwilę później zmył się do domu, a może do Anne. Nie interesowało mnie to zbytnio, po prostu się cieszyłem, że ja mogę być przy niej.

Birdy - Shine: klik.

Dziewięć godzin. Dziewięć cholernych godzin minęło od kiedy skończyli robić jej badania. Nadal miała zamknięte oczy i nie reagowała. Siedziałem z boku patrząc i słuchając jak jej mama do niej mówi. Przekonywała mnie, że Karen to wszystko słyszy i wtedy szybciej będzie się wybudzać, a ja tylko śmiałem się pod nosem i mówiłem, że to niemożliwe. Dziewięć godzin, a w ciągu nich tylko 30minut drzemki.
   -No nic. Obok jest sklep nocny, chyba skocze po coś do jedzenia i może jakąś kawę. Chcesz coś? -zapytała mnie Elle (jej mama, gdyby ktoś nie wiedział)
Pokręciłem przecząco głową i patrzyłem jak wychodzi, a chwilę później zająłem miejsce z powrotem na krzesełku obok łóżka. Przetarłem delikatnie dłonią jej twarz i poprawiłem kosmyk włosów. Mimo siniaka ogromnej wielkości na kości policzkowej i opatrunku na czole, wyglądała pięknie. Szczególnie kiedy spała. Obserwowałem jak oddycha, jak jej klatka z narzuconą kołdrą unosi się i opada. Co jeśli ona na prawdę szybciej się obudzi, kiedy zacznę do niej mówić? To głupie Zayn, będziesz mówił do nieprzytomnej dziewczyny, udając że ona to wszystko słyszy? Co się z Tobą dzieje, Ty na prawdę się zmieniasz przy niej.
   -Kochanie...
Mówiłem cicho jakby nie chcą żeby ktoś mnie usłyszał. Wstydziłem się.
   -Mała, ja nie wiem czy mnie słyszysz. Twoja mama pół nocy starała się mi to wmówić, ale ja do końca nie jestem przekonany, więc jeśli mnie słyszysz.. to może się już obudź co? Słyszysz mnie Karen?
Pokręciłem głową zrezygnowany, uświadamiając sobie, że robię siebie idiotę. Chociaż przecież nikt nie widzi.
  -Myślę, że powinienem Cię przeprosić. Chociaż może nie? Nie zrobiłem nic złego i tak nie byłaś szczęśliwa z Louisem. A może chciałem mieć Cię tak bardzo, że to było dla mnie jedyne wyjście?
Nie ruszała się. Żadnego chociażby najmniejszego drgnięcia palcami czy pokręcenia nosem.
  -Wspominałem, że jestem egoistą i samolubem? Jestem pewny, że o tym wiesz. Cholera, przepraszam jeśli zniszczyłem Ci życie, miłość, związek, cokolwiek. Mimo, że tak nie uważam, bo wiesz.. Twoje pojawienie się w moim świecie, to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała. I widzisz, nawet się przy Tobie rozklejam.. tak nie powinno być, wiesz mała?
Cholernych kilka łez spłynęło po moim policzku, a ja nawet nie miałem zamiaru ich wycierać. Były dowodem na to, ile ona dla mnie znaczy. Nikt nie znaczył tak wiele, nikt tak na mnie nie działał. Była jak Anioł Stróż, za każdym razem powstrzymując mnie przed tym, przed czym inni nie potrafili - przed sobą samym.
   -Tyle razy mogłem zrobić komuś krzywdę.. tyle razy komuś ją robiłem, ąz pojawiłaś się Ty.. Uspokajasz mnie, sprawiasz, że zaczynam zastanawiać się nad tym co robię i przestaję. Łagodzisz mój ból, hamujesz agresję i złość. Wystarczy, że jesteś blisko. Nie wiem co by się stało gdyby Cię już nie było. Kurwa, nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo Cię kocham. Ale nadal uważam, że jesteś beznadziejna, pamiętaj.
Zaśmiałem się na myśl, że ona pewnie też by się śmiała, przywołując do wspomnień nasze pierwsze rozmowy. Zawsze uważałem, że jest beznadziejna. Tylko dlatego, że nie była moja.
Siedziałem opierając łokcie na kolanach ze spuszczoną głową. Byłem totalnie zamyślony, nie zwróciłem uwagi kiedy jej palce i dłonie delikatnie zaczęły się ruszać. Cichy stłumiony jęk sprawił, że podniosłem głowę i zobaczyłem jak powoli otwiera oczy. Serce waliło mi jak szalone, prędko złapałem jej dłoń szepcząc jej imię. 'Dalej kochanie, otwórz oczy' dodawałem jej otuchy. A kiedy w końcu to zrobiła, moje serce znów pękło.
   -Gdzie ja.. kim jesteś?


