czwartek, 27 lutego 2014

Trzynasty


-Zayn-

'Karen' powiedziałem i spojrzałem głęboko w jej szare tęczówki, kiedy obdarowała mnie swoim niewinnym spojrzeniem. Czekała, aż zacznę kontynuować swoją wypowiedź. Kucała tuż obok łóżka, w którym leżałem i śmiało mogłem stwierdzić, że już się mnie nie boi. Przynajmniej, nie teraz.
   -Muszę Ci coś jeszcze powiedzieć.. -wydukałem
Oczy małej rozszerzyły się kilka razy bardziej niż zwykle, badała w skupieniu moją twarz, kiedy próbowałem dobrać odpowiednie słowa do tego, co chciałem jej wyznać. Przegryzłem wargę i spojrzałem gdzieś poza jej piękną twarz, w dół, ukradkiem zauważając jak nerwowo bawi się swoimi palcami. Kilka razy otworzyłem usta, by je zamknąć sekundy później, ponieważ nie potrafiłem zebrać w sobie tyle odwagi ile potrzebowałem, by wyznać prawdę. Krzywiła się tylko i byłem pewien, że chętnie by mnie pośpieszyła, ale tego nie robiła. Zamiast tego za którymś razem moich marnych starań, Karen położyła swoją dłoń na moim silnym ramieniu, jakby dodając mi otuchy i poczułem, że to ten moment, że dam radę. Jeszcze raz przestudiowałem wcześniej zaplanowaną formułkę i otworzyłem buzię,by zacząć mówić....
    -Malik! Mamy problem!
Wzrok mój i dziewczyny skupił się na zdenerwowanym blondynie, który stał w drzwiach sypialni. Był spięty i drżał. Od razu stanąłem na nogi, zrzucając bez uprzedzenia dłoń Karen z siebie. Nie spodziewała się, że tak zareaguję, dlatego upadła na tyłek kiedy się nagle podniosłem. 
   -Co jest Niall?
   -Louis.

-Karen-
Byłam zawiedziona, że blondynek nam przerwał, ale widząc jego minę byłam pewna, że miał ku temu poważny powód. I wcale się nie myliłam. Kiedy usłyszałam jego imię, przeszedł mnie dreszcz, zrobiło mi się zimno i gorąco za jednym razem. Byłam szczerze przerażona. Wstałam szybciutko i obserwowałam nagłą zmianę postawy Zayna. Jego mięśnie zesztywniały, jego oczy były ciemniejsze, a klatka w szybkim tempie unosiła się i tak samo opadała. Zniknął. Ten chłopak, niewinny którego się nie bałam jeszcze chwilkę temu, gdzieś zupełnie się ulotnił. Może nigdy nie istniał?
   -Gdzie on jest Niall? -zapytał brunet
   -W drodze, ktoś się wygadał, że tu jesteśmy. On nie odpuści stary.
   -To będzie trzeba to załatwić, wiesz że ja również nie dam za wygraną.
Czy oni mówią o mnie? Halo, to o mnie chodzi? Będą się licytować czy jak? Może ja nie chce żadnego z nich.. a może.. no dobrze, chce. Ale w życiu nie można mieć wszystkiego, a na pewno nie w taki sposób!
Całą trójką dołączyliśmy do Harrego, który wyczekiwał naszego 'gościa' w salonie. Siedziałam skulona na kanapie i obgryzałam z nerwów paznokcie. Widziałam, w jaką furię wpadł Zayn po mojej rozmowie z Lou. Słyszałam też, co ten drugi mówił. Był przekonany, że go zabije. Zaraz mieli się spotkać, a ja nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Po drugiej stronie pokoju mulat i Hazza w skupieniu i ciszy o czymś rozmawiali, kiedy ja poczułam dłoń oplatającą moje plecy. Przyjemny, pocieszający uścisk od Nialla.
   -Nie martw się tak, może Malik to psychol ale pamiętaj, że ma dobre serce -powiedział
   -Właśnie przed chwilą nazwałeś go psycholem Niall, tacy ludzie są nieobliczalni
Przewróciłam oczami by zaakcentować swoją wypowiedź, a blondyn odpuścił by po chwili dodać
   -Tak, ale pamiętaj Kar, jest coś lub ktoś kto sprawia, że ten psychol łagodnieje.
Uśmiechnął się puszczając oczko i dołączył do tych dwóch. Zaczęłam zastanawiać się nad tym co mi powiedział. Właściwie skąd wiedział, że tak to działa? Myślałam intensywnie nad jego słowami, przedzierając się w głąb wspomnień by upewnić się, że ani razu Nialla nie było kiedy była mowa o tym, że działam dla Zayna jak ukojenie. Przez ułamek sekundy zapomniałam na co czekamy, kiedy z rozmyśleń wyrwało mnie gwałtowne, głośne walenie w drewniane drzwi.
   -Malik! Otwieraj kurwa! -wykrzykiwał Louis
W jednej chwili za skinieniem bruneta, Horan znalazł się obok mnie lekko zasłaniając moje drobne ciało, swoim nieco większym. Odruchowo zacisnęłam kawałek materiału jego koszulki w swoich dłoniach, kurczowo się go trzymając. Przeniosłam swój wzrok na naszych towarzyszy. Ich szczęki był zaciśnięte i głośno oddychali, nierównomiernie. Harry dodatkowo uformował już swoje dłonie w pięść i podążył za brunetem w stronę drzwi. Kiedy te się otworzyły, do środka wpadł Tommo, a za nim ku mojemu zdziwieniu mój brat. Od razu wyszukali mnie wzrokiem. Gdy Zack zaczął zbliżać się w moją stronę Harry natychmiast zaszedł mu drogę.
   -Wybierasz się gdzieś? -zapytał śmiejąc się mu w twarz
Brat był od niego niższy i zdecydowanie mniej pewny siebie. Szczerze mówiąc to nie wiem czy był bardziej zły czy bardziej przerażony sytuacją.
   -Do swojej siostry, a jak myślisz przygłupie! -splunął na niego
To tylko rozzłościło Hazzę i obdarował Zackarego 'delikatnym' ciosem w brzuch. Mój brat się skulił i jęknął z bólu, a ja w jednej sekundzie znalazłam się przy nim omijając zwinnie Stylesa, który próbował mnie zatrzymać.
   -Zostaw ją Haz -zarządził Malik ze spokojem w głosie
   -Prosze, prosze. To mówisz, że jej pozwalasz na samodzielne działania? Szacunek przyjacielu!
Louis zadrwił z bruneta i głośno się zasmiał klaszcząc w dłoń, a ja nie byłam pewna o co mu chodziło. Przypatrywałam się im obu w ciszy, przeczesując w tym samym momencie włosy Zacka palcami.
   -Przyjacielu? Kpisz sobie Tommo?
   -Skąd Zayn! Pomimo tego, że próbujesz odebrać mi dziewczynę wybaczam, możemy dalej się przyjaźnić.
Puścił mu oczko i spojrzał na mnie obdarowując mnie swoim uroczym uśmiechem. Oblałam się rumieńcem, jednak czułam skrępowanie. Czułam się nieswojo.
   -Nie próbuje jej odebrać. Próbuje ją chronić przed Tobą -wysyczał brunet przez zaciśnięte zęby
   -A od siebie też próbujesz ją chronić? Wie co ją czeka?
   -Zamknij się Tommo! -wtrącił Niall, jednak chłopak kontynuował śmiejąc się pod nosem
   -Skoro ze mnie robisz tego złego potwora, to jaką bestią jesteś Ty przyjacielu?
   -Zamilcz! -krzyknął Zayn zbliżając się do Lou na odległość zaledwie kilku centymetrów
   -No weź Malik, nie powiedziałeś jej tego?
Nikt się nie odzywał, brunet stał przed Tommo, którego śmiech odbijał się o ściany pomieszczenia. Miał spuszczoną głowę i wyglądał na zrezygnowanego. 
   -Niall, idź z Karen na górę -nakazał Malik
   -Nigdzie nie idę -powiedziałam cicho
   -Powiedziałem, na górę!
Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, jednak starał się brzmieć szorstko, w jego głosie pojawiło się znów coś co sprawiało, że zaczynałam się trząść ze strachu. Przez chwilę nie myślałam nad powodem, dla którego mam opuścić pomieszczenie, ale szybko się zorientowałam. Brunet wpadł w furię. Dosłownie, rzucił się na Louisa i przelecieli przez otwarte drzwi na zewnątrz, Zack natychmiast się podniósł, skory do pomocy przyjacielowi, jednak Hazza był szybszy i zaczął się z nim szamotać uniemożliwiając mu opuszczenie domu. Stałam jak słup, przyglądałam się obu parom chociaż na dworze było już ciemo i ledwo było widać dawnych przyjaciół. Słyszałam głośne jęki i siarczyste wyzwiska, nim Niall zdołał złapać mnie za rękę i zaciągnąć na górę, wybiegłam. Stałam zaledwie kilka metrów od furiata i prowokującego go Louisa, jednak oni nie zwracali na mnie uwagi. Byłam zdziwiona faktem, że blondyn kiedy do mnie podbiegł, również się im tylko przyglądał. Okładali się bardzo mocno, ciosy były pewne i z pewnością bolesne. Nie mogłam dłużej znieść widoku cierpienia poniekąd ważnych dla mnie osób i zaczęłam błagać by przestali. Zanosiłam się od płaczu i głośno szlochałam, Horan w końcu podjął próbę zgarnięcia mnie z powrotem, ale od razu wiedział, że to na nic. Każda rana zadana jednemu bądź drugiemu sprawiała, że coś we mnie pękało. I nagle, przestałam się bać. Wbiegłam między nich i za nim zebrałam się na odwagę by się odezwać, dostałam w twarz.Kość policzkowa kurewsko mnie bolala, jednak nie mogłam wyżyć się na jednym ani drugim, gdyż nie miałam pewności czyja ręka mnie boleśnie dotknęła.
   -Żaden z was nie będzie mnie miał...
Powiedziałam ledwo słyszalnie chociaż na tyle by oni zaczęli się nad tym zastanawiać. Nim się zorientowali, biegłam już w głąb lasu, by uciec jak najdalej.

-Louis-
Miałem na bank złamany nos, krew ciekła strumieniami, ale Zayn również nie wyglądał najlepiej. Pomiędzy naszymi jękami i wyciami z bólu, przedzierał się głos Karen błagającej nas o zakończenie tej sceny. Poniekąd chorej sceny, ale nie mogłem odpuścić. On sobie na to zasłużył. Wziąłem głęboki zamach chcąc złożyć odcisk swej pięści na twarzy Malika i złożyłem... ale zamiast jego twarzy, była mojego skarba, mojej małej, kochanej Karen. Zamarłem. Nim zdążyłem się odezwać jej cieniutki głosić wdarł się głęboko do mojego umysłu. Przyglądałem się jak biegnie gdzieś w stronę lasu i powoli znika w egipskich ciemnościach...
Cholera! Potrząsnąłem głową z niedowierzania, ona uciekła. Straciłem ją.







.CO ZA DNO.
Wybaczcie mi, że dopiero teraz, że taki a nie inny,
ale mam trochę rzeczy na głowie i ciężko mi się skupić i posklejać wszystko tak,
by sensownie dojść do momentu, w którym zacznie się dziać niemalże wszystko.
Starałam się jak najszybciej coś nabazgrac, bo bodajże 3osoby na ask
pisały i poganiały mnie.. nie chce nikogo zawieść. 
mam nadzieje, ze chociaz ktoś to przeczyta,
blagam kometujcie nawet jak ten bullshit wam sie nie podoba,
K O M E N T U J C I E !
massive thank you za wyświetlenia i wgl,
* peace love rubber glovers * 


@sandruszeek x

poniedziałek, 24 lutego 2014

Dwunasty

6 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ.
massive thank you za wszystkie wyświetlenia, 1800+ niesamowite :)x
a teraz, LET'S READ THIS BULLSHIT.


-Zayn-
Słyszałam dokładnie każde wypowiedziane słowo po drugiej stronie telefonu. Spojrzałem w przerażone nagłym zwrotem akcji oczy Karen, sekundy minęły zanim wpadłem w furię. Wyrwałem komórkę z jej ręki i z całej siły rzuciłem nią o ścianę po drugiej stronie pokoju. Roztrzaskała się na drobne kawałeczki. Mała pisnęła, a moi chłopcy od razu stanęli na równe nogi. To był dopiero początek. Rzucałem wszystkim co tylko wpadło w moje ręce. Stolik leżał do góry nogami, książki walały się po podłodze, a obok nich płyty CD. Wszyscy coś krzyczeli do mnie lub po prostu na mnie, a ja byłem w transie i nie rozumiałem nic. Po chwili Niall zajęczał z bólu, zanim sobie uświadomiłem, że dostał pilotem w twarz już leżałem na ziemi powalony przez Harrego. Przyjaciel bardzo mocno przyciskał mnie swoim ciałem do podłogi, a mimo to ja wciąż nie mogłem się uspokoić. Wymachiwałem pięściami przed jego twarzą, jednak ani razu nie trafiłem. Wkurwienie jakie mnie ogarnęło, totalnie zawładnęło moim ciałem. Byłem zbyt wściekły by się skupić na swoim celu, tej jego zadziornej twarzyczce. Hazza nie dawał za wygraną, skubany był na tyle silny by spokojnie się ze mną mierzyć. Jednak ja również się nie poddawałem, siłowaliśmy się długi czas, Niall skakał bełkocząc coś wokół nas, a Karen płakała w rogu obok drzwi kuchennych. Uderzyłem mojego kumpla w brzuch, na co cicho jęknął i straciłem przytomność. Znokautował mnie. 

