środa, 4 czerwca 2014

Trzydziesty-czwarty

 holy fuck, 19k wyświetleń, co co co! ajsfhbbjg thanksthanks!♥
 12 komentarzy - następny :) 



Kac. Obudziłem się z ogromnym kacem, na wyjątkowo dziś niewygodnych siedzeniach mojego auta. Moja koszula była rozpięta, podobnie jak pasek od spodni. Poza silnym bólem głowy, ból nasilał się także między nogami. Co ja do cholery robiłem? Otworzyłem wciąż przymrużone oczy, unosząc na łokciach by zobaczyć gdzie jestem. Parking za barem mojego ojca. Wcześniej zabierałem tutaj różne panny, ale przecież teraz mam Karen to niemożliwe żebym.... a jednak.
Byłem na siebie tak kurewsko wściekły za to co robiłem z tą blondyną -o ile dobrze pamiętam była blondynką- że miałem ochotę skoczyć z mostu. Kurwa. Jeden pierdolony wieczór i moje całe nastawienie poszło się jebać, dosłownie. Przynajmniej wiem od czego mój kutas tak boli.
W samochodzie zaczął roznosić się dźwięk mojego telefonu. Gdzie on kurwa jest?! Po wszelkich próbach udało mi się go wygrzebać spod siedzenia i odebrać. Nadal bolała mnie głowa i mój humor nie był najlepszy, oby to było coś ważnego.
   -Halo? -fuknąłem
   -Zayn! No wreszcie! Gdzie Ty się podziewasz!?
   -Horan, błagam. Mam kurewskiego kaca, jestem za Open Housem i nie mam sił-
   -Dobra, dobra słuchaj, nie interesuje mnie to. Karen odzyskała pamięć! -niemalże krzyknął
   -Co? Ja to!?
   -Nie wiem jak, miałem Ci nie mówić. Ale Liam nalegał.
   -Zaraz do niej przyjadę-
   -Nie ma potrzeby. Zaraz wraca do domu, ogarnij się i jedź tam.
   -Dzięki -powiedziałem rozłączając się
Faktycznie. Poprzedniego dnia, mała wspominała, że dziś wraca. Jak mogłem o tym zapomnieć? Powinienem ją odwieźć do domu i się nią zająć, tym bardziej, że nareszcie wie kim jestem. Cholera, właściwie jak to się stało? Wydawało mi się, że kiedy ją pocałowałem, a potem próbowałem czegoś.. więcej, ona się zniechęciła i tylko pogorszyłem sprawę. Teraz czułem się jeszcze bardziej jak gówno. Zdradziłem ją, upiłem się i zdradziłem, wtedy kiedy ją odzyskałem. Nie może się o tym dowiedzieć.


-Karen-
Nareszcie wróciłam do domu. Nie wiedziałam, że tak za nim będę tęsknić. Minęło tylko parę dni, a czuję się jakbym nie była tu co najmniej miesiąc. Tęskniłam za niemalże wszystkim. Za swoim łóżkiem, telewizorem, za swoją kuchnią i długą kąpielą, nawet za tymi cholernymi dzwonkami na werandzie. A najbardziej po prostu za miejscem, w którym nie będę czuła się przygnębiona. Kiedy tylko weszłam, dotarł do mnie zapach lawendy i świeżo zrobionego prania. Mama musiała niedawno je zrobić, może tuż przed pracą. Zack był dla mnie miły, może nawet znów się do siebie zbliżyliśmy.
   -Uśmiechasz się. Ładnie tak wyglądasz -powiedział odkładając torbę
   -A Ty byś się nie uśmiechał? Myślałam, że oszaleje tam! Bez obrazy, wiem że każdy starał się mi tam umilić czas, ale to była męczarnia.
   -A Zayn? Chyba coś sobie przypomniałaś, no nie?
   -O tak. Boże, jak ja mogłam o tym wszystkim zapomnieć. I jeszcze ten sen, pamiętasz? Tobie też go opowiadałam. -Zack pokręcił głową- To miało kiedyś miejsce. Byłam wtedy z Zaynem na plaży.
   -Mhm. Romantycznie. Teraz kiedy już wróciłaś... zrób mi coś do jedzenia
Zackary zaśmiał się, a ja razem z nim, po czym wyszedł z kuchni, a ja zabrałam się za przyrządzanie posiłku. Swoją drogą, sprawiło mi to ogromną radość, za tym również tęskniłam. Oczywiście, nie za usługiwaniem mojemu bratu...chociaż może troszeczkę też.
Po obiedzie położyłam się na swoim łóżku i czytałam książkę. W tle grał Ed Sheeran, a ja relaksowałam się po powrocie. Od wczoraj nie rozmawiałam z Zaynem. Nie wiem nawet czy on wie, czy w ogóle chce jeszcze ze mną rozmawiać. Wiem, że to nie była moja wina, ale odepchnęłam go. Musiał znosić to, że go nie pamiętam. To z pewnością musiało być przykre i dość upokarzające. Biłam się z myślami czy powinnam do niego zadzwonić. Nie byłam osobą, która pierwsza wyciągała rękę, chociaż nie doszło do konkretnej kłótni. Chciałam go zobaczyć.

Do: Zayn
Jeśli nadal chcesz mnie widzieć,
nie mam nic przeciwko byś mnie teraz odwiedził.
Tęsknie.

Zagryzłam wargę, patrząc na wyświetlacz jeszcze przed wysłaniem. Jeśli nie wie, że już wszystko pamiętam, może pomyśleć, że się zgrywam. A może się ucieszy. Może on już wie...
Dźwięk wiadomości sprawił, że załaskotało mi w brzuchu.

Od: Zayn
Oczywiście mała,
pomogę ojcu i wieczorem jestem u Ciebie.
Nie mogę się doczekać.

Patrząc na treść smsa, szeroki uśmiech aż sam pojawiał się na mojej twarzy. Na pewno wiedział! Nie mogłam się doczekać, żeby go zobaczyć. Robiło mi się słabo na samą myśl o tym, ile rzeczy mogłabym zrobić, by mu wynagrodzić te ostatnie dni. Słabo i zdecydowanie gorąco. Cholera, chyba nigdy nie miałam na niego takiej ochoty.