/3dni później/
   -Więc mówisz, że Cię nie pamięta? -zapytał Niall stojąc ze mną na palarni pod szpitalem
   -Dokładnie. W zasadzie jedyne co powiedziała na mój temat to to, że moje oczy wyglądają znajomo.
   -Cholera! I jesteś jedyną osobą, której nie jest w stanie sobie przypomnieć?
   -Na to wygląda... -odpowiedziałem wbijając wzrok w ziemię
   -I co zamierzasz zrobić? Siedzisz tutaj już trzeci dzień Zayn. Wykończysz się. Powinieneś wrócić na trochę do domu, nic tu po Tobie. Poza tym, Twoja mama się martwi, a ojciec potrzebuje Cię... sam wiesz do czego. Pominę szkołę, bo to nigdy nie było naszym priorytetem, ale popatrz.. ona nawet Cię nie kojarzy. Ta sytuacja jest do bani.
Do bani? Ta sytuacja była pokurwiona i dobrze o tym wiedziałem! Ale mimo to, miałem wciąż nadzieje, że może coś jej się przypomni. Doktor Coils mówił, że to może być chwilowe. Że może wspomnienia wrócą w najmniej oczekiwanym momencie i w zasadzie wszystko może jej pomóc. Tylko.. dlaczego musiała zapomnieć akurat mnie? Nie wiem czy pamiętałaby Horana czy Stylesa, ale ze wszystkich osób które ją odwiedziły w ciągu trzech dni byłem jedyny. To kara - pomyślałem.
   -Nic nie zrobię. Będę czekał. Wiesz, gdybym tylko kurwa wiedział jak jej pomóc, jak sprawić żeby sobie przypomniała cokolwiek...
   -Zrobiłbyś to, wiem. Ale nic nie poradzisz. Po prostu, pamiętaj że masz nas -rozejrzał się szukając wzrokiem Hazzy siedzącego z jakąś panną na ławce przed szpitalem- No cóż, masz mnie.
Uścisnąłem go i w tym momencie dziękowałem Bogu, że mam kogoś takiego jak przyjaciele pomimo całego syfu w jakim dorastam i żyję. Chwilę po naszym niezbyt męskim wybryku dołączył do nas Harry, żeby zgarnąć blondyna. On nigdy się nie przejmował, rzadko komuś współczuł, tym bardziej Karen, ponieważ się nie lubili. Ale wystarczyło to, że przyjechał. Pożegnał się ze mną i odjechali, a ja wróciłem do środka. Po drodze kupiłem kawę, której jeszcze trzy dni temu bym nie tknął i soczek, który ona uwielbia. Szedłem powoli, czując jak intruz. Jakbym chciał zrobić coś złego. Moja dziewczyna mnie nie pamiętała i za każdym razem, gdy sobie to przypominałem-bolało bardziej. Co prawda, ani razu nie zabroniła mi przyjść, co ciekawe była skora do rozmów od rana do nocy. Rozmawialiśmy prawie o wszystkim. Wszystkim oprócz nas. Raz spróbowałem, a ona się rozpłakała. Płakała z bezsilności, przez to, że nic nie pamięta, a bardzo chciała sobie przypomnieć. Wierzyła mi i wszystkim dookoła, najbardziej chyba Penny, ale mimo to, nie potrafiła wrócić wspomnieniami do mojej osoby. Od tamtego razu, rozmawialiśmy o wszystkim innym co mogłoby jej pomóc.
Zbliżałem się już do sali numer 329, a serce łomotało mi strasznie. Bałem się, że może tym razem będzie miała mnie już dość. W końcu mnie nie pamięta, nie jestem jej potrzebny.
Znów wychodził zadowolony jakby wygrał milion dolarów z jej sali. Pieprzony młody lekarzyk, z tak samo irytującym akcentem jak jego siwowłosy ojciec. Zadufany w sobie złotowłosy typ, z ustami jak u Angeliny Jolie. Pierdolony laluś. Przysięgam, gdybym nie widział jak ślini się do Karen, śmiało stwierdziłbym, że jest gejem. Ale na moje nieszczęście nie był.
Minął mnie bez słowa, a ja niepewnie wszedłem do środka. Mała uśmiechała się od ucha do ucha, a ja wiedziałem, że to wcale nie z mojego powodu. Bolało. Cholernie bolało.
Wszystko czego teraz chciałem to jej dotyk, jej czule wypowiedziane słowa i to, by patrzyła na mnie swoimi szarymi oczami jak wcześniej. Chciałem, żeby wiedziała jak bardzo mnie kocha...