-Karen-
Paraliż. Paraliż owładnął moim ciałem, a słone łzy strumieniami lały się z moich oczu i spływały niczym wodospad po policzkach. Przyglądałam się temu furiatowi i jego nieprzewidywalnym ruchom. Zayn wpadł w szał. Głośne jęknięcie blondyna na chwilę przywołało mnie do życia. Podbiegłam szybko do niego, by zobaczyć co z jego okiem, ale tylko syknął bym się odsunęła. Bałam się ich w tym momencie bardziej niż w ciągu ostatnich godzin spędzonych z nimi. Posłusznie wykonałam polecenie. Wściekłość w oczach można było dostrzec zarówno u Malika jak i Stylesa. Prawdopodobnie z innych powodów, gdyż młodszy reagował tak przez to, że nie mógł doprowadzić bruneta do porządku, a ten był rozzłoszczony przez Louisa. 
Louis. O tak, jego również zaczęłam się bać kiedy powiedział, że nas znajdzie, a potem zabije. Na początku nawet się nie przejął, był zwyczajnie niemiły, a potem... 
Z rozmyśleń wyrwał mnie cichy jęk Harrego, a chwile później widziałam jak jego ręka zderzyła się z hukiem o twarz mulata. Wstał i kiwnął głową na Nialla, po czym wynieśli nieprzytomnego Malika do sypialni. Siedziałam jak na szpilkach czekając, aż wrócą na dół. Mimo, że przejęłam się brunetem, nie chciałam pakować się tam, bo strach nadal mnie nie opuścił. Kiedy weszli Harry zaśmiał się wspominając to jak łatwo go obezwładnił. Serio Harry? To Cie tak cieszy, że musiałeś uderzyć kumpla tylko dlatego, żeby się uspokoił.
   -Furiat -powiedziałam cicho pod nosem
   -Wariat -dodał Niall śmiejąc się do mnie, na co Styles posłał nam groźne spojrzenie
   -To wszystko Twoja wina -dodał
   -Jak to moja wina? O czym Ty do cholery mówisz!?
   -Nie tym tonem dziecinko, gdybyś się nie kręciła wokół to nic by się nie działo, a teraz gówno! 
   -Daj spokój stary, to Zayn się w to wpakował zamiast dawno odpuścić -wtrącił blondyn
Ten w kręconych włosach nic nie odpowiedział, wyszedł z domku i zapanował spokój. W mojej głowie panował chaos. Nie rozumiałam nic, po raz kolejny nie wiedziałam co tak naprawdę zrobiłam, że doprowadziłam do takiej sytuacji. Czy to była tylko moja wina? Okej, sama faktycznie się pakowałam w życie Zayna ale tylko dlatego, że mnie intrygował, a później się martwiłam. Ale on też nie był bez winy, wtedy na molo. Nie musiał wypowiadać żadnych słów, nie musiał w ogóle iść ze mną. Nie musiał mi nigdy pomagać, a jednak to robił. Im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej bolała mnie głowa. Byłam świadoma tego, że już może być tylko gorzej, nawet jeśli Malik by coś do mnie czuł -co jest totalnym absurdem, bo wciąż powtarza, że nawet nie jestem w jego typie- to i tak teraz pojawił się kolejny problem - Tommo. Na samą myśl o nim przeszedł mnie dreszcz, wydawało mi się, że w ogól go nie znam. Owszem, był czasem porywczy i lekkomyślny, ale to tak uroczy chłopak... 

Minęło kilka godzin, Harry nadal nie wracał. Ja i blondyn kręciliśmy się po domu, szukając jakiegoś zajęcia. Kuchnia-salon-sypialnia Zayna-salon-kuchnia i tak bez przerwy. Mimo próśb cały czas nie pozwalał mi sprawdzić fioletowego siniaka nad policzkiem. Mulat leżał nieprzytomny już trzecią godzinę musiał bardzo mocno oberwać. Zasłużył na to, wystraszył mnie bardziej niż słowa Lou, a chłopców zdenerwował. W końcu błagalnym wzrokiem spojrzałam na Horana, z nadzieją, że pozwoli mi się przyjrzeć swojemu limu pod okiem. Tak! Udało się. Uśmiechnęłam się zwycięsko i podeszłam do niego. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów, ale jego bałam się najmniej. Niall mnie lubił, więc byłam prawie spokojna. Z bliska nie wyglądało to tak źle jak z daleka. Chociaż ślad jaki został świadczył o tym z jaką siłą Malik w niego rzucił przedmiotem.
   -Zayn to psychol. 
   -Nie mów tak, ma dobre serce.
O koleżko, czy Ty go bronisz? Czy mi się wydaje czy wcześniej nie przyjebał Ci pilotem w oko? Oh, a może przy okazji coś zmieniło się w Twoim umyśle Niall? Westchnęłam kończąc mój wewnętrzny monolog.
   -Może i ma, ale to psychol -powtórzyłam i odeszłam rozwalając się na kanapie
Chwilę później poczułam ciężar na swoim drobnym ciałku. Coś wbijało się w moje żebra. Spojrzałam na Horana karcąc go swoim wzrokiem, za to, że zamiast usadowić się obok, wybrał mój tyłek.
   -Żartujesz sobie prawda? Złaź!
   -Dziecinko nie mów mi co mam robić.
   -Daj spokój, nie jesteś taki straszny jak Harry kiedy mówisz do mnie 'dziecinko'.
   -Doprawdy? Zaraz się przekonamy!
Przygniatając mnie swoim ciałem, blondyn wbijał palce w moje żebra. Krzyczałam i wierzgałam nogami, już nie mogłam wytrzymać. Śmiałam się tak bardzo, że prawie się popłakałam. Jeśli to był jego sposób na przeciwników - to na prawdę był w tym całkiem dobry.
   -Proszę, proszę. Karen jeśli jesteś tak bardzo chętna, to możemy pójść na górę -powiedział Styles
Niezręcznie. Spojrzał na Horana mierząc go wzorkiem, a kiedy przeniósł go na mnie oblizał swoje usta w kształcie serca. Tak, muszę przyznać usta miał całkiem spoko, ale to drań. Ściągnął z siebie kurtkę, patrząc mi w oczy, z tym cholernym uśmieszkiem. Nie wiem dlaczego cały czas mu się przyglądałam, ale nie mogłam się powstrzymać. Zapiekły mnie policzki i zrobiło się duszno. Zrzuciłam Nialla dosłownie z siebie i ruszyłam w stronę schodów. "Sprawdzę co u Zayna" powiedziałam nie odwracając się.
Kiedy weszłam do pokoju zrobiło mi się smutno. Mimo tego jaki zmienny i humorzasty był to nadal się nim przejmowałam. Mimo tego, że widziałam jego złość dzisiaj. Przejmowałam się. Siedząc na skraju łóżka zaczęłam znów rozmyślać o tej całej sprawie. Co znaczyło, że tylko jeden z nich może mnie mieć? Dlaczego? I ja nie mam prawa podjąć tej decyzji?  To było niesprawiedliwe.
Malik zamruczał coś pod nosem, próbując się wybudzić, a ja nie widziałam czy powinnam wyjść czy zostać. Kłóciłam się z samą z sobą, kiedy jednak zdecydowałam opuścić pomieszczenie i byłam już tak blisko wyjścia -wypowiedział moje imię.
   -Chodź tutaj -wyszeptał
Niepewnie ruszyłam w jego stronę, strach jakby ponownie mną zawładną, kiedy był nieprzytomny wydawał się łagodny, teraz mimo, że nie rozpętał kolejnej wojny, czułam się nieswojo. Przykucnęłam przy łóżku. Brunet spojrzał w moje oczy z ogromną troską jak wcześniej, a moje serce od razu zaczęło wybijać szybszy rytm.
   -Dlaczego mnie nie uspokoiłaś? 
   -Ja.. bałam się Zayn.
Otworzyłam oczy z lekkim niedowierzaniem, on naprawdę myślał, że widząc go w takiej furii będę wstanie chociażby wykonać krok w jego stronę? Nienormalny. Chwycił moją dłoń i przyłożył delikatnie do swojego policzka. Nie wiedziałam dlaczego to robi, skoro po chwili od tego, na jego twarzy powstał grymas z bólu. Miał obitą szczękę, a mimo to chciał by moja ręka go dotykała.
   -Mówiłem, że nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo mnie uspokajasz.
   -Zayn ja... nie bardzo rozumiem dlaczego Lou tak się zmienił.
   -On się nie zmienił, ostrzegałem Cię. Pamiętasz dzień...
I wtedy przypomniałam sobie dzień po nieszczęsnej domówce u Penny. Po raz pierwszy powiedział, że jestem beznadziejna, pamiętam dokładnie jego słowa na temat Louisa

"Mała, gdybyś tylko wiedziała jak mało o nim wiesz. 
Ale masz racje nie będę się wtrącał i uświadamiał Cię jaki błąd popełniasz, 
a Ty żyj dalej w przekonaniu, że to miłość. Powodzenia."

Dlaczego go wtedy nie posłuchałaś Karen!? Mentalnie walnęłam się w twarz za to, że myślałam, iż jestem mądrzejsza. Mówiłam,że nie będę słuchać kogoś takiego jak Zayn Malik. Głupia ja! 
   -Boje się. Nie wiem o co w tym chodzi i boje się tego co mnie czeka.
   -Nie pozwolę Cię skrzywdzić, mała.
Zayn obdarował mnie swoim pięknym śnieżnobiałym uśmiechem, starając się bym uwierzyła w jego słowa, ale to mnie nie przekonało. Naraził się, a ja biedna naiwna Karen Stone nawet nie wiedziałam komu. Moje całe wyobrażenie o Tommo zniknęło, poczułam się zdradzona. 
   -Karen 
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. Ta chwila pomimo wszystkiego wydawała się taka idealna i przyjemna, kiedy byliśmy sami świat wokół nie istniał. Wiem, kiczowato to brzmi, ale tak było. Nie widziałam nic poza jego karmelowymi oczami.
   -Muszę Ci coś jeszcze wyznać..


YOLO





niedziela, 23 lutego 2014

Jedenasty

'Obudź się mała' , stanowczy głos Zayna odbijał się echem w mojej głowie. Po chwili jak oparzona zerwałam się na równe nogi i rozejrzałam wokół. Malik siedział na łóżku, w takiej samej pozycji jak przed tym kiedy zasnęłam. Miał na sobie ciuchy, tak samo jak ja. Byłam zdezorientowana i lekko zażenowana a on przyglądał się mi jakbym była szalona.
   -Zayn... -zaczełam
   -Co jest Karen? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha -zaśmiał się
   -Co się stało w nocy?
   -W nocy? Siedziałem tu, tak jak Ci obiecałem.
   -Tylko?
   -Tak, a co innego mogłem robić?
Westchnęłam cicho, byłam bardziej zażenowana niż przed sekundą. Więc to mi się tylko śniło!? Intymne chwile z Zaynem Malikiem poprzedniej nocy były tylko moim wyobrażeniem. Oblałam się rumieńcem i spojrzałam przez okno, nie chciałam żeby brunet to dostrzegł.
   -Karen. W łazience masz moje ciuchy, przywiozłem je wczoraj dla Ciebie. Będzie Ci wygodniej.
Skinęłam głową stojąc nadal tyłem do chłopaka. Po chwili słyszałam jak zamykał za sobą drzwi. Udałam się do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Gorąca woda zmywała wspomnienia ze snu, a ja starałam skupić na czymś swój umysł. Louis. Prawie zapomniałam, że nadal mam chłopaka. Żałosne, wiem. Ale całkowicie zapomniałam o całym świecie. I wtedy pomyślałam, że pewnie się o mniewszyscy martwią, mimo że jestem pełnoletnia, powinnam dać znać, że nic mi nie jest. Zakręciłam strumień wody i ogarnęłam przy lustrze. Nie jest źle, pomyślałam. Podeszłam do komody na której leżała moja szkolna torba, ta sama którą miałam przychodząc wczoraj po szkole do Malika. Wygrzebałam z niej swój telefon, nadal rozładowany. Zrezygnowana udałam się na dół, w stronę salonu. Nie miałam ochoty widzieć Harrego, bałam się go i czułam obrzydzenie, ale w tym małym domku nie było możliwości by się unikać bez przerwy. Niepewnie weszłam do pokoju. Niall spał na kanapie i głośno chrapał, a obok Harry siedział w bokserkach i oglądał jakiś program. Od razu, kiedy mnie zauważył uśmiechnął się chamsko. Widząc jego spojrzenie odruchowo odsunęłam się w tył.
   -Nie martw się dziecinko, póki jest tutaj Zayn nic Ci nie zrobię -zadrwił
W tym samym czasie Malik wyszedł z kuchni i posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. Jednak nic nie powiedział. Nawet nie stanął jakoś specjalnie w mojej obronie, a przecież Styles sekundę temu mi groził, jakby nie patrząc.