Odłożyłam książkę i powoli udałam się w stronę łazienki, by przygotować się choć odrobinkę na przyjście bruneta. Nim doszłam do drzwi, rozległ się dzwonek. Błagam, naprawdę chcę go zobaczyć, ale jeszcze nie teraz, kiedy wyglądam jak gówno ok?
Podeszłam do drzwi, bo przecież mój brat tego nie zrobi - wróciliśmy do codzienności. Uchyliłam je i wyjrzałam na zewnątrz. Anne?!
   -Co ty tutaj robisz? -syknęłam stojąc w progu
   -Ciebie też miło widzieć. Muszę ci tylko coś powiedzieć i znikam księżniczko.
Uśmiechnęła się sztucznie i bez zbędnych ceregieli czy chociażby pozwolenia, wpakowała się do środka od razu kierując do mojego pokoju. Rzuciła tylko "cześć" w stronę Zacka kiedy przechodziła obok jego pokoju, ale on to zignorował. Zamknęłam za sobą drzwi i przyglądałam się tej wywłoce kiedy rozsiadała się na krześle przy moim biurku. Stałam z założonymi rękoma i nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Odjęło mi mowę, byłam zszokowana JEJ widokiem TUTAJ.
    -Więc... nie zajmę ci dużo czasu kochana. Parę pytań -powiedziała rozglądając się po pomieszczeniu
    -Podobno chciałaś mi coś powiedzieć, a nie zadawać pytania -burknęłam cicho, na co ona się zaśmiała. Wiedziałam, że jej przyjście tutaj nie wróży nic dobrego.
    -Jesteś nadal z Zaynem?
    -Skąd to pytanie? Nie rozumiem?
    -Tak czy nie?
    -Tak. -odpowiedziałam z udawanym uśmieszkiem
    -Niedobrze.
Niedobrze? Co ta krowa teraz próbuje mi powiedzieć? Wiedziałam, że nadal go chce!
    -Słucham? Jeśli chciałabyś mieć go dla siebie i się z nim pieprzyć jak kiedyś to...
    -Ufasz mu?
    -Słucham?
    -Skoro słuchasz, to odpowiadaj na pytania mała. Ufasz?
    -Ufam.
Dlaczego brzmię tak niepewnie? Ufam mu, prawda? Może nie ufam jej?
    -Oh Karen jesteś taka naiwna.
Wstała i podeszła w moją stronę.
    -Ja...
Przysunęła się bardzo blisko mnie. Dzieliły nas centymetry. Wow, faktycznie była ładna. Co? Co ty wygadujesz Karen, przecież to jędza!
    -Zayn i ja pieprzyliśmy się wczoraj, w jego aucie. Myślę, że powinnaś się zastanowić ponownie nad wyborem faceta, złotko.
    -Słucham?! -powiedziałam zszokowana, a w tym samym momencie Malik wszedł do środka.


 -Zayn-
Udało mi się wyrwać wcześniej od ojca, więc postanowiłem zrobić Karen niespodziankę i przyjść wcześniej. Kupiłem jej ulubione czekoladki i nawet kwiatka. Żenujące.
Zackary wpuścił mnie do środka, a ja od razu poszedłem do pokoju mojej dziewczyny. Bez zastanowienia otworzyłem drzwi i zobaczyłem na przeciwko siebie Anne, a po mojej prawej stronie Karen. Co do chuja?
"Zayn i ja pieprzyliśmy się wczoraj, w jego aucie. Myślę, że powinnaś się zastanowić ponownie nad wyborem faceta złotko" SŁUCHAM.
Spojrzałem na zszokowaną minę Karen i szklane oczy. O nie, będzie płakać.
Wyciągnąłem do niej dłoń, starając się ją uspokoić, ale ona powiedziała, żebym jej nie dotykał. Kurwa.
   -Jakim prawem wygadujesz takie bzdury?! -wydarłem się na Anne, kiedy ta uśmiechała się triumfalnie
   -Zayn skarbie. To, że się upiłeś i nic nie pamiętasz to nie moja wina. Mam czerwony ślad twojej dłoni na swoim pośladku, poza tym, chyba byłeś cholernie spragniony. Ona Cię nie zadowala, co? -zaśmiała się
   -Milcz! To nie możliwe. Karen posłuchaj -zwróciłem się do dziewczyny obok, już płakała, świetnie. -Karen, to wcale nie tak, Karen przysięgam. Nie pieprzyłem się z Anne!
   -Bullshit -zachichotała ruda
   -A jak!? A jak było do cholery Zayn!? No śmiało, kłam mi prosto w oczy!
   -Ja.. to nie była Anne.. to.. to była jakaś blondynka! Okej, przyznaje, ale to nie była ona!
Głos mi się załamywał, a mała dosłownie zamarła. Przestała szlochać, łzy ciurkiem spływały po jej policzkach
   -Poprawka Zayn -wtrąciła Anne- Tobie się wydawało, że byłam blondynką. Ale kochanie, ile wypiłeś? przypomnieć Ci? A może powiedz lepiej, która dziewczyna poza mną, wie jak Cię zadowolić?
Posłałem jej mordercze spojrzenie. Od środka aż cały wrzałem ze złości. Powstrzymywałem się jednak, skupiając na Karen. Zrobiłem krok w jej stronę...
   -Wyjdź. Zostaw mnie, wyjdź Zayn -powiedziała spokojnie i cicho
   -Mała ja...
   -Przestań. Po prostu zamilcz i mnie posłuchaj. Czułam się strasznie po tym, kiedy odzyskałam pamięć, kiedy zdałam sobie sprawę ile musiałeś przejść przez te kilka dni, tymczasem Ty świetnie się bawiłeś. I wiesz co? Całą noc myślałam o wszystkich tych pierdolonych chwilach z Tobą, wręcz od samego początku. O wszystkich kłótniach, o wszystkim co nas łączy - a raczej łączyło. Przypomniałam sobie o wszystkim, chociaż o tych złych rzeczach chciałam zapomnieć. Pomyślałam, że się zmieniłeś. Że coś uzgodniliśmy i, i że wszystko będzie dobrze. Tymczasem Ty mi nie pozwalasz o tym zapomnieć. Wciąż mi  przypominasz jaki jesteś, nie dbasz o to co czują inni, liczysz się tylko Ty. Spójrz Zayn, wiesz ile razy już przez Ciebie płakałam? Nie jesteś kimś, kim powiedziałeś, że będziesz. Nigdy nie będziesz. Zmierzamy donikąd a ja jestem tym zmęczona. Wolałabym Cię nie pamiętać. A teraz wyjdź.

I tym razem się poddałem. Wyszedłem jeszcze nim Anne rzuciła swój kąśliwy komentarz, nim Zackary pojawił się w pokoju, wyszedłem mijając bez słowa w progu panią Stone. Odszedłem.





*JKSBHDBRSWGJVR* 
dobra, trochę mi się podoba ten rozdział, a raczej to co będzie dalej.
komentujcie bo potrzebuje kopa w tyłek i motywacji, cheers x


ps . zapraszam na WIRELESS fanfic o 5SOS, jutro nowy rozdział!:)

wtorek, 27 maja 2014

Trzydziesty-trzeci

Wena na ten rozdział mnie opuściła,
przepraszam bardzo bardzo bardzo. Jest tu jeszcze.. ktoś?
ANYWAY, DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 18TYS WYŚWIETLEŃ, HOLY SHIT! ♥ 


Low - Lullaby: klik.
Pamiętasz piękne, wyjątkowe i warte zapamiętania chwile, spędzone z osobą,
która była dla Ciebie kimś ważnym, kimś kto był Twoim wszystkim?

I nie było ważne, ile złego ta osoba zrobiła, dla Ciebie była wszystkim co dobre, 
była wszystkim co najlepsze w Tobie. Moment, kiedy zaczęliście się do siebie zbliżać, 
pierwsze spojrzenia, gesty, pierwsze wypowiedziane na głos słowa w waszym kierunku.
Pamiętasz dni, kiedy zaczęliście się poznawać? 
Pamiętasz to uczucie, które powstawało na sam widok tej osoby?
Wystarczył jeden uśmiech, jedno spojrzenie i Twój dzień nie miał szans na bycie złym.
A dźwięk Twojego imienia wypowiadanego przez tą osobę, pamiętasz?

Gęsia skórka i dreszcze przechodziły po Twoim ciele, a w brzuchu odczuwałeś przyjemne łaskotanie. Pierwszy raz kiedy zdałeś sobie sprawę z tego co czujesz, 
wiedziałeś czego chcesz i byłeś tego pewien.
Miałeś wszystko. Miałeś swoją ukochaną osobę i tylko to Ci wystarczało - jej obecność.
To z pewnością chwile, które chcielibyśmy zatrzymać na długo w pamięci...
A co jeśli... A co jeśli nagle wspomnienia znikają? Nie pamiętasz nic.