*JEŚLI SIĘ PODOBA, KOMENTUJCIE*
*w duchu modlę się by posypały się komentarze, a co można marzyć!*


piątek, 16 maja 2014

LIEBSTER AWARD!

Cholera! Zostałam nominowana do Liebster Award, 
za co bardzo bardzo dziękuję Alexxie (tu jej blog: http://prisoner-of-the-dead.blogspot.com/)
nie masz pojęcia jak mile jestem zaskoczona i jak ekstra się czuję ♥


Liebster Award:
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloga w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Moje odpowiedzi:
1)Do jakich fandomów należysz i dlaczego?
Directioners. To proste - nie ma lepszych fanów i lepszego fandomu na świecie według mnie, pod każdym względem.
2)Z czego czerpiesz inspirację do pisania?
To przychodzi nagle. Czasami wystarczy posłuchać jakiejś piosenki albo nawet usłyszeć gdzieś jakiś cytat.
3)Co nakłoniło Cię do pisania?
Całą noc czytałam jedno opowiadanie, a po skończeniu zebrało się we mnie tyle myśli i pomysłów, 
że postanowiłam to wykorzystać :)
4)Co Ci się ostatnio śniło?
Ostatnio śnił mi się.. cholera, na prawdę muszę mówić? Śnił mi się Calum Hood z 5SOS i to wystarczy haha
5)Co byś zrobiła gdybyś dowiedziała się, że Twój ulubiony zespół/artysta/piosenkarka itd. Przyjechał do Polski, ale nie mogłabyś pójść na jego/jej/ich koncert/przedstawienie itd.?
Nie ma takiej możliwości. Zrobiłabym wszystko żeby tam być.
6)Jeżeli miałbyś/łabyś zmienić coś w swoim życiu, co by to było i dlaczego?
Mogę zmienić siebie? By się sobie podobać i czuć pewnie?
7)Zastanawiałeś/aś się kiedyś jak będzie wyglądać Twoje życie za kilka lat?
Często o tym myślę, po czym rozpływam się we własnych marzeniach i wymyślonych historiach .
8)Jesteś pesymistą/reslistą/optymistą?
Raczej optymistą, aż za bardzo! Choć to zależy od sytuacji.
9)Jedno słowo, które określa Twoją osobę?
GŁODNA.
10)Jakie opowiadanie/ff jest Twoim ulubionym?
Jest ich kilka, nie potrafię wybrać jednego bo przeczytałam ich zbyt wiele. Między innymi:
Chills/Cold, Heartwrecker, Hunger,After, 99days without you, Ostatnia Spowiedź, Psychotic, Furious (z Lou) i sporo zagranicznych, nie tłumaczonych dotychczas.
11)Od jak dawna piszesz?
Jeżeli chodzi o GENTLE, pisze od lutego chyba :)



NOMINACJĘ : 
niestety, chcę nominować tylko te 8 blogów, bo reszta którą chce jest zbyt znana.

PYTANIA :
1. Pierwszy crush w życiu? (crush, osoba z reguły sławna która Ci się podoba)
2. Ulubiony cytat?
3. Skąd wziął się pomysł u Ciebie, na pisanie fanfiction/opowiadania?
4. Na kim się wzorujesz?
5.Ulubiona piosenka?
6.Pierwsze przeczytane fanfiction/opowiadanie?
7.Kim sią dla Ciebie czytelnicy?
8.Co czujesz, gdy ktoś mile komentuje Twoje opowiadanie?
9.Co powiedziałabyś idolowi, gdybyś go spotkała?
10. Wolisz pisać czy czytać?
11. Jesteś zadowolona z nominacji?

CHEERS.