Zignorowałam tego w kręconych włosach i zwróciłam się do mulata, wcześniej szybko mu się przyglądając. Miał zaciśniętą szczękę i przymrużone powieki. Był na czymś skoncentrowany i skupiony na tyle, że kiedy wypowiedziałam jego imię, wzdrygnął się i znalazł jakby z powrotem na świecie.
   -Zayn, pomyślałam, że powinnam zadzwonić do.. -nie dokończyłam, bo natychmiast przerwał
   -Tak. -powiedział stanowczo
   -Tak? -spytałam ze zdziwieniem
   -No tak, przeliterować Ci to?
Jego ton wyraźnie się zmienił, obdarzył mnie srogim spojrzeniem i powoli, wyraźnie dokończył swoją wypowiedź:
   -Zadzwonisz do Lou i z nim zerwiesz.
Co!? Czy on właśnie kazał mi skończyć mój związek tylko dlatego,że sam miał ochotę na tą zabawe chcąc przypodobać się ojcu? W gruncie rzeczy nawet nie rozumiałam o co tutaj chodzi, ale fakt, że miałam wbrew własnej woli zostawić Louisa mocno mnie zirytował.
   -Co do kurwy!? -wykrzyczałam wściekła
Niall nagle się podniósł, jakby przestraszył się mojego głosu, Harry zaśmiał się na moją reakcje, a Malik podszedł do mnie przyciskając moje drobne ciało do ściany, przy której stałam. Pochylił się i wysyczał mi prosto do ucha:
   -Nigdy więcej się nie unoś, bo pożałujesz.
I odsunął się by sprawdzić moją reakcję. Skinęłam głową na znak, że zrozumiałam. Brunet usiadł na kanapie obok Harrego, który poklepał go po ramieniu tak, jakby gratulował mu czegoś. Zdecydowanie wolałam Zayna z mojego snu albo nawet tego Zayna z plaży w Brighton parę tygodni temu, niż tego którego spojrzenie aż bolało. Stałam oparta o ścianę przy której mnie zostawił i przyswajałam to co powiedział. Miałam zerwać z Louisem. Niepewnie podeszłam do Malika i wbiłam w niego swój wzrok. Gdy poczuł, że mu się przyglądam spojrzał również na mnie. Chłopacy zrobili to samo.
   -Umm, możemy porozmawiać?
   -Nie. -odpowiedział oschle i powrócił do gapienia się w ekran czarnego telewizora.
Nie wiele myśląc na tym co mam zamiar zrobić stanęłam tuż przed urządzeniem, zasłaniając cały widok. Blondyn od razu się oburzył, mówiąc że programy o gotowaniu są jego ulubionymi, a Harry stwierdził, że 'będzie ciekawie'.
   -Tak! -krzyknęłam
Pożałuje. Wiem to. Właśnie teraz przeszły przez mój umysł słowa Malika, a raczej jego groźba. Spojrzałam na niego i obserwowałam jego naprężające się ciało. On nie był zły, był wkurwiony. Wstał i złapał mnie za nadgarstek bardzo boleśnie. Wyprowadził mnie do kuchni i pchnął tak mocno, że odbiłam się placami o blat.
   -O co Tobie chodzi człowieku!?
Krzyczałam. Wciąż krzyczałam, wiedząc, że to wprowadza go w szał. Nie mogłam tego kontrolować, to on mnie tu przyprowadził bez jakiegokolwiek wyjaśnienia.
   -O nic -wzruszył ramionami i wyciągnął papierosa z tylnej kieszeni.
Drżałam ze strachu na jego niekontrolowane ruchy, a on drżał ze złości. Wyciągnął paczkę w moją stronę częstując mnie. Mimo ogromnej ochoty na bliższe spotkanie z nikotyną pokręciłam przecząco głową odmawiając. Przyglądałam się mu z uwagą. Kiedy jego wargi zetknęły się z ustnikiem papierosa, kiedy tylko się nim zaciągnął, złagodniał. Wiedząc, że już się uspokoił podjęłam próbę rozmowy.
   -Dlaczego chcesz, żebym z nim zerwała?
   -Po prostu, tak będzie lepiej.
Znów ta obojętność w głosie. Cholera.
   -Lepiej dla mnie czy dla Ciebie? -zadrwiłam na co ten się tylko skrzywił
   -Dla Ciebie mała.
Oh teraz to 'mała' ? Kurwa zastanów się nad tym jaki chcesz być wobec mnie Zayn, zanim znów wyrządzisz mi krzywdę, a później będziesz używał tego pięknego słowa, które uwielbiam.
   -Dlaczego?
   -Przestań zadawać pytania -syknął
   -Wyjaśnij i się zamknę, obiecuje.
Spojrzał na mnie i chwilę zastanawiał się czy wyznać mi to o czym myśli.
   -Tomlinson jest niebezpieczny.
Co prosze? Spojrzałam na niego jak na idiotę, co kompletnie wybiło go z rytmu.
   -Znam go lepiej i dłużej, zaufaj mi. Tak będzie lepiej.
Nic nie odpowiedziałam. W głowie przewijały mi się wspólne chwile z Lou, mimo że większość z nich była dobrych, to wciąż pamiętałam o nocy na domówce u Penny. Może brunet miał rację, faktycznie z tego co wiem to znał go dłużej, faktycznie mógł wiedzieć więcej. Tylko po prostu nie rozumiałam jak On może mówić, że Tommo jest niebezpieczny. Na pewno nie bardziej niż On i jego ojciec czy koledzy. Wygrał. Westchnęłam i zgodziłam się na to czego żądał. Zerwę z Louisem.
   -Tak lepiej. Zadzwonisz do niego jak wrócę -chciałam zapytać dokąd jedzie,ale on szybko kontynuował -Muszę załatwić coś w Brighton, zostaniesz dziś z Niallem.
Skinęłam głową i w duchu ucieszyłam sie, że to blondyn ze mną zostanie a nie Harry. Zayn opuścił kuchnie mówiąc wcześniej żebym coś zjadła. Tak też zrobiłam. Na brak jedzenia nie można było narzekać, więc pewnie wczoraj oprócz ciuchów to również przywieźli tu chłopacy. Spędziłam w kuchni sporo czasu, a kiedy weszłam do salonu Niall dalej leżał rozwalony na kanapie, tylko że ubrany. Wydawał się miły, pomimo tego jednego incydentu, kiedy mocno ścisnął moje gardło. Miał przyjazne spojrzenie, śmieszny akcent i zaraźliwy śmiech. Postanowiłam się do niego zbliżyć, chciałam żeby mnie polubił. Siedzieliśmy na początku w ciszy,bardzo niezręcznej patrząc na zakłopotanie na twarzy blondynka. Wybuchnęłam śmiechem kiedy tak się przyglądałam, na co od razu się ożywił. Po jakimś czasie już rozmawialiśmy prawie o wszystkim. Opowiedział mi bardzo dużo o sobie i swojej rodzinie, o szkole, o swoich historiach z dzieciństwa. Słuchałam go na prawdę z przyjemnością, jednak nie wspomniał o tym co bardziej mnie ciekawiło. Rodzina Malików.
   -Niall.. -zaczęłam skupiając na sobie jego uwagę- O co chodzi z Zaynem?
   -Co masz na myśli?
No nie, on na prawdę wyglądał jakby nie wiedział o co mi chodzi, a to było oczywiste.
   -O co chodzi z tą całą 'przeprowadzką' tutaj?
   -Nie powinienem Ci mówić Karen.
Uśmiechnął się jakby współczująco, a ja posmutniałam. Myślałam, że wystarczająco mnie polubił przez te parę godzin, żeby jakoś mi pomóc. Zauważył smutek w moich oczach i dodał:
   -Niech będzie. Ale jest warunek.
   -Tak? Co tylko zechcesz Niall.. no prawie wszystko.
Zaśmiał się dokładnie wiedząc o co mi chodzi.
   -Spokojnie, nic takiego. Po prostu Zayn ma się o tym nie dowiedzieć, a Ty nie zadajesz mi pytań, jasne?
Obdarował mnie dziwnym, groźnym a przy tym był bardzo poważny. Skinęłam głową na tak.
'Oj będę tego żałował' powiedział pod nosem po czym zaczął swój 'monolog' w moją stronę:
   -Rodzina Zayna jest niebezpieczna, ale potrafią martwić się o swoje. Kiedy stary Malik dowiedział się, że jesteś dziewczyną Lou i przyjaźnisz się z jego synem to trochę zbzikował. A raczej wpadł w szał. -przyjrzał się mi sprawdzając czy słucham, by po chwili kontynuować- Tak więc zabronił mu spotykania się z Tobą. Najpierw miało to tylko związek z Tomlinsonem, bo ich rodziny się nienawidzą od kiedy starzy się pokłócili przy jakichś interesach. Sam fakt, że Zayn i Tommo wciąż się trzymali był dość wkurzajacy, a to, że wokół kręcisz się Ty mógł tylko jeszcze bardziej pogorszyć sytuację. Tylko jeden mógł Cię mieć, na taki czy inny sposób, by uniknąć tego całego gówna. Jednak nasz mulat nie chciał i nadal nie chcę przyznać, że to właśnie przy nim powinnaś być, co jest oczywiste bo zawala każdą robotę, brudną i bardzo odpowiedzialną. Dlatego ojciec go sprawdza, tym samym chcąc mu uświadomić jak jest. Widocznie myśli, że przy Tobie wszystko wróci do normy i jego syn znów będzie jednym z najlepszych... wśród nas. -ponownie spojrzał na mnie, a ja z otwartą buzią wsłuchiwałam się w jego słowa, kontynuował- Stary naraża się Tomlinsonowi, dlatego lepiej jeśli sama z nim zerwiesz, zanim zacznie się piekło.
   -Piekło?
   -Miałaś o nic nie pytać. -powiedział zirytowany
   -Przepraszam, po prostu nie rozumiem.
Nagle drzwi posiadłości otworzyły się, a do środka wszedł Zayn,a za nim Harry. Oh tak, koniec opowieści. Posłałam Niallowi uśmiech w podzięce za część historii, a on go odwzajemnił. Kiedy spojrzałam na obu chłopaków przeraziłam się ich minami. Byli bardzo źli, oboje zaciskali mocno szczęki i marszczyli brwi.
   -Co jest? Nie udało się? -zapytał o coś blondyn
Harry syknął coś pod nosem i opadł na kanapie obok niego. Brunet nic nie odpowiedział i podszedł do mnie pewnym krokiem. Pociągnął moją dłoń na wysokość swojego brzucha i wręczył mi telefon.
   -Dzwoń. -burknął ze złością
   -Co? -spytałam zdezorientowana
   -Kurwa, do Louisa. Dzwoń natychmiast idiotko!
Wydarł się na mnie zaciskając przy tym mocniej telefon w mojej dłoni. Przysunął się jeszcze bliżej, był cały rozpalony. Nie napalony, tylko wrzał ze złości. Nie miałam pojęcia co się stało, ale to wyprowadziło go z równowagi. Niespodziewanie uderzył ręką w ścianę obok mojej głowy,
   -No dzwoń!
Wybrałam pośpiesznie numer, który podał mi przez zaciśnięte zęby i przyglądał się z wkurzoną miną sytuacji. Niall i Harry również byli bardzo skupieni, a ja czułam że zaraz zemdleje. Bałam się, głos mi drżał, a moim zadaniem było zakończyć swój związek. Nie byłam na to gotowa psychicznie. Panowała absolutna cisza, słychać było tylko głośne sygnały w słuchawce i nasze oddechy.
   -Halo?
Usłyszałam głos Lou i ledwo przełknęłam ślinę.
   -Louis, tu Karen. -drżał, mój głos się tak bardzo załamywał się już na starcie
   -Boże! Karen co jest, gdzie Ty się podziewasz do chuja!?
Spojrzałam na twarz niespokojnego Zayna, kiwnął głową, żebym dalej mówiła. 'Bądź przekonująca' szepnął jak najciszej potrafił, tak by mój rozmówca nie usłyszał.
  -Musze odpocząć i pozbierać myśli. Myślę, że lepiej jak damy sobie spokój na jakiś czas.
  -Skarbie, o czym Ty mówisz!? -krzyczał. Louis się nie martwił, on był zły
  -Nie pytaj o nic, po prostu...
  -To przez niego prawda? Jest gdzieś koło Ciebie Zayn? -przerwał
  -Louis... -powiedziałam z przerażeniem patrząc na Malika, jego klatka unosiła się i opadała szybko, oczy były niemalże czarne. Rzuciłam szybkie spojrzenie także na naszych towarzyszy, a oni siedzieli będąc w szoku. Lou był tak głośny, że jego słowa niosły się po pomieszczeniu.
  -Znajdę was. I zabije. Zabije go.
I rozłączył się.



6KOMENTARZY = ROZDZIAŁ, WYBACZCIE


rozdział słaby na maks, ale musze coś zrobić, 
by wprowadzić was w dalsze losy Karen.
podoba się/nie podoba się piszcie! :)

ask.fm/sandruszeek , twitter @sandruszeek #GENTLE




sobota, 22 lutego 2014

Dziesiąty

WAŻNE.
Na bank jakaś część osób, które wyświetlają tego bloga i czyta go.
Bardzo mnie to cieszy, ale trochę denerwuje też fakt, że nie komentujecie,
bo czasem czuję się jakbym 'pisała do ściany' wiem, to nie ma sensu, 
ale wiecie o co mi chodzi. Nie wiem co jest nie tak, co wam się podoba, 
a bardzo pomocne byłoby wiedzieć co myślicie. Dlaczego nie współpracujecie ze mną? :)
Nie liczę na 100000 komentarzy, ale co jakiś czas mogłoby się i parę pojawić,
nie będę pisać że nie bede dodawać przez to rozdziałów czy coś, bo lubie to robić,
ale proszę, help me :)

ROZDZIAŁ ZAWIERA MASOWE TREŚCI +18, WEDLE ŻYCZEŃ. MIŁEGO CZYTANIA!