Miałam już dosyć leżenia w tym przeklętym szpitalu, na tej przeklętej sali i w tym przeklętym łóżku! Cholera, oddałabym wszystko, żeby tylko móc wrócić do domu. W duchu modliłam się, żeby Max -mój lekarz, a raczej syn lekarza prowadzącego przyniósł mi jakieś miłe wieści, może chociaż to, że niedługo mnie wypiszą? Spojrzałam na zegarek i potarłam lekko czoło, zastanawiając się co zajmuje mu tyle czasu. Zwykle o tej godzinie, Max przychodził do mnie i sprawdzał jak się czuję. Przez te kilka dni naprawdę go polubiłam, wydawał się całkiem miły i sympatyczny, poza tym był przystojny, choć to niezbyt mój typ miał w sobie coś. Mówiąc o moim typie... kiedy tylko patrzyłam na Zayna, gdy się tutaj zjawiał, miękły mi kolana. I przysięgam, gdybym mogła stać, a nie była przymocowana do tego gównianego łóżka, pewnie upadłabym stając przed nim. Jest strasznie gorący. Pamiętam noc, kiedy się obudziłam. Był przy mnie. Był taki kurewsko szczęśliwy, kiedy trzymał mnie za rękę i cicho wymawiał moje imię. Nie mogłam i do tej pory nie mogę go sobie przypomnieć. Wszystko pamiętam jak przez mgłę, a to jest strasznie frustrujące. Pamiętam jak się załamał, mogłam to niemalże dostrzec patrząc na niego. Widziałam, jak bardzo go to zabolało, ale przecież nic nie mogłam na to poradzić. Próbowałam wielokrotnie sprowadzić myślami jakiekolwiek wydarzenia, chciałam móc go pamiętać. Widząc jak walczy o mnie, o to co było między nami, pragnęłam tego cholernie bardzo. Tej nocy, kiedy siedział pod salą i płakał, mama opowiedziała mi 'naszą historię' a przynajmniej tyle co ona sama wiedziała. Chciałam go przytulić, po tym wszystkim powiedzieć ile dla mnie znaczy, ale nie potrafiłam. Nie mogłam. Nie czułam nic poza pustką. Jedynie jego oczy... były tak znajome, a serce waliło mi jak szalone gdy w nie patrzyłam. Kiedy moje odbicie się w nich pojawiało, w karmelowych tęczówkach chłopaka widać było radość. Niestety, nie mogłam zrobić nic więcej poza spędzeniem z nim czasu i przepraszaniem, że nie jestem..sobą. Te trzy ostatnie dni z pewnością były dla niego ciężkie. Odczuwał to zupełnie inaczej niż ja i mogłam to sobie wyobrazić. Ja miałam o wiele łatwiej. Nadal mam. Ja całkowicie wszystko zapomniałam - on - nadal pamięta, choć mnie stracił.
   -Wybacz spóźnienie, śpiąca królewno. -powiedział wchodząc do pomieszczenia Max
   -Oh, wcale nie spałam! -oburzyłam się karcąc go przy tym wzrokiem
   -Cokolwiek mówisz, wiem jak było. Jak tam Twoje sny, coś nowego?
Trzeci dzień z kolei śnił mi się ten sam sen: "Jestem w szkole. Widzę obok siebie uśmiechniętego Louisa, coś do mnie mówi. Wstaje i idę w kierunku wyjścia. Chłopak, którego twarzy nie mogę dostrzec pojawia się tuż obok. Idziemy razem w stronę plaży, na której po chwili się znajdujemy. Czuje, jak na mnie patrzy i mimo, że ja również na niego zerkam, nadal nie widzę nic. Nie wiem kim jest. Śmiejemy się, choć coś zagłusza dźwięk, tak, że go nie rozpoznaję. Po chwili oboje leżymy na ciepłym piasku i czuje radość. Następnie znajdujemy się na moście. Widzę fale przede mną i czuje jego obecność. Cisza. Chwilę później obraz znika. Słyszę melodie i ledwo dosłyszalne słowa piosenki. 'He takes your hand, I die a little' I się budzę. "
   -Nope. Nadal to samo, zero nowych szczegółów. Zero jakichkolwiek -powiedziałam wzruszając ramionami
   -Przykro mi. Mam nadzieje, że wkrótce sobie przypomnisz cokolwiek, bo ten chłopak...
   -Tak wiem, Max. Nie musisz mówić. Chciałabym tak bardzo sobie przypomnieć.
Żadne z nas nic nie mówiło, słychać było tylko tętniący życiem szpital. Wbiłam wzrok w podłogę, czując ból w sercu. Co jeśli to była prawdziwa miłość?
   -W każdym bądź razie, wpadłem żeby przekazać Ci wiadomość. -powiedział nagle Max, a ja popatrzyłam na niego zaciekawiona. Błagam, na serio chcę do domu.
   -Jutro wracasz do domu!
Tak jest! Gdybym mogła skakać, pewnie właśnie bym to robiła. Tymczasem podniosłam się i przytuliłam mocno doktorka, po czym zawstydzona prędko się odsunęłam. Nareszcie!
   -Wybacz doktorze....
   -Oh oczywiście. Chociaż, moglibyśmy czasem to powtórzyć.
Max uśmiechnął się i puścił mi oczko wychodząc, zostawiając mnie samą, oblaną różowym rumieńcem palącym moje policzki.
Siedziałam na łóżku z ogromnym uśmiechem. Jutro wracam do domu! Nie ma nic lepszego niż własne łóżko, telewizja, własna łazienka.. wszystko jest lepsze w domu. Ciche pukanie rozniosło się po sali chwilkę po tym jak Max wyszedł. Spojrzałam w kierunku drzwi, w których stał Malik. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, ale on zamiast odwzajemnić gest, posmutniał. Dlaczego?
Stał i patrzył na mnie, przegryzając wargę. W jednej dłoni trzymał plastikowy kubek kawy, a w drugiej sok, jak myślę, dla mnie. Przyglądałam się mu czekając na to co zamierza zrobić. Bił się chwilę z własnymi myślami, jakby bał się wejść. Czekał aż mu pozwolę. Robił tak za każdym razem, ale go nie winię za to czy coś... w końcu wydawał mi się obcy i miał prawo czuć się dziwnie.
    -Chodź tu. -powiedziałam chicho

-Zayn-
'Chodź tu' . O kurwa. Dwa słowa niosły się echem w mojej głowie. Zabrzmiała jak moja mała. Boże, jak moja Karen. Nie wiedziałem czy powinienem się rzucić w jej stronę czy nadal twardo, powoli stąpać w jej kierunku. Tak bardzo jej pragnąłem.
Podszedłem do jej łóżka i usiadłem na krzesełku, na którym z pewnością chwilę temu siedział ten laluś.
   -Hej -szepnąłem, pocierając jej policzek, a ona lekko drgnęła
   -Znów się widzimy, Malik.
Karen zachichotała, po czym wzięła sok z mojej dłoni. 'Mmm' wyjąkała trzymając słomkę w zębach. Cholera, kiedy się przyglądałem z jaką delikatnością zagryza ten plastik, kiedy patrzyłem na jej usta, kiedy przypomniałem sobie ich smak, miałem ochotę się w nich zatracić. Ale kurwa nie mogłem.
   -Masz dziś lepszy humor, mała.
   -Tak! -oczy aż jej zaświeciły
Kurwa to na bank zasłucha tego fiuta Maxa. Jak nie Tomlinson to jakiś doktorek się wpierdala.
   -Za to Ty chyba niezbyt Zayn, stało się coś?
Czy ona poważnie zadała mi to pytanie? Czy ona sobie kurwa zdaje sprawę co czuje? Ja pierdole.
   -Nie. -powiedziałem stanowczo po czym odwróciłem wzrok.