Pogrążona w lekkim, przyjemnym śnie poczułam czyjąś ciepłą dłoń na swoim policzku. Delikatny dotyk krążył po ścieżkach, które pozostawiły po sobie słone łzy. Niepewnie uchyliłam powieki i obejrzałam się za siebie. Uśmiech na twarzy Zayna, promienny i taki piękny. Zupełnie jak cały on. Światło księżyca przebijało się przez zasłony padając prosto na jego twarz. Znów na myśl przyszedł mi anioł, jak podczas pierwszego spotkania kiedy go zobaczyłam w klasie profesora P. Przeniósł swoją dłoń na moje ramię i powoli przysunął mnie do sobie zmuszając tym samym bym obróciła się w jego stronę. Nasze twarze dzieliły zaledwie milimetry. Nasze gorące oddechy spotykały się gdzieś pomiędzy nami. Czułam wyraźnie jego orzeźwiający i mocny perfum, który działał jak narkotyk. Ku mojemu zdziwieniu, nie czuć było ani odrobiny tytoniu, a może z racji tego, że czasem sama paliłam już się przyzwyczaiłam do tego zapachu. Patrzył mi głęboko w oczy, pocierając moje ramie ledwo wyczuwalnie. Jego palce były miękkie i delikatne. Nie były kobiece, po prostu jego dotyk był bardzo przyjemny. Kiedy chciałam otworzyć usta natychmiast mnie wyprzedził.
   -Mała.
Oh, na dźwięk tego słowa uśmiechałam się w duchu. Nie wiedział jak bardzo lubiłam kiedy tak mówił.
   -Tak Zayn?
   -Muszę Ci się do czegoś przyznać.
Pogrążył się chwilę we własnych myślach, a ja musiałam delikatnie odsunąć głowę, by móc na niego spojrzeć i wyczytać cokolwiek z jego twarzy. Był skupiony i wyglądał przy tym całkiem pociągająco. Przegryzł wargę i zabierając dłoń z mojego ramienia przetarł swój kark.
   -Znasz tą dziewczynę. -powiedział dość pewnie, jednak ja spojrzałam z miną 'o czym mowa?'
   -No wiesz, tą o której Ci mówiłem, ta od tego uczucia.. -tym razem niepewnie
   -Tak? Kim więc jest twoja wybranka, Malik? -zapytałam zaciekawiona
   -Ja... jesteś.. ja.. -wydukał starając się złożyć jakieś zdanie, a spojrzałam jeszcze z większym zaciekawieniem na niego. Jego wzrok powędrował na moje usta i już po chwili zatopił się w nich. Nie byłam na to przygotowana, zaczynało braknąć mi powietrza. Kiedy oderwał się od moich warg natychmiast nabrałam tyle tlenu do płuc ile się dało. Zaśmiał się cicho i melodyjnie.
   -Aż tak? -uśmiechał się, na co ja oblałam się różowym rumieńcem
   -Więc to ja jestem tą dziewczyną czy po prostu naszła Cię ochota na pocałunek? -zaśmiałam się
   -W sumie.. i to i to.
Ucieszyłam się na to co powiedział, ale on wyraźnie posmutniał. Myślałam, że mu ulży i będzie się cieszył, ale się myliłam.
   -Stało się coś Zayn?
Nie odpowiadał. Raczył mnie dotykiem swojej dłoni na moim policzku. Poprawił  kosmyk moich włosów opadający na twarz i westchnął głośno i desperacko.
   -Może się stać.
   -Co masz na myśli?
   -Nic, zapomnij,
   -Zayn. -stanowczo wymówiłam jego imię uświadamiając mu, że się nie poddam.
   -Proszę Cię, nie psuj tej chwili mała.
   -Już ją zepsułeś.
Odwróciłam się do niego plecami ze złością. Nie cierpię kiedy ktoś zaczyna i nie kończy, tym bardziej, że to co powiedział nie było zwykłym 'czymś'! Powiedział to w taki sposób, jakby groziło mi niebezpieczeństwo. Psychol.
Poczułam jak odsuwa na bok włosy, które przykrywały mój kark. Starał się robić to tak, bym tego nie zauważyła. Sorry Zayn, nie udało Ci się. Zaśmiałam się bezgłośnie do siebie na myśl, że będzie próbował mnie jakoś udobruchać, ale mimo tego nadal byłam wkurzona. Kiedy skończył ciężką pracę nad kosmykami moich włosów, złożył mokry pocałunek na mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy zimne powietrze otarło się o miejsce, które ucałował. Objął ręką moją talie i ostrożnie, powoli odwrócił mnie znów w swoją stronę. Patrzyłam na niego piorunującym spojrzeniem, a on tylko uroczo się uśmiechał. Wiedział, że zaraz wygra, bo ja nie chciałam być na niego zła, tak na prawdę. Przybliżył się do mnie jak tylko to było możliwe i wbił swoje usta w moje wargi. Był tak cholernie delikatny i czuły. Wsunął swój język, a ja rozluźniłam swoje usta pozwalając tym samym na to by splótł go z moim. Nasze języki walczyły o dominację. Objął mocniej moją talię i przycisnął do siebie. Automatycznie moja ręka powędrowała na jego tors. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że oboje byliśmy tylko w bieliźnie. Jednak przy Zaynie się nie denerwowałam, ani nie krępowałam. Nie bałam się go, pragnęłam by mnie dotykał. Musiał czytać mi w myślach, bo już sekundę później rękoma błądził po moich plecach, cały czas mnie całując. Namiętnie. Pod wpływem nagłego przypływu adrenaliny, rozluźniłam się i przeniosłam swoje ciało na niego. Usiadłam na nim okrakiem i pochylając się nadal nie przerywałam pocałunku, w jego oczach dostrzegłam zdziwienie, ale szybko zniknęło. Lekko zsunął moje nogi, tak, że przywarłam do niego swoim ciałem. Jakkolwiek to zabrzmi - byłam na górze. Modliłam się, by tylko moja odwaga nie zniknęła wraz z kolejnymi dotykami z jego strony. Zayn lekko poprawił moją pozycję sprawiając tym samym, że poczułam jego twardą zawartość bokserek, która aż domagała się wypuszczenia. Zachichotałam, by po chwili skarcić się za to w myślach. Nigdy wcześniej nie byłam w intymnej sytuacji z żadnym mężczyzną, przynajmniej nie z własnej woli. Zayn spojrzał mi głęboko w oczy i nabrał powietrza, po długim pocałunku.
   -Ufasz mi? -zapytał
   -Tak.
   -Czujesz się bezpieczna?
Chwilę zawachałam się nad odpowiedzią, przypominając sobie to gdy mówił o tym, że coś może się stać.
   -Tak.
   -Dobrze.
Uśmiechnął się i uniósł mnie na małą odległość, zmieniając nasze pozycje. Tym razem on leżał na mnie, jednak nie odczuwałam jego ciężaru, bo opierał się na łokciach. Przywarł wargami do mojej szyi i składał na niej pojedyncze, mokre całusy. Językiem przejechał po moim obojczyku, całując ostatecznie mój bark i po chwili szybko policzek. Zachichotałam, bo zrobił to tak szybko i uroczo. Próbowałam mu się przyjrzeć, jednak egipskie ciemności mi to uniemożliwiały. Tak bardzo chciałam wiedzieć jaki ma wyraz twarzy. Zayn jakby czytając mi w myślach, odsunął trochę zasłony, a na nasze pół nagie ciała padło światło księżyca. Pożądanie. To właśnie miał wymalowane na twarzy, był jak w transie. Wyciągnęłam ręce by złapać go za kark i przyciągnęłam do siebie. Byłam spragniona jego miękkich ust. Już po chwili przerwał pocałunek odsunął się ode mnie. Przyglądał się mi z uwagą, jakby bał się, że zaraz ucieknę.
   -Chcę się z Tobą kochać, Karen.
Przeszedł mnie ogromny dreszcz i jednocześnie zrobiło mi się gorąco. Nie myślałam, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Bałam się, byłam nowa w tych rzeczach, nie byłam nawet amatorką. Nigdy nawet nie dotykałam żadnego chłopaka tak, jak Zayn pewnie chciał żebym go zaraz dotykała.
   -Zayn.. ja.. -próbowałam skleić zdanie, ale on mi od razu przerwał
   -Wiem Karen. Gentle, czyli delikatny. Taki właśnie będę.
Skinęłam głową, wyrażając tym samym zgodę na to, co za chwilę miało się stać. Przybliżył się do mnie i powolnym ruchem, patrząc w moje przerażone oczy zaczął zsuwać moje ramiączko.
   -Nie bój się, wszystko będzie dobrze.
Ucałował mnie w czoło i delikatnie podniósł za kark. Drugą ręką sprawnie szybko odpiął stanik i rzucił go na podłogę i z powrotem ułożył moje ciało na poduszce. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Pozwalał upajać się jego pięknymi karmelowymi oczami, pełnymi troski i pożądania. Poczułam jak zsuwa moje majtki, równie powolutku jak poprzednią część garderoby. Zadrżałam, a on pochylił się i ucałował wrażliwe miejsce na moim biodrze. Przeciągnął majtki wzdłuż moich długich nóg, a te również wylądowały na podłodze. Zsunął się nisko w dół łóżka i cały czas mając mnie na oku rozsunął moje uda. Czułam się skrępowana, ale obserwowałam go i nie robiłam żadnych gwałtownych ruchów. Po chwili zaszczycił swoimi pełnymi ustami moje uda. Całował ich wewnętrzną stronę z ogromną pasją. Od kolan w dół. Kiedy zbliżał się do miejsca intymnego, gęsia skórka pojawiła się na całym moim ciele. Zaśmiał się cicho i dalej kontynuował poczynania. Zimny podmuch przejechał po skórze na mojej kobiecości, a słodki pocałunek sprawił, że znów było przyjemnie. Cichy jęk wydobył się z moich ust, kiedy poczułam w tamtym miejscu język Zayna. Kreślił nieznane linie i przysysał się delikatnie do tego miejsca. Bardzo miłe uczucie, kiedy ssąc po chwili łagodził ból zostawiając mokre ślady swoim językiem. Jęknęłam dużo głośniej, może nawet z bólu, kiedy poczułam jego palec wdzierający się we mnie. Przywołałam myślami sytuacje z łazienki, kiedy naszedł mnie pod prysznicem Harry.
   -Ciii.. już dobrze, wytrzymaj. -wyszeptał Zayn, chcąc mnie uspokoić.
Poruszał palcem w tym samym rytmie, powoli dając mi się przyzwyczaić do tego. Kiedy się rozluźniłam, a przynajmniej tak mi się wydawało, wsunął drugi palec zwiększając tempo jego pchnięć.
   -Ałłłł -wzdrygnęłam się z bólu
   -Karen muszę to zrobić, żeby później Cię nie bolało
Miał rację. Chciał się ze mną kochać, więc musiałam przyzwyczaić się do tego uczucia... czegoś w sobie. Wszelkimi siłami starałam się rozluźnić, wykonywał pewne, szybkie ruchy ręką, patrząc w moje oczy. Uderzyła mnie fala gorącą i zaczęłam wić się na różne strony. Patrzyłam na niego, z lekko rozchylonymi ustami, wbijając ręce w prześcieradło. Było niesamowicie. Kiedy się poddałam doznaniu, wyjął palce ze mnie i oblizał je. Czułam ogromny niedosyt, a tam na dole wszystko aż we mnie buzowało. Dźwignął się ponownie na łokciach nade mną i pocałował mnie tak zachłannie. Zwinnym ruchem nie tracąc czasu zdjął swoje bokserki  i odrzucił do reszty bielizny na podłodze. Jego penis jak na zawołanie wbił się dość boleśnie w mój brzuch, dając znak, że jest gotowy. Zayn opuścił się trochę niżej, by mieć dostęp do mnie. Ściskał jedną dłonią moją pierś, a drugą naprowadził swojego członka do odpowiedniego miejsca. Spojrzał mi w oczy uśmiechając się. Przykuł moją uwagę i w momencie gdy chciałam odwzajemnić uśmiech, wszedł we mnie, a ja zamiast uśmiechu wydobyłam z siebie jękniecie. On też zajęczał głośno, tego właśnie pragnął. Oplótł moje palce ze swoimi i uniósł dłonie nad moją głowę. Wykonywał pewne i coraz szybsze pchnięcia. Moje biodra same unosiły się, spragnione doznań. Pragnęłam czuć go w sobie tak bardzo. Głośno dyszał, pochylając się tuż koło mojego ucha. Zaryczał gardłowo prosto do niego. Jego biodra mocno uderzały o moje uda, jednak sprawiał mi tak ogromną przyjemność, że nie zwracałam uwagi na ból. Czułam, że zbliża mi się orgazm, cała wewnątrz drżałam.
   -Zrób to. Dojdź Karen.
I wtedy całe powietrze ze mnie uszło, było mi strasznie gorąco, jednak zimny dreszcz przeszedł wzdłuż mojego ciała. Sekundy później poczułam jak z chłopaka wypływa ciepła substancja, prosto wewnątrz mnie. Jego ruchy teraz można było porównać z jakimiś tikami nerwowymi. Po chwili opadł bez sił na moje ciało i szepnął:

-Obudź się mała.





yolo

   

czwartek, 20 lutego 2014

Dziewiąty

KOMENTARZ=MOTYWACJA
dajcie znać, że czytacie i motywujcie mnie.
Rozdział zawiera sceny przeznaczone 'dla dorosłych' czytasz na własną odpowiedzialność.


Odsunęłam się od Zayna, uznając, że najlepiej będzie jeśli pójdę już do domu. Nic tu po mnie. Nie wiedziałam jednak, że wszystko za chwile się zmieni, w ciągu kilku minut niczym o 180 stopni. Malik przyglądał się mi jakby ze zwycięskim uśmieszkiem, a ja zrezygnowana, zawiedziona i smutna wbijałam wzrok w podłogę. Jego mina natychmiast się zmieniła, kiedy usłyszeliśmy krzyki jego ojca dobiegające z dołu. Był wściekły. Przerażona spojrzałam na chłopaka, wiedziałam,że nie powinno mnie tu być.
   -Nie ruszaj się stąd. -nakazał i opuścił pomieszczenie.
Siedziałam na kanapie z podkulonymi nogami i wsłuchiwałam się w dość głośną rozmowę mężczyzn. Jego tata wykrzykiwał coś o konsekwencjach, o tym,że Zayn staje się bezsilny i bezużyteczny. 
   -To nie jej wina! -krzyczał w jego stronę brunet.
   -Czyżby? Więc sądzisz, że nie interesujesz się tą dziewuchą!?
   -Nie!
Cios. Potężny cios w moją stronę, chociaż przecież chwilę temu sam mówił, że nie jestem w jego typie. Tak bardzo chciałam wrócić do domu. Wyciągnęłam telefon żeby zadzwonić po Lou albo Zack'a ale komórka była rozładowana. Świetnie! Dalej nadstawiłam uszy i przysłuchiwałam się konwersacji na dole.
   -Dobrze, skoro tak to sprawdzimy to. -z zadowoleniem powiedział jego ojciec.
Rozmowa pomiędzy nimi dobiegła końca, ale mężczyzna mówił dalej, zapewne rozmawiał przez telefon.
"Potrzebuje chłopców. Mam robotę dla nich Bob. Nie nic z tych rzeczy, chce tylko sprawdzić swojego syna... tak wiem, masz rację. Niech to będzie nauczka. Dobra, czekamy"
Po jakimś czasie z dołu dobiegły inne głosy. Ktoś przyszedł. Słyszałam ciężkie kroki na schodach, serce waliło mi jak szalone i wtedy drzwi się otworzyły.
Stanął w nich mężczyzna ze śniadą karnacją, bardzo podobny do Zayna tylko wyższy i masywniejszy. Jego spojrzenie paraliżowało moje ciało. Tuż obok niego nieco starszy facet, z równie straszną miną i jakiś blondyn na oko w naszym wieku. A za nimi Malik.
   -Cóż za ślicznotka. Taka szkoda, że z powodu głupoty mojego syna musimy się Tobą zająć. -uśmiechnął się do mnie, jednak jego oczy pozostały niezmienne, zimne jak lód.
Dusiłam się, brakło mi tchu. Kiedy każdy z nich wpatrywał się we mnie z wyższością i obojętnością, miałam ochotę płakać. 
   -Ja..Ja już więcej tu nie przyjdę proszę pana -głos mi drżał i po policzku spłynęła łza. 
   -Oh widzisz moja droga, to jest bardziej skomplikowane -odpowiedział i kiwnął głową na blondyna i bruneta.
Ci dwaj podeszli do mnie i dosłownie wynieśli do samochodu na podjeździe. Całą drogę próbowałam krzyczeć i wyrywać się jednak bezskutecznie. Byli silniejsi. Zayn usiadł za kierownicą czarnego mercedesa a ten drugi zajął miejsce przy mnie z tyłu. Do okienka podszedł jego ojciec, podał mu torbę i wspomniał coś o domku za miastem, odszedł. Samochód ruszył niemalże z piskiem opon. Byłam tak bardzo przerażona, że nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Obserwowałam obu chłopaków, co przyprawiało mnie o dreszcze. Chyba zemdlałam.
Kiedy się obudziłam byliśmy już daleko od Brighton. Żaden z nich nie zauważył, że już wróciłam do życia, więc wykorzystując sytuacje podsłuchiwałam ich.
   -I co masz zamiar zrobić Zayn? -zapytał jego towarzysz
   -Nie wiem, mam ją wywieść i zostawić tam na jakiś czas. Nie rozumiem co to da, znasz mojego ojca.
   -Stary uważa, że Ci na niej zależy -tutaj śmiał się jak pojebany, za co mulat skarcił go wzrokiem.
   -Myli się -wysyczał
   -To się okaże chłopie.
Zapadła cisza, ale po chwili chłopak obok mnie ją przerwał.
   -Wstąpmy do baru
   -Nie
   -Kurwa Malik, jeśli mam Ci pomagać nie mogę być głodny, zrozum!
   -Zjesz na miejscu. Zostaniemy tam.
   -Przecież tam nic nie ma w lodówce, pomyśl czasem!
   -Powiedziałem kurwa nie!
   -Zayn.. -wtrąciłam,ale nie reagował,więc po prostu kontynuowałam- Ja też jestem głodna.
Naburmuszony blondyn uśmiechnął się do mnie, ale za chwilę przyjął swoją groźną postawę ponownie.
   -Nie. -powiedział Malik nie odrywając wzroku od jezdni.
Oboje z Niallem westchnęliśmy głośno. Wpatrywałam się w to co widziałam za oknem i zasnęłam.
Obudziłam się w łóżku, nie swoim łóżku. Rozejrzałam się po pokoju i dostrzegłam drzwi. Bałam się, nie wiedziałam gdzie jestem i czy obaj chłopacy są tu razem ze mną. Zebrałam się na odwagę i wyszłam. Brunet i jego koleś siedzieli na kanapie i o czymś dyskutowali. Odchrząknęłam, dając tym samym znak, że tu jestem.
   -O, wstała -powiedział blondyn.
   -Na stole w kuchni masz kanapki, nie próbuj ucieczki, bo jesteśmy sami na tym pustkowiu -oznajmił Malik
Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam. Mimo, że to było coś w rodzaju porwania, myśl że jestem tu Zaynem mnie uspokajała. Usiadłam w kuchni i pochłaniałam posiłek z prędkością światła. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo chciało mi się jeść. Kiedy do nich wróciłam był tam tylko blondyn.
   -Gdzie Zayn? -spytałam
   -Wyszedł.
   -Przecież jesteśmy tu sami. 
   -Nie za wiele Cię interesuje kochana? -powiedział groźnie
   -Nie.. Ja.. dlaczego tu jestem?
   -Powiedziałem, nie interesuj się.
Byłam zdezorientowana, jednak nie dawałam za wygraną.
   -A ja pytałam dlaczego do cholery tu jestem!
Chłopak szeroko otworzył oczy, nie spodziewał się że na niego krzyknę. Podszedł do mnie i ścisnął moją szyję 'przykuwają' mnie do ściany. W tym samym momencie wrócił Zayn i zaśmiał się patrząc na nas. Naprawdę kurwa zabawne, co Zayn? Ja ledwo łapię oddech, a Ciebie to bawi. Co się stało z tym cudownym kolesiem!
   -Dosyć Niall. -powiedział w stronę blondyna, jednak nie zwalniał uścisku
   -Niall do kurwy, dość! -krzyknął i odepchnął chłopaka.
   -Wiedziałem, że ją lubisz! -zaśmiał się usatysfakcjonowany
Zayn parsknął śmiechem i spojrzał na mnie swoim zimnym, obojętnym wzrokiem.
   -Musimy wrócić na trochę do Brighton, Horan jedziesz ze mną.
   -Zostawisz mnie tu samą? -spytałam drżącym głosem
   -Nie, ktoś tu do Ciebie przyjedzie, tylko bądź grzeczna, bo jest bardzo nerwowy
Skinęłam głową i włączyłam telewizję. Chłopacy opuścili domek i miałam chwilę na dokładniejsze rozejrzenie się. Niestety, drzwi wyjściowe były zamknięte, a okna zabarykadowane. Oprócz sypialni w której spałam była jeszcze jedna i całkiem przyjemna łazienka na górze. Kiedy ktoś zaczął majstrować przy drzwiach wzdrygnęłam się. Stanęłam z boku i przyglądałam się sytuacji. Moim oczom ukazał się wysoki chłopak z bujną fryzurą. Delikatne loczki przysłaniały mu prawie całą twarz. Zakluczył za sobą drzwi i głośno zawołał moje imię. Bałam się, jednak wiedział jak się nazywam, pomyślałam,że to kolejny koleś Malika. Mój opiekun. Oh nie to słowo jest zbyt pobłażliwe, on był strażnikiem. 
   -Tak? -zapytałam cicho
   -Harry. -uśmiechnął się i usiadł na kanapie
Wydawał się bardzo miły, niczym nie przypominał kogoś kto jest nerwowy. Usiadłam na fotelu w rogu i obserwowałam go. Nie odzywał się, zmieniał tylko kanały i co jakiś czas spoglądał na mnie obojętnie, jakby upewniał się czy żyję. Było już późno, więc postanowiłam wziąć prysznic i położyć się spać.

*Oczami Hazzy*
Ta panna była całkiem ładna. Pełne usta, długie nogi. Nikt nie wspomniał o tym, że podczas pilnowania jej nie mogę się zabawić. Kiedy wyszła wziąć prysznic, postanowiłem skorzystać z okazji i się do niej zbliżyć. Mały numerek tylko wypełnił by czas, w którym musiałem czekać na powrót Malika. Cichutko wszedłem po schodach na górę i otworzyłem drzwi do łazienki. Niczego nie zauważyła, stała tyłem do wejścia, a jej ciało pokrywał strumień wody. Szybko zrzuciłem z siebie ciuchy i wtedy obejrzała się. Zaczęła nawet krzyczeć, żebym się wynosił, ale kim do cholery jest ta dziecinka, żeby mówić mi co mam robić. Wszedłem do jej kabiny przyciskając ją do jednej ze ścian. Trzęsła się i płakała, ale przecież to na mnie nie działało. Delikatnie dotykałem jej ciała, kształtnej pupy i brzucha. Błądziłem dłońmi bo gorącym ciele trzymając ją od tyłu w uścisku, tak bardzo się wyrywała. Mój penis jak na zawołanie wzniósł się ku górze. Błagała, żebym nic jej nie robił i przestał. 
   -Dziecinko, nie zrobię Ci krzywdy. Chcę Cię tylko dotykać.
Odwróciła się w moją stronę i spoliczkowała mnie. Co za suka, ogarnęła mnie złość. Byłem wkurwiony jej zachowaniem, dlatego nie ostrzegając jej, wbiłem swoje palce w nią. Była taka ciasna. Przyparłem ją do ściany, tym razem opierała się plecami. Ręką wykonywałem szybkie ruchy, a ona jęczała za bólu. Chyba była dziewicą, ale nie przejmowałem się tym. Płakała, bardzo głośno.
   -Harry błagam Cię zostaw mnie, zostaw..
Wyjąłem z niej palce zacząłem bawić się jej piersiami. Były takie kształtne, piękne. Kiedy chciałem zabierać się do dalszej roboty usłyszałem głos Zayna. Kurwa. Wyszedłem z kabiny zostawiając ją samą, skuloną i głośno szlochającą. Ubrałem się i zszedłem na dól. Ręcznikiem przecierałem kosmyki włosów.
   -Gdzie Karen? -spytał Malik
Nie odpowiedziałem nic, zaśmiałem się tylko widząc jego przerażony wyraz twarzy. Kurewsko się o nią martwił, to było aż przykre. Przez jakąś laskę zrobił się taki bezsilny. Było mi go żal.
   -Gdzie dziewczyna Hazza? -wtrącił Niall
   -Gdzie ona jest! -krzyknął Zayn
   -Spokojnie, bierze prysznic.
   -Czy Ty przypadkiem tez go nie brałeś ogierze? -zapytał Niall śmiejąc się w głos
Uśmiechnąłem się pod nosem i spojrzałem na Malika. Zacisnął szczękę w grymasie niezadowolenia i już po chwili leżałem na ziemi.
   -Jeszcze raz ją tkniesz, idioto! 
Horan śmiał się ze mnie, na co Zayn posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. Pobiegł na górę.

*Oczami Karen*
Wyłączyłam wodę, ubrałam się i położyłam na łóżku. Nie mogłam się uspokoić. Chłopak wydawał się być miły, jednak faktycznie okazał się frajerem. Bałam się być tu dłużej, już nie mogłam czuć się bezpiecznie. Z dołu słyszałam hałasy, huk ciała o podłogę i krzyki. Ktoś otworzył drzwi, a ja w duchu modliłam się, żeby nie był to ten potwór. Nie odwróciłam się, ze strachu przed tym kogo mogę zobaczyć. Poczułam, że ktoś siada po drugiej stronie łóżka. Nie odezwał się, a ja aż gotowałam się z ciekawości kto to taki. Odwróciłam się powoli i niepewnie. Zayn. Jego oczy były pełne przerażenia, a na twarzy pojawił się ból.
   -Co Ty tu robisz? -zapytałam cicho
   -Sprawdzam jak się czujesz.
Martwił się o mnie? Jezus, był taki cholernie zmienny. Sam mnie zostawił z tym chłopakiem,był winny!
   -Bardzo Cię skrzywdził?
Pokręciłam przecząco głową, bo nie czułam się aż tak źle, czułam się tylko dziwnie.
   -Przepraszam mała. Ostrzegałem Cię.
Chciałam się z nim kłócić, wykrzyczeć, że to jego wina, ale nie miałam sił, byłam wykończona. Łkałam cały czas, łzy spływały ogromnymi kroplami po moich policzkach. Odsunęłam się w jego stronę, a on wytarł moje łzy.
   -Idź spać.
   -Boje się.
   -Będę przy Tobie, nie bój się.
   -Cały czas tu będziesz?
Przytaknął głową i pocałował mnie w czoło.
   -Obiecujesz?
   -Obiecuje.
Zasnęłam czując się odrobinę lepiej, kiedy Zayn był obok. Kiedy zasypiałam on nucił melodie piosenki, tej samej którą podśpiewywał na molo parę tygodni temu, tej którą ja nuciłam przez sen.