Do późnego wieczora siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Tego dnia już nikt poza mną jej nie odwiedził, więc miałem ją tylko dla siebie. Patrzyłem w jej błyszczące oczy, kiedy z entuzjazmem mówiła mi ile planuje zrobić po powrocie do domu. Wsłuchiwałem się w każde jej słowo, chociaż żadnego nie rozumiałem. Słuchałem jak mówi. Patrzyłem na jej gesty i mimikę twarzy. Kilka razy walnęła mnie w ramię, gdy zauważyła, że bujam w obłokach. Zachowywaliśmy się jak dawniej, jak przyjaciele, co bardzo mnie bolało. Zrobiło się ciemno, do sali wpadało jedynie światło z korytarza. Chciałem wstać i je zapalić, ale Karen mnie powstrzymała. Sądziła, że tak lepiej jej sobie wszystko wyobrazić, kiedy nic jej nie rozprasza. Patrzyła swoimi szarymi oczami w moje, a serce łomotało mi jak szalone. Kocham Cię. Miałem ochote wykrzyczeć jej to milion razy, ale jaki w tym był sens?
    -Zayn...
    -No?
    -Bo.. ja tak sobie pomyślałam... -zaczeła cicho
    -Co zrobiłaś?
    -Pomyślałam! -prawie krzyknęła niemalże zabijając mnie wzrokiem, a ja zaśmiałem się gardłowo. Kocham się z nią droczyć.
    -Więc co pomyślałaś? -znów się śmiałem
    -Nie.. to głupie...
Serio? Boże, błagam mów wreszcie kobieto.
    -Mów. Karen.
    -Pomyślałam, że może gdyby doszło do jakiegoś zbliżenia między nami, mogłabym coś poczuć i wtedy bym sobie wszystko przypomniała -powiedziała jednym tchem słowo po słowie, tak szybko, że chwilę zajęło mi zanim zrozumiałem.
Co? Co ona powiedziała, co właśnie.. Boże, skup się Zayn. Żadnych pochopnych ruchów, nie pokazuj jak bardzo się cieszysz, bo ją do siebie zrazisz. Spokojnie.
    -Możemy..spróbować. -wyszeptałem
Słyszycie jak to kurewsko dziwnie brzmi? "Spróbować" tak, jakbyśmy wcześniej tego nie robili.
    -Ok...
Powoli zbliżyłem się do niej i odgarnąłem jej włosy na bok, by złapać ją delikatnie za kark. Ona niepewnie zbliżyła się i ułożyła dłoń tak samo jak ja,a po chwili jej wargi dotykały moich. Delikatny pocałunek minimalnie się pogłębił, a ona przyciągnęła mnie bliżej i rozchyliła lekko usta. Tak bardzo tego pragnąłem, że nie mogłem się powstrzymać. Nim się spostrzegłem, napierałem na nią całym sobą, wbijając swoje usta w jej. Boże jestem palantem. Całowałem ją tak łapczywie i zachłannie, że niczego innego nie mogłem się spodziewać po tym jak mnie odepchnęła.
   -Wyjdź.



/2godziny później/
Siedziałem w barze, popijając szkocką. Palący gardło alkohol pobudził wszystkie moje zmysły. Rozejrzałem się dookoła po sali, w poszukiwaniu jakiegoś odpowiedniego celu. Kiedy moje oczy napotkały blondynkę siedzącą na stołku obok szafy grającej, zadzwonił mój telefon.
   -Czego?! -fuknąłem
   -Gdzie jesteś chłopie, byliśmy w szpitalu i...
   -Nie mam teraz czasu Niall! -wykrzyczałem i przerwałem połączenie.
Cały ten czas nie spuszczałem wzroku z tego kociaka naprzeciwko. Oblizywała usta patrząc na mnie, o tak skarbie wiesz co się będzie dziać - pomyślałem. Schowałem telefon do tylnej kieszeni jeansów, wypiłem do końca napój i rzucając szklankę na ladę ruszyłem w jej stronę. Bez słowa, złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem w stronę tylnego wyjścia.
   -Nie idziemy do toalety? -zapytała blondi
   -Zamknij się, chodź.
Dotarliśmy do mojego samochodu, który stał na starym parkingu. Tu nigdy nikogo nie było, nie musiałem ryzykować i pieprzyć się z nią w łazience.
   -Oprzyj się przodem na masce! -nakazałem, a ona tak zrobiła.
Podciągnąłem materiał jej spódniczki do góry, a majtki zsunąłem na wysokość jej kolan. Pośpiesznie rozpiąłem rozporek spodni i bez żadnego ostrzeżenia wszedłem w nią. Dziewczyna głośno zaklęła, po czym rozkoszowała się mną. Nie wiem czy udawała, że jej się podoba ale miałem to dosłownie w chuju. Nic mnie nie obchodziło.





PRZEPRASZAM CHOLERA,  WIEM, ŻE TO JEST TOTALNE DNO,
NIC SIĘ NIE DZIEJE, NIE MA SENSU ITD, ALE OBIECUJE, 
ŻE W NASTĘPNYM ROZDZIALE, WAM TO WYNAGRODZĘ :(



PS. ZAPRASZAM NA DRUGIE, ZUPEŁNIE INNE FANFICTION, 



niedziela, 18 maja 2014

Trzydziesty-drugi

Wygląd bloga minimalnie zmieniony, jak wam się podoba? 
Poza tym, zmieniłam nazwę, bo sama nazywam to 'Gentle' i ta nazwa jest wygodniejsza.
Przypominam o ankiecie i komentarzach, dziękuję za wszystko. love x
PS. POLECAM CZYTAJĄC SŁUCHAĆ WSZYSTKIE PIOSENKI,
 KTÓRE BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ W TRAKCIE 
I WYŚWIETLAĆ W NOWEJ KARCIE PO NACIŚNIĘCIU NA
 'KLIK'




Birdy - Not About Angels: klik. 