*Oczami Zayna*
Wyglądała tak słodko kiedy spała. Czułem się źle z tym, że przeze mnie coś mogło się jej stać, a wszystko dlatego, że nie mogłem przyznać co jest powodem tego, że oddalam się od wszystkich nielegalnych spraw mojego ojca. Ona była taka krucha i bezbronna, jak już kiedyś wspominałem, Karen Stone była przeciwieństwem swojego nazwiska. Na myśl o tym, że znów ktoś chciał ją zgwałcić robiło mi się jej żal. Ja nigdy w życiu nie zrobiłbym jej krzywdy, nie zasługiwała na to. Już drugi raz któryś z moich kumpli się do niej dobierał, chociaż obaj byli z zupełnie innych światów, ta dziewczyna wywoływała takie emocje w każdym mężczyźnie. Jej niewinność tylko przyciągała.



Rozdział jakoś w miarę ogarniety, długi jak Hazzaconda,
mam nadzieje, że nie jest najgorszy. Podoba się? :)
ask.fm/sandruszeek , twitter @sandruszeek


ROZPIERA MNIE OGROMNA DUMA,
ONE DIRECTION WYGRALI WCZORAJ  2 STATUETKI
'BEST BRITISH VIDEO' 'GLOBAL SUCCESS'
GALA BYŁA NIESAMOWITA, PŁAKAŁAM ZE ŚMIECHU
TAK BARDZO ICH KOCHAM :)



DRIZZLE , SHIZZLE, CHIZZE , GRIZZLE , BRIZZLE






środa, 19 lutego 2014

Ósmy

KOMENTARZ=MOTYWACJA,
dla Was to tylko chwila a dla mnie ogromny uśmiech!
+rozdział zawiera sceny przeznaczone 'dla dorosłych' czytasz na własną odpowiedzialność.


Przełknęłam głośno ślinę i zanim przetworzyłam to co powiedział wyciągnęłam do niego rękę. Przez chwilę skupił na niej swój wzrok,a ja przyglądałam się mu uważnie. W oczach nadal był ból, ale tym razem na zmianę z tym cudownym blaskiem... Złapał moją dłoń i przyciągnął mnie w swoją stronę. Mój fotel znalazł się bardzo blisko jego fotela, dzięki czemu mogłam swobodnie go dotykać, tak jak sobie tego życzył. Przyłożył wcześniej ujętą rękę sobie do serca. Czułam jak biło bardzo mocno i szybko. Jego klatka unosiła się i opadała z trudem, jakby ledwo łapał oddech czując mój dotyk. Patrzył mi głęboko w oczy. Drugą ręką przejechałam po jego policzku. Jego mięśnie momentalnie się napięły a potem jakbym łagodziła ból, rozluźniał się. Zapomniałam o rzeczywistości. Nie wiedziałam czym jest powietrze. Kciukiem drugiej ręki delikatnie obrysowałam linię jego ust. Były takie miękkie, przyjemne w dotyku. Delikatnie je zacisnął. Zabrałam dłoń z jego klatki piersiowej i ujęłam obiema rękami jego twarz. Zatopiłam je w jego włosach i spojrzałam głęboko w oczy.
   -Już dobrze -szepnęłam.
Nie wiem dlaczego tak na mnie reagował, jego ciało opuściła cała wcześniejsza bezradność. Wyglądał tak cudownie doskonale kiedy się uśmiechał.
   -Powinnaś wracać.
Zaraz zaraz. Halo czy Ty mnie właśnie wyganiasz? Oh jakiż on był zmienny. Zabrałam szybko dłonie od niego i położyłam na kolanach. Czułam się zażenowana. Oblał mnie ogromny rumieniec. Byłam zaskoczona takim nagłym zwrotem akcji. Nie byłam zadowolona!
Jestem przekonana, że zauważył grymas niezadowolenia i przejechał dłonią po moim lewym policzku, a po moim ciele przeszły ciarki.
   -Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo działasz. Jak mnie uspokajasz.
Pierdol się pomyślałam. Dobrze to wiedziałam! Obserwowałam Cię i byłeś zadowolony, a teraz chcesz to przerwać. Pierdol się Zayn. Tak dobrze, że nie słyszy moich myśli...
   -Twój chłopak będzie się martwił.. -powiedział.
Kurwa! Chuj Cie obchodzi to czy się martwi, to mój chłopak czy Twoj do cholery!? Nie przerywaj tego! -myślałam ale zamiast tego wyjąkałam niepewne 'pewnie masz rację'. 
Tym razem oboje spuściliśmy wzrok na dół. Nie mogłam znieść tej ciszy, teraz wydawała się taka bolesna. Wstałam i udałam się do wyjścia. 
   -Zawsze możesz na mnie liczyć. -powiedziałam opuszczając pomieszczenie.
Wyszłam. Tym razem to ja zostawiłam go samego, siedzącego na fotelu pogrążonego we własnych myślach. Ale nadal wygrywał on, bo to przecież Malik chciał żebym już poszła.
Wróciłam na stołówkę jakby nic się nie wydarzyło. Myślałam chwilę nad tym czy powinnam powiedzieć cokolwiek Louisowi. Odpowiedź natychmiastowo padła w mojej głowie: ani się waż.
Chłopak widząc mnie wyraźnie się ucieszył, szybko wziął na swoje kolana i przywarł swoimi wargami do moich. Chyba nie muszę mówić, że czułam się nie fair gdy mnie całował, a ja myślałam o wydarzeniach z ostatnich minut. Dziwka. Skarciłam się w myślach. Jestem okropna, beznadziejna.
Jednak dla niepoznaki również nie pozostawałam dłużna Tomlinsonowi, zawiesiłam ręce na jego szyi i odwzajemniłam głęboki pocałunek. Nagle po stołówce rozległ się huk upuszczonej tacy i rozbitego szkła. Wszystkie oczy zwróciły się w stronę sprawcy wydarzenia. Czy na prawdę muszę mówić kim on był?
Brunet spojrzał z lekkim żalem w stronę naszego stolika i z daleka było widać jak ten żal zmienia się w złość. Przecież dopiero co go uspokoiłam... Kopnął tackę jeszcze dalej opuszczają stołówkę. Świetnie.
Po jego wyjściu wszyscy wrócili do wcześniejszych zajęć, a bałagan który zrobił natychmiast sprzątnęła sprzątaczka. Byli też tacy, którzy dość głośno plotkowali o tym zajściu, byli ciekawi co spowodowało to zdarzenie. W duchu modliłam się, by nikt nie zauważył wcześniejszego spojrzenia Malika skierowanego prosto na nas, na mnie i różowe rumieńce pokrywające moje policzki.
 
*Oczami Zayna*
Nie mogłem. Po prostu nie mogłem znieść tej myśli, tego widoku. Musiałem wyjść. Uciekłem jak dziecko, byłem tak żałośnie bezbronny wobec tego uczucia. Niszczyło mnie od środka, przekreślając szanse na zadowolenie ze strony ojca. Byłem bezsilny. Musiałem zapomnieć.
Pojechałem do jednego z ulubionych pubów 'Young Jane'. Obskurne wnętrze, niebezpieczni ludzie, alkohol i adrenalina. Tego właśnie potrzebowałem. Mijały godziny, a ja miałem za sobą sporą ilość kolejek. Barman polewał jedną szklankę za drugą palącej i dającej ukojenie whiskey. Widziałem, że przygląda mi się jakaś panna. Była na prawdę ładna, nieco starsza ode mnie i wyraźnie zainteresowana. Bez wahania podszedłem do dziewczyny.
   -Masz ochotę się zabawić? -spytałem bez cienia zażenowania.
Nic nie odpowiadając pociągnęła mnie za rękę i po paru minutach byliśmy w łazience na górze, którą rzadko odwiedzają klienci. Popatrzyła na mnie z ogromnym pragnieniem w oczach, a moje ciało aż wrzało od ciepła, które parzyło mnie od środka.
   -Jestem Johanne.
   -Zayn.
Krótki wstęp, żeby nie było niezręcznie i już po chwili nie miałem na sobie kurtki oraz koszulki. Szybkim ruchem rozpiąłem suwak jej sukienki, która natychmiast zjechała w dół. Całowała tak czule i łapczywie, była tak bardzo spragniona. Uniosłem ją w górę trzymając jej idealną kształtną pupę i posadziłem na jednej z umywalek. Zsunąłem do końca jej sukienkę, a następnie pozbyłem się tez bielizny. Nagle wstała i pchnęła mnie na ścianę. Patrzyła w moje oczy z pożądaniem, a ja przyglądałem się jej ruchom. Odpięła pasek przy moich jeansach i rozpięła rozporek. Opuściła moje spodnie do kolan. Powoli zjechała w dół tym samym klękając przy moim prawie nagim ciele. Nagle poczułem kurewsko przyjemne uczucie. Jej usta pochłaniały moją męskość. Zwinny język kreślił nieokreślone wzory na całej długości mojego penisa. Wypchnąłem biodra i łapiąc za jej spięte w kitkę włosy, sam decydowałem o ruchach i tempie. Kiedy byłem blisko uniesienia, pociągnąłem ją ku gorze. Tym razem ona była oparta o ścianę. Uniosłem ją i wszedłem w nią bez ostrzeżenia pewnym ruchem. Pchnięcie za pchnięciem. Szybkie tempo i stanowcze ruchy. Głośno jęczała,a ja sam ledwo łapałem oddech. Punkt kulminacyjny nastąpił z ogromną mocą. Orgazm sprawił, że opadliśmy oboje z sił. Oparci o ścianę przyglądaliśmy się sobie i uśmiechaliśmy. Johanne szybko nałożyła swoją skąpą sukienkę i wychodząc pocałowała moje rozpalone wargi.
   -Miło było Cię poznać Zayn.
   -Wzajemnie.
Uśmiechałem si pod nosem opuszczając 'Young Jane'. Zaspokoiłem swoje pragnienia i na chwilę zapomniałem o uczuciu, które natychmiast przypomniało o sobie. Kurwa. Seks to jedyny sposób na to, by o tym nie myśleć, jednak nie wystarczał na długo. Wróciłem do domu i poszedłem do swojego pokoju. Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Ktoś nie dawał za wygraną, więc w końcu postanowiłem zejść na dół. Byłem sam. Stanąłem jak wryty. Karen...
   -Co Ty tu do cholery robisz!? Mówiłem, że to niebezpieczne! Wracaj do Lou!
   -Nie boje się. -kłamała, widziałem w jej oczach przerażenie- Musimy porozmawiać.
Zwinnym szybkim ruchem wyminęła mnie i weszła bez zaproszenia do środka. Co miałem zrobić? Przecież jej nie wyrzucę.
   -Na górę. -rzuciłem z irytacją, na co ona uśmiechnęła się zwycięsko.
Siedzieliśmy na kanapach w części gościnnej znów paraliżując się spojrzeniami. Przerażenie nie znikałoz jej twarzy, a głos drżał. Sam jej widok sprawiał mi ogromny ból, a fakt, że się boi nasilał go.
   -Czego chcesz?
   -Porozmawiać.
   -To już wiem, co dalej?
   -Widziałam.
O czym ona mówi? Przez sekundę spanikowałem na myśl, że może widziała mnie i tą dziewczynę..jak jej tam na imię było..ah tak, Johanne.
   -Co widziałaś?
Spojrzała w podłogę i wzięła głęboki oddech.
   -To jak na mnie patrzysz.
Cholera!
   -To tylko spojrzenie, nie rozumiem o co Tobie chodzi.
   -Dobrze Zayn, powiem inaczej. Widziałam w jaki sposób na mnie patrzysz.
Wbiła we mnie swoje przepiękne szare oczy, jej twarz skamieniała, była taka poważna. Czekała aż coś powiem, a mi nic nie przychodziło do głowy.
   -Daruj sobie mała, mówiłem, że nie jesteś w moim typie.
Kłamałem. Starałem się nie wykazywać żadnych emocji. Patrzyłem w jej stronę z ogromną obojętnością.
   -Zayn.. -powiedziała delikatnym głosem przysuwając się w moją stronę.
Spojrzałem w jej oczy przepełnione nadzieją. Miałem ochotę wziąć ją w swoje ramiona i nie puścić. Chciałem, by była tylko moja, moja i nikogo więcej.
   -Jesteś beznadziejna.

*Oczami Karen*

Znów to powiedział. Miał rację, byłam. W domu czekał na mnie chłopak i to nie byle jaki, a ja błagałam o uwagę ze strony Malika. Ale wiedziałam, że mam rację. Patrzył na mnie w inny spsób. Tak jak Louis.
   -Przestań mi o tym przypominać.
   -Stwierdzam fakty. Czy Ty na prawdę myślisz, że coś do Ciebie czuje? Że to Ty jesteś tą o której nie mogę przestać myśleć?
Skinęłam głową na tak, niepewnie. W on parsknął śmiechem.
   -A jak powiem Ci, że godzinę temu pieprzyłem się w łazience z nieznajomą, nadal będziesz tak sądzić?
Ból. Ogromne kłucie prosto w serce. A jednak, wygłupiłam się.
   -Nie wiem...
   -Powiem Ci więcej -powiedział z uśmiechem- To był najlepszy seks dotychczas.
Znów to zrobił, ból ogarnął moje ciało.
   -Nadal sądzisz, że coś do Ciebie czuje?
   -Nie.