Patrzyłem jak Karen potrącona przez samochód upada na ziemię uderzając głową o krawężnik. Wszystko działo się cholernie szybko, choć wydawało mi się, że czas stanął w miejscu. Chciałem się rzucić w jej stronę lecz nie potrafiłem zrobić kroku. Zamarłem. Moje ciało zastygło w bezruchu, a buty nagle zrobiły się ciężkie sprawiając, że nie mogłem podnieść nóg. Kręciło mi się w głowie, jeszcze za nim dotarło do mnie co się dzieje. Co się stało właściwie sekundy temu. Louis trącił moje ramie, pędząc do niej by po chwili klęknąć przy niej. Ledwo ogarnąłem co robił, gdy sprawdzał jej puls. Miała zamknięte oczy, a jej piękna buzia nie okazywała żadnego wyrazu. Żyła. To oczywiste, nie mogła tak po prostu odejść.. bez pożegnania. Nie mogła tego zrobić bez nawrzeszczenia na mnie i zwyzywania mnie od najgorszych, bez prawdziwej rozmowy na temat tego co spierdoliłem, podczas której ona by dramatyzowała, a ja bym się wkurwiał. Jak mogłaby odejść bez poddania się i ulgi, gdy nasze usta łączyłyby się na koniec? I przede wszystkim, jak mogłaby odejść kiedy to ja jej tak bardzo potrzebowałem. Samolubnie pragnąc na wyłączność każdej jej cząstki, nie mogłaby zostawić mnie teraz. Zacząłem się trząść i z lekka rozklejać, dalej bez ruchu stojąc jak cipa! To było żałosne, że tak właśnie się zachowywałem. Zayn Malik, kto by pomyślał. Jedyne na co się zdobyłem, to rozejrzenie wokół by dostrzec tego gnoja, który jej to zrobił. W tym samym czasie, wychodził z auta, już na początku krzycząc jak bardzo dziewczyna jest niemądra. Ciskał w nią tak mocnymi słowami, że cały aż się spiąłem. Zwalił całą winę na nią. Chuj, nieważne, czy bezmyślnie wybiegła na ulice wcześniej niewidziana między moim samochodem a Tomlinsona. Ten pajac jechał z taką prędkością, że nawet gdyby ją widział -nie zatrzymałby się. Wystarczyło na tyle, by z łomotem upadła na ziemię i nieszczęśliwie uderzyła o ten przeklęty krawężnik. W duchu modliłem się, by za chwilę odzyskała przytomność, żeby nic poważnego się jej nie stało, choć nawet i to, było za wiele. Mała, krucha i bezsilna leżała na zimnym asfalcie, a obok niej siedział Louis. Bolało, kiedy na nią zerkałem. Zacisnąłem pięści i ruszyłem w stronę  kierowcy tego jebanego auta, by skopać mu porządnie dupę. W tym przynajmniej się sprawdzałem i nie czułem jak cipa! Smutek, żal i złość jeszcze bardziej mnie nakręcały i już po chwili facet leżał plecami przygnieciony do maski, z mordą obitą gorzej niż niejeden dłużnik mojego ojca. Z każdym ciosem moje wkurwienie narastało zamiast ustępować. Dosyć. Wtedy pomyślałem, że ona by na mnie krzyczała. Pewnie by płakała i kazała przestać. Położyła by dłoń na moim ramieniu, a ja bym się wzdrygnął pod wpływem jej przyjemnego dotyku. Patrzyłem na niego z politowaniem i obrzydzeniem, by po chwili spojrzeć w jej stronę i zmusić go do tego samego, tak by widział co zrobił niczego winnej dziewczynie. Przyglądałem się z odległości kilku metrów, nadal nie mogąc zrobić choćby małego kroku w jej stronę i choć wkurwiało mnie niemiłosiernie, że to Tommo siedzi przy niej, nie mogłem nic na to poradzić. Trzymałem tego sukinsyna czekając na policję, po którą wcześniej zadzwonił Lou, a także pogotowie. Nim się spostrzegłem, pojawiła się karetka a za nią radiowóz. Louis wstał ułatwiając dostęp lekarzom i dołączył do mnie i tego cwela by złożyć zeznania. Kiedy skończyłem i ponownie nie spuszczałem wzroku z Niej i otaczających ją ratowników, czując się jak frajer. Nie potrafiłem jej pomóc, choć tak bardzo chciałem. Nie miałem szans - nie byłem lekarzem, więc obserwowałem ich pracę, a serce z każdą minutą pękało mi na kawałeczki. Czułem się źle z myślą, że może gdybym nie był takim palantem i nie chciał jej na siłę zatrzymać, ona nie musiałaby się wyrywać... może wtedy...
   -Czy państwo są rodziną? -zapytała ratowniczka, a moje spojrzenie i Louisa zetknęły się ze sobą na ułamek sekundy
   -Jestem jej chłopakiem -odpowiedziałem cicho. Zdecydowanie dziwnie cicho.
Kobieta obdarzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem, po czym jakby odgoniła od siebie wszystkie myśli na bok i odchrząknęła głośno.
   -Niestety, w świetle prawa nie jest pan nikim pokrewnym. Czy jest ktoś, kto mógłby się zjawić w szpitalu by wypełnić niezbędne papiery w sprawie tej dziewczyny? Ma pan kontakt z kimkolwiek z jej rodziny? 
Czekała aż jej odpowiem wlepiając we mnie brązowe chłodne oczy, a ja zdałem sobie sprawę, że nawet nie mam jak skontaktować się z jej mamą, gdyż nie mam tego cholernego numeru. Żałosne.
   -Ja mam kontakt z jej matką -wtrącił Louis posyłając mi cwaniacki uśmieszek- Zaraz do niej zadzwonię.

Dojechałem do szpitala kilkanaście minut po karetce, w której przewożona była Karen. Akurat dzisiaj żadne światła na ulicach Brighton nie chciały iść mi na rękę. Wysiadłem zatrzaskując z impetem drzwiczki mojego Merca i pośpiesznie udałem się do recepcji, przy której też sekundę po mnie zjawił się Tomlinson. Nikt nie chciał mi.. nam powiedzieć co się z nią dzieje, ponieważ żaden z nas nie był 'nikim wystarczająco bliskim', nikim z nią spokrewnionym. Jedyne co udało się wyciągnąć od młodej pielęgniarki to to, że nadal jest nieprzytomna i mają zamiar zrobić jej masę badań. Nie byłem zadowolony z obecności Lou i nie miałem zamiaru się z tym kryć.
   -Czy mógłbyś wreszcie przestać chodzić w tę i z powrotem i usiąść z dupą na tym jebanym krześle? -syknąłem, kiedy sam zajmowałem miejsce na plastikowym krzesełku w poczekalni koło recepcji.
   -Nie. Odjeb się z łaski swojej. 
   -Po co tu w ogóle jesteś, co? Nie jesteś już z nią, nie jesteś nawet jej przyjacielem... zostawiłeś ją więc...
   -To nie znaczy, że nie mam prawa się o nią martwić kretynie! -krzyknął, a wszyscy spojrzeli na nas.
Chciałem coś mu jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie przerażona kobieta wbiegła do pomieszczenia. To była mama Karen. Szybko podeszła do nas witając się w pośpiechu. 
Czekaliśmy aż pojawi się lekarz prowadzący i udzieli nam jakichkolwiek informacji po tym, jak pani Stone wypełniła kupę dokumentów związanych z ubezpieczeniem, zgodami na badania i innymi pierdołami. Przyszedł do nas siwowłosy mężczyzna około pięćdziesiątki, a  kiedy tylko się odezwał, usłyszałem jego wkurwiający akcent. Twardo wymawiane litery w zdaniach wskazywały na niemiecki, szczególnie łatwo słyszalny, podczas gdy wymawiał jej imię. Karen miała wciąż robione badania i nadal nie była przytomna. Powiedział, że ma mnóstwo potłuczeń, ale żadnego złamania czy czegoś tego typu. Większym problemem było to, że przy upadku, gdy rąbnęła głową o krawężnik, doznała prawdopodobnie silnego wstrząsu mózgu, jednak nie można było tego stwierdzić, gdy 'spała'. Doktor Coils, bo tak się nazywał, uprzedził nas także, że nie wiadome jest to, czy będzie miała jakieś powikłania, czy nie straciła jakiegoś zmysłu, zdolności czy czegokolwiek.. nie bardzo rozumiałem, słuchałem piąte przez dziesiąte. Wiedziałem tylko, że nie jest pewne co się wydarzy, gdy się obudzi i czy wszystko będzie jak wcześniej. Mówiąc o budzeniu.. mogła zapaść w kilkudniową śpiączkę lub w każdej chwili otworzyć oczy. Wszystko zależało od tego, jak jej ciało, umysł i organizm będą walczyć o to. Byłem pewny, że muszę przy niej zostać i tak też zrobiłem.
   -Zayn chłopie, idź się prześpij. -powiedziała wyrywając mnie ze słabego snu pani Stone. 
Podniosłem głowę z brzegu szpitalnego łóżka Karen i ziewnąłem w głos. Mijały kolejne godziny, a ona nadal słodko 'spała' nie zdając sobie sprawy z tego, co dzieje się ze mną od środka. Wariowałem. Chciałem by się obudziła. Jej mama położyła dłoń na moim ramieniu, tak jak zazwyczaj robiła to Ona i uśmiechnęła się.
   -Obiecuję, że jako pierwszy dowiesz się kiedy się wybudzi...
   -Zostaję. Niech pani znów nie zaczyna.
Uśmiech lekko jej zmalał, choć tak na prawdę nie była zła czy coś. Po prostu nie udawało jej się mnie przekonać, a przecież chciała jak najlepiej. Kilkakrotnie w ciągu tych 6 godzin od kiedy skończyły się badania, próbowała nakłonić mnie do powrotu do domu. Na sen, na kąpiel i na powrót rano. Nie było takiej opcji. Widziała, jak mi zależy by być przy Niej, zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że jedynym powodem dla którego bym miał wyjść, byłoby gdyby to Karen mnie wywaliła stąd. Wiedziała, ale mimo to wciąż próbowała.
   -W takim razie, przynajmniej zadzwoń do rodziców Zayn
   -To nie będzie konieczne
Wydawało się, że nie mamy nic lepszego  poza rozmową, więc opowiedziałem jej trochę o swojej rodzinie. Przyjemnie czuć, że mnie poznawała i w dodatku chyba lubiła, mimo, że byłem sobą. Nie udawałem ekstra kandydata na chłopaka jej córki, ja po prostu  nim byłem. Byłem chłopakiem jej córki, byłem sobą. Chociaż stronę furiata starałem się ukryć jak najgłębiej. Poza tym, zachowywałem się normalnie. Ostatni raz kiedy się we mnie odezwał, był podczas kłótni z Louisem godzinę temu. Na szczęście chwilę później zmył się do domu, a może do Anne. Nie interesowało mnie to zbytnio, po prostu się cieszyłem, że ja mogę być przy niej.