Brniemy przez te bzdury, ale niedługo ciekawsze wydarzenia,
muszę tylko wypełnić lukę zanim do nich dojdziemy.
Co sądzicie? Napiszcie swoje spostrzeżenia, uwagi itd w komentarzach,
może coś uda mi się dostosować do waszych potrzeb :)

twitter @sandruszeek
ask.fm/sandruszeek



west side, crazy mofos! byebyebye.x





poniedziałek, 17 lutego 2014

Siódmy.


KOMENTARZ = MOTYWACJA.

Znów zostawił mnie samą. Czułam się tak cholernie źle. Brakowało mi jego dalszych wyjaśnień, jego oczu i tego blasku. A myśl o tym jak delikatnie ucałował moje czoło wywoływała zawroty głowy. Odruchowo przejechałam dłonią po miejscu, które dotknęły jego wargi. To było przyjemne uczucie, taki miły gest. Dreszcze. I o kim on mówił? Kim była ta dziewczyna, którą brunet darzył uczuciem? Kim była ta, która sprawiała mu ogromny ból. Było mi go szkoda. Było mi też przykro na myśl, że Zayn chciał się od nas odsunąć, odsunąć ode mnie...
Przesiedziałam w bez ruchu dłuższą chwile. Zrobiło się chłodniej, niebo było ciemne. Tak bardzo nie chciałam być sama. Nie rozumiałam dosłownie wszystkiego co związane było z tym chłopakiem.
Kiedy wróciłam do domu, było jeszcze dość wcześnie. Przypomniałam sobie o tym, że moi znajomi i mój chłopak, tak wciąż go przecież miałam.. są w pubie. Przez chwilę pomyślałam o tym, żeby pójść i rozerwać się. Uwolnić od mętliku jaki panował w mojej głowie i od mulata pojawiającego się w niej nieustannie. Ale jednak zostałam. Wzięłam szybki prysznic, rzuciłam na swoje łóżko. W pewnym sensie wybrałam Malika i tą całą walkę z własnymi myślami, zamiast mojego Louisa i relaksu. Zasnęłam.
Następnego dnia kiedy jeszcze słodko spałam, światło wpadające przez moje okno obudziło mnie niemalże natychmiastowo. Kiedy udałam się do kuchni, moim oczom ukazał się Louis. Przywitał mnie ciepłym uśmiechem, po czym złożył kilka powitalnych pocałunków na moich ustach.
   -Cześć Kar -powiedział w pomiędzy nimi.
   -Witaj. -odpowiedziałam uwodzicielsko? tak, tak mi się wydaje.
W efekcie Lou kiedy tylko skończył zaśmiał się delikatnie, cichutko.
   -Gotowa?
   -Tak.
Złapałam jego ręke i powędrowaliśmy do szkoły. Lubiłam z nim chodzić. Chodzić do szkoły oczywiście to miałam na myśli, chociaż chodzenie z Louisem, jednym z najprzystojniejszych chłopaków nie było gorsze. Całą drogę Tommo opowiadał mi o wczorajszym wieczorze. O tym ile panienek kręciło się obok mojego brata, o tym kto ile wypił i upierał się,że on sam pił tylko colę. A nawet o tym, że jedna z dziewczyn z naszej szkoły obciągnęła jakiemuś kolesiowi w łazience. -Ohyda!
Zapowiadał się długi i męczący dzień, więc kiedy dochodziliśmy na miejsce wzięłam głęboki oddech i przekroczyłam próg budynku. Niektórzy bardzo ciekawie reagowali na mnie i Lou. On zawsze chodził z wysoko podniesioną głową, wciąż z kimś się witał i był taki wesoły. A ja tylko uśmiechałam się do ludzi, którzy byli tylko tłem i  dziwnie się mi przyglądali. Zdążyliśmy dokładnie na pierwszą lekcje, więc nie było mowy o urządzeniu sobie pogaduszek przy naszym vipowskim stoliku na stołówce. Może nawet mi ulżyło? Jedyne o czym myślałam to Malik. Myślami byłam gdzieś tam daleko, gdzie spodziewałam się, że jest. Przecież miał odejść. Oh! Jak bardzo się myliłam. Idąc jeszcze korytarzem razem z Tommo zauważyłam bruneta przy jego szafce. Wyglądał na rozsypanego. Jego siniaki ku mojemu zdziwieniu były jeszcze bardziej widoczne niż wczoraj. Ah tak, zapomniałabym. Nadal nie wspomniałam swojemu ukochanemu o spotkaniu z Zaynem. Szliśmy w jego stronę, choć bardziej środkiem długiego holu. Chłopak zamknął swoją szafkę i podążał ku nam. Byłam lekko poddenerwowana, a Lou to chyba wyczuł, bo spojrzał niespokojnie w moją stronę. Całe szczęście nie wiedział, co wywołuje u mnie takie emocje. Co zrobi Zayn? Główkowałam się tym chwilę i nim zdałam sobie sprawę, minął nas bez słowa. Bez ani jednego skinienia głową chociażby. Więc jednak. Unikał nas. Unikał mnie.


Pare lekcji minęło jakoś w miarę szybko, kiedy nadszedł czas długiej przerwy, odszukałam Tomlinsona i razem udaliśmy się na stołówkę. Kiedy tylko przysiedliśmy się do pozostałych, mój wzrok spoczął na pustym miejscu Zayna. Przez parę sekund o nim myślałam i oto prosze, pojawił się znikąd gdzieś w polu mojego widzenia. Usiadł w miejscu, które kiedyś należało do mnie. Ten jego wzrok.. był taki obojętny. Kompletnie pusty. Bardzo bolało mnie, że ani razu nie spojrzał w moją stronę kiedy ja wlepiałam w niego swoje szare oczy. Nie oszukujmy się Karen, kochasz kiedy Cię obserwuję, kochasz te ciarki na samą myś, że się przygląda.
   -Kochanie. -wybił mnie z otchłaniu nicości oczu Zayna mój uroczy Lou.
   -Tak?
   -Jesteś nieobecna.
   -Wybacz -burknęłam pod nosem.
   -Coś się stało?
Tak Louis, właśnie przez Ciebie wróciłam do pieprzonej rzeczywistości, pomyślałam. No dobra, przecież ta rzeczywistość nie była taka zła.. wystarczyło spojrzeć małe dołeczki Louisa, które ukazywały się niemalże zawsze na jego twarzy, bo wciąż się uśmiechał.
   -Nie.. ja tylko.. -spoglądałam nerwowo na swoje ręce, buty, znów na ręce.
   -Tylko co kochanie?
   -Eh. Nie martwi was, że Malik się oddalił? -boże, palnęłam to tak szybko i od razu żałowałam.
Louis posła mi zdziwione i jakby pytające spojrzenie. Jej, serio? On myślał, że coś mu powiem? Niby co...
   -Nie. To jego wybór mała. -powiedział uśmiechając się lekko.
   -To Twój przyjaciel -przypomniałam mu.
   -Mój nie Twój. Masz rację. Pogadam z nim.
Oh trochę zabolało. Czasem przez ten cały kontakt z Malikiem i swobodę którą czułam będąc z nim myślałam, że nie jestem po prostu dziewczyną Lou czy siostrą Zacka.
   -Dobrze. -powiedziałam całując go w policzek -Zaraz wrócę.
Kiedy wychodziłam z łazienki znajdującej się w głównym holu, moje oczy przywitał milutki widok. Zayn oparty o ścianę, wyglądał tak dobrze. Jakby pozował do jakiejś sesji! Nie patrzył nawet w moją stonę, ani razu. Szłam jeszcze będąc dość daleko i obserwowałam bruneta z odpowiedniej odległości. Nagle jakiś dzieciak z młodszej klasy otworzył dzwi z ogromną siłą, a te udeżyły Malika, który własnie gdzieś miał zamiar iść albo po prostu zmieniał pozycje z racji tego, że grono wiernych adoratorek mu się przyglądało.
Na jego twarzy przejawił się grymas wielkiego niezadowolenia. Przyparł chłopaka do tych samych drzwi i wrzeszczał na niego. Przytrzymywał go swoją lewą ręką, a prawą miał zaciśniętą. To wszystko przez durne drzwi!? Biedny chłopak, był przerażony patrząc w oczy Zayna... był tak blisko niego, jakby chciał go zahipnotyzować swoim wkurwieniem i irytacją. Dość! Wkraczasz  Karen!
Przyśpieszyłam niepewnie krok i kiedy już do nich dotarłam czuć było.. nienawiść? Złapałam dłoń Malika, a raczej jego zaciśniętą pięść.
   -Dosyć -wyszeptałam.
Momentalnie poczułam jak się rozluźnia a przestrzeń między nimi się zwiększa. Nadal patrzył na chłopca tym swoim palącym wzrokiem, ale po chwili przeniósł go na swoją pięść. Automatycznie jego oczy złagodniały. Znów ten blask! Piekny widok, piękny.
   -Skąd wiedziałaś jak na mnie zadziałasz? -zapytał lekko rozdrażniony albo zdziwiony.
   -Nie wiedziałam. To były tylko głupie drzwi Zayn!
   -Następnym razem będzie uważał -wycedził przez zęby
   -Następnym razem patrz co robisz -powiedział zirytowana  - Daj spókój, to Twoja wina.
Pokrzywił się na wypowiedziane przeze mnie słowa. Na chwilę spojrzał mi w oczy, dokładnie ułamek sekundy, a potem znów na pięść. Oh tak, niezręcznie -pomyślałam. Uwolniłam jego dłoń ze swojej i kiedy chciałam odejść brunet złapał mnie za nadgarstek.
   -Miałaś rację. Porzebuje Twojej pomocy.
   -Jestem tu Zayn, mów.
'Nie tutaj' rzucił i kazał za sobą pójść. Nigdy tu nie byłam.
   -Witam w starej zabytkowej bilbliotece mała.
Czego on ode mnie chciał? Siedzieliśmy na dwóch osobnych fotelach, przy przytłumionym świetle.
'Więc?' skinęłam głową w taki sposób jakbym właśnie wypwiedziała to słowo.
Potrzebował mnie. To brzmiało tak cudownie. I znów zapomniałam o Lou, cholera. Pewnie się martwi. Jednak po tym co wymamrotał Zayn, nie miałam najmniejszego zamiaru go opuścić.
   -Mój ojciec mnie pobił Karen. -ból malował się na jego twarzy. -Nigdy wcześniej tego nie robił, tym razem ostro się wkurwił.
   -Dlaczego? Tak mi przykro.
Wplótł palce w swoje włosy i przejechał dłonią jakby szukał odpowiednich słów.
   -Dowiedział się, że u nas byłaś.
   -Ale..Jak.. Jak to? I co to w ogóle ma do rzeczy? -spytałam lekko zszokowana. dobra, lekko to za mało.
Znów szukał odpowiednich słów, jakby chciał to przekazac w najłagodniejszy sposób.
   -Mój tata jest bardzo złym człowiekiem, mówiłem już -przewrócił oczami- nie pozwala na to, by ktoś nas za bardzo poznawał, rodzinne sekrety, to czym się zajmujemy, to było ogromne ryzyko.
Poczułam się temu winna, bo przeciez co innego miał zrobić kiedy ja nie chciałam jechać do siebie? EH.
   -Przepraszam, nie chcia...-próbowałam  powiedzieć, ale on przyłożył palce do moich ust. Zamarłam.
Przenikał przeze mnie swoim wzrokiem, tym razem nie był ani obojętny ani zły. Po prostu patrzył.
   -Nic się nie stało. Nie wiem tylko co mam robić. Nie mogę pokazywać słabości, a nawet gdyby to nie mogę sprzeczać się z moim ojcem. To on tu rządzi, a ja muszę być taki jak on. -powiedział rozpaczliwie ukrywając swoją twarz w dłoniach. Był taki bezradny, że miałam ochotę go przytulić.
   -Nie musisz nic odpowiadać Karen. Po prostu wiesz co się mniej więcej wydarzyło i tylko przy Tobie mogłem to wyrzucić z siebie.
   -Wiesz Malik wydaje mi się, ze wcale nie musisz być taki jak twój ojciec.
   -Muszę. Nic. Nie. Rozumiesz. -powiedział wyraznie wymawiając każde słowo.
   -To mi powiedz, wytłumacz! -zabrzmiało to dość błagalnie.
   -To nie Twój interes!
   -Dlaczego? Powiedz mi! -zażądałam tym razem.
   -Czy ja kurwa mówię po chińsku? Nie! I nie otwieraj tej buzi, zamknij się.
Nagła zmiana podejścia, znów nie rozumiałam wszystkiego, byl taki trudny. Skomplikowany i nie do ogarnięcia.
   -To Ty chciałeś mnie tutaj, a teraz żałuję, że było mi Cię żal Zayn.
   -Dobrze, więc już pójdę -powiedziałam pod nosem wstając.
   -Zostań. -POPROSIŁ, a przynajmniej brzmiał jakby właśnie to robił.
Przyglądałam się mu uważnie a on wbijał wzrok w moje oczy i rękę.
   -Dotknij mnie, tak bardzo mnie uspokajasz.









Przepraszam, że króciutkie i tak dalej, ale nie mam sił.
Od przedwczoraj czytałam długie części zagranicznych fanfictions,
drugą kończyłam dziś w nocy,a wlaśiwie to o 7rano kiedy już szłam do szkoły!
naprawde nie zmruzyłam oka, hoho teraz za to padam na twarz.
oby sie widziało jako tako. dziękuję za całkiem pokaźną liczbe wyświetleń, komentujcie!