Birdy - Shine: klik.

Dziewięć godzin. Dziewięć cholernych godzin minęło od kiedy skończyli robić jej badania. Nadal miała zamknięte oczy i nie reagowała. Siedziałem z boku patrząc i słuchając jak jej mama do niej mówi. Przekonywała mnie, że Karen to wszystko słyszy i wtedy szybciej będzie się wybudzać, a ja tylko śmiałem się pod nosem i mówiłem, że to niemożliwe. Dziewięć godzin, a w ciągu nich tylko 30minut drzemki.
   -No nic. Obok jest sklep nocny, chyba skocze po coś do jedzenia i może jakąś kawę. Chcesz coś? -zapytała mnie Elle (jej mama, gdyby ktoś nie wiedział)
Pokręciłem przecząco głową i patrzyłem jak wychodzi, a chwilę później zająłem miejsce z powrotem na krzesełku obok łóżka. Przetarłem delikatnie dłonią jej twarz i poprawiłem kosmyk włosów. Mimo siniaka ogromnej wielkości na kości policzkowej i opatrunku na czole, wyglądała pięknie. Szczególnie kiedy spała. Obserwowałem jak oddycha, jak jej klatka z narzuconą kołdrą unosi się i opada. Co jeśli ona na prawdę szybciej się obudzi, kiedy zacznę do niej mówić? To głupie Zayn, będziesz mówił do nieprzytomnej dziewczyny, udając że ona to wszystko słyszy? Co się z Tobą dzieje, Ty na prawdę się zmieniasz przy niej.
   -Kochanie...
Mówiłem cicho jakby nie chcą żeby ktoś mnie usłyszał. Wstydziłem się.
   -Mała, ja nie wiem czy mnie słyszysz. Twoja mama pół nocy starała się mi to wmówić, ale ja do końca nie jestem przekonany, więc jeśli mnie słyszysz.. to może się już obudź co? Słyszysz mnie Karen?
Pokręciłem głową zrezygnowany, uświadamiając sobie, że robię siebie idiotę. Chociaż przecież nikt nie widzi.
  -Myślę, że powinienem Cię przeprosić. Chociaż może nie? Nie zrobiłem nic złego i tak nie byłaś szczęśliwa z Louisem. A może chciałem mieć Cię tak bardzo, że to było dla mnie jedyne wyjście?
Nie ruszała się. Żadnego chociażby najmniejszego drgnięcia palcami czy pokręcenia nosem.
  -Wspominałem, że jestem egoistą i samolubem? Jestem pewny, że o tym wiesz. Cholera, przepraszam jeśli zniszczyłem Ci życie, miłość, związek, cokolwiek. Mimo, że tak nie uważam, bo wiesz.. Twoje pojawienie się w moim świecie, to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała. I widzisz, nawet się przy Tobie rozklejam.. tak nie powinno być, wiesz mała?
Cholernych kilka łez spłynęło po moim policzku, a ja nawet nie miałem zamiaru ich wycierać. Były dowodem na to, ile ona dla mnie znaczy. Nikt nie znaczył tak wiele, nikt tak na mnie nie działał. Była jak Anioł Stróż, za każdym razem powstrzymując mnie przed tym, przed czym inni nie potrafili - przed sobą samym.
   -Tyle razy mogłem zrobić komuś krzywdę.. tyle razy komuś ją robiłem, ąz pojawiłaś się Ty.. Uspokajasz mnie, sprawiasz, że zaczynam zastanawiać się nad tym co robię i przestaję. Łagodzisz mój ból, hamujesz agresję i złość. Wystarczy, że jesteś blisko. Nie wiem co by się stało gdyby Cię już nie było. Kurwa, nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo Cię kocham. Ale nadal uważam, że jesteś beznadziejna, pamiętaj.
Zaśmiałem się na myśl, że ona pewnie też by się śmiała, przywołując do wspomnień nasze pierwsze rozmowy. Zawsze uważałem, że jest beznadziejna. Tylko dlatego, że nie była moja.
Siedziałem opierając łokcie na kolanach ze spuszczoną głową. Byłem totalnie zamyślony, nie zwróciłem uwagi kiedy jej palce i dłonie delikatnie zaczęły się ruszać. Cichy stłumiony jęk sprawił, że podniosłem głowę i zobaczyłem jak powoli otwiera oczy. Serce waliło mi jak szalone, prędko złapałem jej dłoń szepcząc jej imię. 'Dalej kochanie, otwórz oczy' dodawałem jej otuchy. A kiedy w końcu to zrobiła, moje serce znów pękło.
   -Gdzie ja.. kim jesteś?