PODOBA SIĘ? :)

sobota, 15 lutego 2014

Szósty

CZYTASZ=KOMENTUJESZ. MOTYWUJ!


Leżałam na łóżku wtulając się do poduszki. Całkowicie się wyłączyłam. Byłam tylko ja i Zayn w moich myślach. Po dłuższej chwili pomyślałam sobie, że to błąd. Ogarnęły mnie wyrzuty sumienia, bo przecież ja mimo wszystko nadal byłam z Louisem. Najlepszym przyjacielem mojego brata, najlepszym przyjacielem bruneta. A przynajmniej miałam taką nadzieje. A co jeśli przeze mnie ich więź zniknie? Przecież Malik mi tylko pomógł, kiedy nie było przy mnie Lou... westchnęłam z żalem, bo Zayn miał rację. Byłam beznadziejna.


Podniosłam się i wyszłam z pokoju prosto do kuchni, byłam pewna, że spotkam tam Louisa o ile nadal tu był. Nie myliłam się. Siedział zamyślony, zrezygnowany i wyglądał na bardzo przybitego. 
Gdy tylko zobaczył mnie w drzwiach poderwał się na równe nogi i stanął tuż przede mną. Złapał moje ręce i przyłożył do swoich policzków. Wpatrywałam się w jego błękitno-szare oczy i milczałam. Chciałam go przeprosić, że przez chwilę zapomniałam o nim, ale z drugiej strony było mi bardzo źle, że to właśnie jego nie było obok, kiedy potrzebowałam pomocy. Chciałam też nakrzyczeć na niego za to jak potraktował Malika, za to, że pomyślał o tym, że go zdradziłam. Jednak nie wydałam z siebie żadnego słowa, które padło mi na myśl. Przerażony Lou patrzył mi w oczy. Bardzo to przeżywał.
   -Powiedz coś. 
Nie odezwałam się. Trząsł się i wbijał we mnie swój wzrok. Jego piękne oczy badały dokładnie moją twarz, moje ciało, mnie.
   -Błagam kochanie, cokolwiek. -jego głos drżał, a ja nadal milczałam.
Odsunął się ode mnie i zaczął mówić niby do mnie, ale brzmiało raczej jak monolog. Słowa z jego ust wypadały bardzo szybko, jakby nie myślał w ogóle nad tym czym mają jakikolwiek sens. Zdanie za zdaniem.
   -Karen Stone, nie masz pojęcia jak mi przykro. Sam nie wiem z jakiego powodu bardziej. Dlatego że nie było mnie przy Tobie i Cię zawiodłem, czy dlatego, że jestem takim palantem i oskarżyłem Cię jakby nie patrząc o zdradę. I to z moim kumplem! Karen kochanie, skarbie, jesteśmy ze sobą już jakiś czas, a przecież przez ten czas wciąż było dobrze. Ale ja, oczywiście ja Louis Tomlinson musiałem zjebać sprawę, Twoją drugą szansę. Byłem tak bardzo wściekły... ale przecież gdybyś tylko zadzwoniła rano, a ja bym się nie musiał martwić, ani niczego domyślać byłoby inaczej. Chwila.. Tommo Ty frajerze, nie możesz zwalać winy na Karen, przecież to Ty ją zostawiłeś. Powiedz mi kochanie, nic Ci nie jest? Wiem, że nie zasługuje na to, żebyś obdarowała mnie nawet chociażby spojrzeniem, ale jesteś małym słoneczkiem, które świeci dla mnie każdego dnia. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym cofnąć czas...przepraszam.
Lou po prostu podszedł i mocno się do mnie przytulił. Jego serce biło tak szybko, a ręce którymi dotykał moich pleców drżały. Przez ilość wszystkich słów jakie wypowiedział, sama nie wiedziałam od czego zacząć. Przytuliłam go tylko jeszcze mocniej do siebie.
   -Powinieneś podziękować Zaynowi, Louis. Gdyby nie on, słońce przestałoby oświetlać Ci każdy dzień.
Nic na to nie odpowiedział, ani się nie poruszył. Czule mnie przytulał jakby musiał odczekać aż się uspokoi.
   -Później. Ty jesteś najważniejsza, nic Ci nie jest? Chcesz o tym pogadać? -spojrzał na mnie.
Poszliśmy do mojego pokoju i bez szczegółów jak najkrócej się dało opowiedziałam mu całe zajście. Nie wspomniałam o tym co stało się w nocy w posiadłości Malików, bo chyba za bardzo się bałam o tym mówić. Nie chciałam żeby brunet potem na mnie był zły, to przecież rodzinne sprawy. Kiedy cały smutek, złość i poczucie winny nas opuściło, spędziliśmy miło resztę czasu. Nie, nie tak jak myślicie. Nigdy jeszcze ze sobą nie spaliśmy i nie mieliśmy tego w planach, a przynajmniej ja. Obejrzeliśmy jakąś komedie wtuleni w swoje ramiona. Bawiłam się włosami Lou, a on tak uroczo wściekał się kiedy niszczyłam tym jego wbrew pozorom starannie ułożoną fryzurę. Składałam małe pocałunki na jego delikatnych ustach i obu policzkach. Zapomniałam o wszystkim. Dałam mu kolejną szanse.

Po wyjściu Louisa wzięłam dłuższą kąpiel i przyszykowałam do spania, a potem ułożyłam się wygodnie na swoim łóżku. Wzięłam ipoda i odpaliłam muzykę i nawet nie pamiętam, w którym momencie zasnęłam.
Następnego dnia znów był przeklęty poniedziałek. Nikt nie lubi poniedziałków. W drodze do szkoły spotkałam się z Lou i poszliśmy razem. Słońce świeciło jasno, a ja uważałam to za dobry znak. Mimo wszystko to będzie dobry dzień - pomyślałam. Szliśmy korytarzem za rękę i uśmiechaliśmy się od ucha do ucha. Właśnie wykłócaliśmy się o coś, bo każde z nas miało inne zdanie kiedy wpadłam na Zayna.
   -Oh wybacz. Cześć Malik -powiedziałam ciągle się uśmiechając, a ten tylko zaklnął pod nosem.
   -Stary, musimy pogadać, słuchaj...-zaczął Lou, ale brunet od razu mu przerwał.
   -Nie chce słuchać Twoich marnych przeprosin czy durnych podziękowań. Mam nadzieje, że w końcu uda Ci się zabawić z Karen. 
I odszedł. Stałam jak wryta i wbijałam wzrok w Louisa, który był tak samo zaskoczony jak ja. 
   -Próbowałem kochanie. -wymamrotał.
   -To nic, na pewno mu przejdzie.
Oh, jak bardzo się myliłam. Tego dnia Zayn zaczął unikać całej paczki. Na stołówce siadał z dala od nas, tam gdzie wcześniej przesiadywałam ja. Na korytarzu mijał nas z kamienną twarzą, bez słowa. Ani razu nie spojrzał w naszą stronę. Co się z nim stało? Z daleka dało się wyczuć jego złość. Kiedy szłam na naszą wspólną lekcje u profesora P. zauważyłam Malika siedzącego już w sali. Usiadłam przed nim na swoim miejscu. Byłam spięta i tak bardzo kusiło mnie żeby do niego zagadać. W końcu nie wytrzymałam.
   -O co Tobie chodzi tak właściwie co? -odwróciłam się.
Chłopak nawet nie spojrzał w moją stronę, tylko dalej wyglądał przez okno.
   -Malik! -krzyknęłam.
Nadal milczał. No cudownie. Byłam zła, że go nie rozumiem, a przecież dobrze się z nim dogadywałam, a jednocześnie smutna, że się do mnie nie odzywa. Zrezygnowana odwróciłam się i skupiłam na witającym nas nauczycielu. Lekcja była długa i nudna. Tak na prawdę nawet nie wiem o czym była, bo na myśl o brunecie przechodziły mnie ciarki. Był tak blisko, a jednak był tak niedostępny. 
Lekcja dobiegła końca, chłopak natychmiast opuścił klasę,a ja wybiegłam za nim. Próbowałam go dogonić, ale wyszedł ze szkoły, więc nie miałam szans. Znów nic. Poszłam do swojego chłopaka. Tommo stał oparty o szafki i od razu, gdy podeszłam obdarował mnie czułym pocałunkiem. Nie miałam ochoty iść z nim do naszych znajomych, więc zostałam. Otworzyłam swoją szafkę, a z niej wypadł liścik.

'Tak bardzo chciałbym Ci wszystko wyjaśnić...
Nie chcę Cię odtrącać mała,
będę czekał na plaży o 19, tam gdzie za pierwszym razem.
                                                                         -Zayn. '

Był tak bardzo sprzeczny. Cały dzień właśnie to robił, a teraz chciał się spotkać? Cóż, sama tego pragnęłam, więc wydało mi się to słuszne. Kiedy po następnej lekcji widziałam się z Lou, nie wspomniałam mu o liściku. Dlaczego? Mogłam mu ufać. A jednak bałam się,że znów wyciągnie pochopne wnioski.
   -Idziemy dziś wieczorem do pubu, obiecuję, że nie tknę alkoholu kochanie. -wyrwał mnie z rozmyśleń
   -Co? A tak.. pub. Wybacz coś mi wypadło, innym razem dobrze? Pójdź z resztą jeśli chcesz.
Pocałowałam go w policzek. Louis odprowadził mnie do domu i poszedł do siebie. Nie obeszło się przed tym bez czułości, miłych słów i podziękowań za kolejną szanse z jego strony. Był taki uroczy. Uroczy to jest najodpowiedniejsze słowo dla niego. Niecierpliwie będąc w domu wyczekiwałam godziny 19. Krzątałam się po kuchni, posiedziałam w salonie i obejrzałam jakiś serial, co chwile spoglądałam na zegarek. Do plaży miałam 30minut drogi, więc kiedy tylko wybiła 18 poszłam się wyszykować. Po co? Przecież to tylko zwykłe spotkanie, żadna randka Karen. Poprawiłam makijaż, przebrałam się, spięłam włosy w koka i wyszłam punktualnie o 18:30. Po drodze rozmyślałam na tym dlaczego właściwe mulat chce się spotkać, tak nagle. A także o tym jakich słów użyć, kiedy będę na niego wrzeszczeć za to, że nas opuścił i zachowywał się jak palant. Byłam już coraz bliżej, kiedy go dostrzegłam. Siedział na skałkach i głowę spuszczoną miał na dół. Kiedy podeszłam by się przywitać, zatkało mnie. Zayn miał rozciętą wargę i siniaka na policzku. Wbił we mnie swój obojętny wzrok.
   -Na co się tak gapisz? -mruknął
   -Co Ci się stało, boże ktoś Cię pobił!? -panikowałam
   -Nie twój interes, nie po to tu chyba przyszłas, prawda?
Był niemiły. A przecież to on chciał mnie tutaj! Tak bardzo go nie rozumiałam. Usiadłam obok niego i obserwowałam. Patrzył przed siebie na fale i nie mówił nic. Milczał. Milczenie było czymś co przy nim wydawało się normalnością. 
   -Zayn, czy to Cię boli? -palnęłam
   -Karen do jasnej cholery nie przyszłaś tu po to! -krzyknął
   -To po co Malik!? Po co, bo ja nie wiem, a Ty tylko milczysz!
   -Masz racje aniołku.
Aniołku? W dodatku powiedział to tak przyjemnym i spokojnym głosem? Co się z nim do cholery działo, swoje nastawienie do mnie zmieniał w ciągu kilku minut. Czułam się zagubiona, a jednak było przyjemnie. Odwrócił twarz w moją stronę, a wtedy siniaki wydały się jeszcze bardziej widoczne. Spojrzał w moje oczy i ponownie wbił wzrok w morze. Nie patrząc na mnie, jakby mnie w ogóle tam nie było powiedział:
   -Pamiętasz kiedy mówiłem Ci czym dla mnie jest miłość? -nie czekał na odpowiedź
   -Znalazłem taką jedną osobę. Niby mówiłem, że kiedy ona cię nie zauważa i nie odwzajemnia twoich uczuć to nic, że boli a ty jesteś nadal szczęśliwy, kiedy ją widzisz... to nie prawda Karen, to tak bardzo boli, że ja po prostu muszę zniknąć. Nie radze sobie. I nie, nie myśl sobie że powiem Ci kto to taki. Nie mówię, że ją znasz, chociaż nie mówię też że nie znasz tej osoby... Chciałem tylko żebyś wiedziała dlaczego się oddalam.
Jego czy zrobiły się smutne i mówił lekkim przytłumionym głosem. Cichutko lecz bardzo wyraźnie.
   -Zayn... przecież wiesz, że możesz na mnie liczyć. Tym razem to ja mogę Ci pomóc. -powiedziałam bez zastanowienia.
   -Nie mała. Ty akurat nie możesz mi nic poradzić. Do zobaczenia niebawem. -ucałował mnie w czoło i odszedł.


*Oczami Zayna*
Co miałem zrobić? Miałem jej powiedzieć prawdę? Bałem się jej reakcji, była taka krucha, taka niewinna. Jej osobowość była zupełnie sprzeczna z jej nazwiskiem. Nie mogłem rozwalić jej życia, przecież była szczęśliwa. Nie mogłem też pozwolić Louisowi winić się za to, że więź między nami została uszkodzona. Przecież w pewnym sensie miał racje. Zabrałem jego dziewczyne....





O TAK! Dziękuję wszystkim którzy czytają te bzdury, 
a jeszcze bardziej tym, którzy się wysilają i komentują . 
No i oczywiście moim dziewczynkom, które tak mnie poganiają <3

twitter @sandruszeek

podoba się? :)