/3dni później/
   -Więc mówisz, że Cię nie pamięta? -zapytał Niall stojąc ze mną na palarni pod szpitalem
   -Dokładnie. W zasadzie jedyne co powiedziała na mój temat to to, że moje oczy wyglądają znajomo.
   -Cholera! I jesteś jedyną osobą, której nie jest w stanie sobie przypomnieć?
   -Na to wygląda... -odpowiedziałem wbijając wzrok w ziemię
   -I co zamierzasz zrobić? Siedzisz tutaj już trzeci dzień Zayn. Wykończysz się. Powinieneś wrócić na trochę do domu, nic tu po Tobie. Poza tym, Twoja mama się martwi, a ojciec potrzebuje Cię... sam wiesz do czego. Pominę szkołę, bo to nigdy nie było naszym priorytetem, ale popatrz.. ona nawet Cię nie kojarzy. Ta sytuacja jest do bani.
Do bani? Ta sytuacja była pokurwiona i dobrze o tym wiedziałem! Ale mimo to, miałem wciąż nadzieje, że może coś jej się przypomni. Doktor Coils mówił, że to może być chwilowe. Że może wspomnienia wrócą w najmniej oczekiwanym momencie i w zasadzie wszystko może jej pomóc. Tylko.. dlaczego musiała zapomnieć akurat mnie? Nie wiem czy pamiętałaby Horana czy Stylesa, ale ze wszystkich osób które ją odwiedziły w ciągu trzech dni byłem jedyny. To kara - pomyślałem.
   -Nic nie zrobię. Będę czekał. Wiesz, gdybym tylko kurwa wiedział jak jej pomóc, jak sprawić żeby sobie przypomniała cokolwiek...
   -Zrobiłbyś to, wiem. Ale nic nie poradzisz. Po prostu, pamiętaj że masz nas -rozejrzał się szukając wzrokiem Hazzy siedzącego z jakąś panną na ławce przed szpitalem- No cóż, masz mnie.
Uścisnąłem go i w tym momencie dziękowałem Bogu, że mam kogoś takiego jak przyjaciele pomimo całego syfu w jakim dorastam i żyję. Chwilę po naszym niezbyt męskim wybryku dołączył do nas Harry, żeby zgarnąć blondyna. On nigdy się nie przejmował, rzadko komuś współczuł, tym bardziej Karen, ponieważ się nie lubili. Ale wystarczyło to, że przyjechał. Pożegnał się ze mną i odjechali, a ja wróciłem do środka. Po drodze kupiłem kawę, której jeszcze trzy dni temu bym nie tknął i soczek, który ona uwielbia. Szedłem powoli, czując jak intruz. Jakbym chciał zrobić coś złego. Moja dziewczyna mnie nie pamiętała i za każdym razem, gdy sobie to przypominałem-bolało bardziej. Co prawda, ani razu nie zabroniła mi przyjść, co ciekawe była skora do rozmów od rana do nocy. Rozmawialiśmy prawie o wszystkim. Wszystkim oprócz nas. Raz spróbowałem, a ona się rozpłakała. Płakała z bezsilności, przez to, że nic nie pamięta, a bardzo chciała sobie przypomnieć. Wierzyła mi i wszystkim dookoła, najbardziej chyba Penny, ale mimo to, nie potrafiła wrócić wspomnieniami do mojej osoby. Od tamtego razu, rozmawialiśmy o wszystkim innym co mogłoby jej pomóc.
Zbliżałem się już do sali numer 329, a serce łomotało mi strasznie. Bałem się, że może tym razem będzie miała mnie już dość. W końcu mnie nie pamięta, nie jestem jej potrzebny.
Znów wychodził zadowolony jakby wygrał milion dolarów z jej sali. Pieprzony młody lekarzyk, z tak samo irytującym akcentem jak jego siwowłosy ojciec. Zadufany w sobie złotowłosy typ, z ustami jak u Angeliny Jolie. Pierdolony laluś. Przysięgam, gdybym nie widział jak ślini się do Karen, śmiało stwierdziłbym, że jest gejem. Ale na moje nieszczęście nie był.
Minął mnie bez słowa, a ja niepewnie wszedłem do środka. Mała uśmiechała się od ucha do ucha, a ja wiedziałem, że to wcale nie z mojego powodu. Bolało. Cholernie bolało.
Wszystko czego teraz chciałem to jej dotyk, jej czule wypowiedziane słowa i to, by patrzyła na mnie swoimi szarymi oczami jak wcześniej. Chciałem, żeby wiedziała jak bardzo mnie kocha...



*JEŚLI SIĘ PODOBA, KOMENTUJCIE*
*w duchu modlę się by posypały się komentarze, a co można marzyć!*


piątek, 16 maja 2014

LIEBSTER AWARD!

Cholera! Zostałam nominowana do Liebster Award, 
za co bardzo bardzo dziękuję Alexxie (tu jej blog: http://prisoner-of-the-dead.blogspot.com/)
nie masz pojęcia jak mile jestem zaskoczona i jak ekstra się czuję ♥


Liebster Award:
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloga w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Moje odpowiedzi:
1)Do jakich fandomów należysz i dlaczego?
Directioners. To proste - nie ma lepszych fanów i lepszego fandomu na świecie według mnie, pod każdym względem.
2)Z czego czerpiesz inspirację do pisania?
To przychodzi nagle. Czasami wystarczy posłuchać jakiejś piosenki albo nawet usłyszeć gdzieś jakiś cytat.
3)Co nakłoniło Cię do pisania?
Całą noc czytałam jedno opowiadanie, a po skończeniu zebrało się we mnie tyle myśli i pomysłów, 
że postanowiłam to wykorzystać :)
4)Co Ci się ostatnio śniło?
Ostatnio śnił mi się.. cholera, na prawdę muszę mówić? Śnił mi się Calum Hood z 5SOS i to wystarczy haha
5)Co byś zrobiła gdybyś dowiedziała się, że Twój ulubiony zespół/artysta/piosenkarka itd. Przyjechał do Polski, ale nie mogłabyś pójść na jego/jej/ich koncert/przedstawienie itd.?
Nie ma takiej możliwości. Zrobiłabym wszystko żeby tam być.
6)Jeżeli miałbyś/łabyś zmienić coś w swoim życiu, co by to było i dlaczego?
Mogę zmienić siebie? By się sobie podobać i czuć pewnie?
7)Zastanawiałeś/aś się kiedyś jak będzie wyglądać Twoje życie za kilka lat?
Często o tym myślę, po czym rozpływam się we własnych marzeniach i wymyślonych historiach .
8)Jesteś pesymistą/reslistą/optymistą?
Raczej optymistą, aż za bardzo! Choć to zależy od sytuacji.
9)Jedno słowo, które określa Twoją osobę?
GŁODNA.
10)Jakie opowiadanie/ff jest Twoim ulubionym?
Jest ich kilka, nie potrafię wybrać jednego bo przeczytałam ich zbyt wiele. Między innymi:
Chills/Cold, Heartwrecker, Hunger,After, 99days without you, Ostatnia Spowiedź, Psychotic, Furious (z Lou) i sporo zagranicznych, nie tłumaczonych dotychczas.
11)Od jak dawna piszesz?
Jeżeli chodzi o GENTLE, pisze od lutego chyba :)



NOMINACJĘ : 
niestety, chcę nominować tylko te 8 blogów, bo reszta którą chce jest zbyt znana.

PYTANIA :
1. Pierwszy crush w życiu? (crush, osoba z reguły sławna która Ci się podoba)
2. Ulubiony cytat?
3. Skąd wziął się pomysł u Ciebie, na pisanie fanfiction/opowiadania?
4. Na kim się wzorujesz?
5.Ulubiona piosenka?
6.Pierwsze przeczytane fanfiction/opowiadanie?
7.Kim sią dla Ciebie czytelnicy?
8.Co czujesz, gdy ktoś mile komentuje Twoje opowiadanie?
9.Co powiedziałabyś idolowi, gdybyś go spotkała?
10. Wolisz pisać czy czytać?
11. Jesteś zadowolona z nominacji?

CHEERS.

 


wtorek, 13 maja 2014

Trzydziesty-pierwszy

 MASSIVE THANK YOU ZA PRAWIE 16TYS WYŚWIETLEŃ! ♥
PRZYPOMINAM O ANKIECIE I KOMENTARZACH!
OD NICH ZALEŻY KIEDY BĘDZIE NASTĘPNY :)






Staliśmy przy czerwonej maszynie, którą przed chwilą podniósł z ziemi mulat. Popatrzyłam na niego po czym jeszcze raz na karteczkę, którą obecnie trzymałam w swojej dłoni. "Ciekawe co zrobi Karen kiedy się dowie" . To zdanie krążyło w kółko w moich myślach, za cholerę nie mogłam się go pozbyć. Za każdym razem gdy przenosiłam wzrok na chłopaka, ten patrzył pusto w ziemię. Przez chwilę przestałam kontaktować i ponownie analizowałam każde zdanie, skupiając się na każdym poszczególnym wyrazie zapisanym na papierze. Czy to w ogóle możliwe, żeby Zayn miał coś jeszcze do ukrycia? W dodatku coś, przez co Louis kazał brunetowi trzymać się ode mnie z daleka? Coś, na co ciekawy Lou jest mojej reakcji? Czy jest coś gorszego od tego co dotychczas mi powiedział? Naprawdę, w tym momencie nie wiedziałam czy się śmiać czy zacząć krzyczeć. Wzięłam parę głębokich wdechów i zgniotłam liścik po czy schowałam go do kieszeni. Dopiero teraz kiedy przestałam rozmyślać, poczułam zimny powiew wiatru, usłyszałam dźwięk karetki w oddali i szczekanie psa gdzieś na końcu plaży. Podniosłam wzrok na chłopaka stojącego po drugiej stronie motoru, w tym samym momencie zauważając, że mi się przyglądał. Patrzył na mnie pustym, obojętnym wzrokiem, a jego karmelowe tęczówki pozbawione były specyficznego blasku. Kiedy jego wzrok napotkał moje oczy, speszył się i odwrócił rozglądając na boki. Ciekawość zżerała mnie od środka. Patrzyłam na niego, nie widząc jak zacząć. Włożyłam dłoń do kieszeni i ścisnęłam karteczkę, przypominając sobie jej treść. Zayn w tym czasie wyjął paczkę papierosów, po czym zapalił jednego.
   -O czym mówił Louis? -zapytałam niepewnie
Nie odpowiedział. Nogami wiercił dziury w piasku unikając mojego wzroku. Zachowywał się jak dziecko!
   -Nie zachowuj się jak gówniarz i odpowiedz! -syknęłam kopiąc w jego motor, przez to że mnie olewał.
Spiorunował mnie wzrokiem, po czym niedbale wyrzucił niedokończoną fajkę i zbliżył się do mnie na mniejsza odległość, niż w tej chwili pragnęłam, łapiąc za moje łokcie. Jego szczęka się napięła, żyły na szyi się uwydatniły, a w oczach widziałam złość. Cholerny motor.
   -Nie mam pojęcia co ten pajac wymyślił. 
   -Kłamiesz.
Wiedziałam, że nie mówi prawdy. Miał coś na sumieniu i był tego świadomy. Widziałam, jak zareagował kiedy skończył czytać liścik, jak przerażony był, po czym przybrał postawę obojętnego kutasa Malika. Wredny, zdystansowany. Nienawidziłam go takiego.
   -Zawieź mnie do Louisa. -powiedziałam stanowczo, na co on otworzył szeroko oczy ze zdziwienia
   -Słucham?
   -Słyszałeś. Zawieź mnie do Tommo, Zayn.
Parsknął śmiechem, na co na mojej twarzy pojawił się grymas. Skoro on nie potrafi mi powiedzieć, sama się dowiem. Wiem, że nie da mi to spokoju. Przybrałam jedynie złą taktykę, nie wykorzystałam słabości bruneta. Uśmiechnęłam się słodko do niego, a on patrzył zaciekawiony moją nagłą zmianą.
   -Kochasz mnie, prawda?
Zayn nie bardzo wiedział do czego zmierzam, ale przytaknął. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
   -W takim razie, zawieź mnie do niego.
   -Grasz nieczysto mała. -zaśmiał się
   -Tak samo jak Ty.
Ponownie się naburmuszył odmawiając, a ja prawie tupnęłam nogą ze złości, że mi odmawia. Usiadł na motor i nakazał zrobić to samo, podając mi kask i zakładając po tym swój. Przez chwilę myślałam, że wymiękł i zamierza zawieźć mnie do Tommo i w duchu się ucieszyłam. Jednak kiedy jechaliśmy już przez centrum Brighton spostrzegłam, że jedziemy w zupełnie innym kierunku. Zatrzymaliśmy się przed moim domem, a ja jak dziecko któremu czegoś zabroniono, coś zabrano lub czegośc odmówiono, stałam obok niego i się głupio gapiłam. Byłam wkurzona, wiedziałam, że nie mówi mi prawdy i nie chciałam się z nim nawet żegnać, więc dlaczego tam stałam? Na widok mulata przeczesującego palcami swoje gęste włosy i oblizującego usta, rozchyliłam wargi, na co on się zaśmiał. Złapał moją rękę i przyciągnął mnie do siebie, pozwalając się zatopić w jego uścisku. Wchłaniałam jego zapach a on pocierał dłonią moje plecy.
Czułam się taka zagubiona, zaprzeczając samej sobie. Jednak, Malik był moim ukojeniem.
   -Kocham Cię mała. Nie martw się. -szepnął po czym złożył mokry pocałunek na moich ustach.
Był krótki, ale zdecydowany i czuły.
Kiedy oderwał ode mnie wargi, bez zastanowienia odwróciłam się i weszłam do domu, ani razu patrząc za siebie. Po przyjściu wzięłam długą kąpiel, po czym zjadłam kolację z mamą. Dziękowałam za to, że nie należała do dociekliwych, ani też nie miała zamiaru mnie umoralniać. Po posiłku poszłam się pouczyć. Wtorki to zdecydowanie najgorsze dni w tygodniu, bo wszystkie zajęcia są przedmiotami ścisłymi. W dodatku, bardzo wolno mijają. Ponieważ nie było mnie w szkole od czwartku, chciałam się lepiej przygotować. Po zakończonej nauce i odrobieniu zaległych zadań, położyłam się na łóżku próbując zmusić do snu. Nie potrafiłam. Cały czas myślałam o tym, co jest napisane na tej pieprzonej karteczce i jakie wielkie ma to znaczenie. Myślałam tez o tym, że jutro pierwszy raz od bardzo dawna, będę szła sama do szkoły. Brzmi komicznie, wiem. Ale dotychczas, kiedy wchodziłam rano do kuchni, Louis już na mnie czekał. Razem szliśmy na zajęcia, za rękę, szczęśliwi. Wtedy każdy dzień wydawał się być dobrym. Czy ja za nim tęsknie?
Zajęło mi to bardzo długo, nim zrozumiałam, że tęsknie za jego czynami i gestami, a nie za nim. Porównując jego i Zayna, bardzo się różnili. Oczywiście, obydwoje mieli swoje za sobą, ale chodzi teraz o stosunek do mnie. Zayn skrywał swoje uczucia przy ludziach i choćby nie wiem jak bardzo udało mu się zmienić, pod tym względem nigdy nie dorówna Lou. Byli jak ogień i woda.
Im dłużej myślałam o ich różnicach, wadach i zaletach, tym senniejsza się robiłam.

-Louis-
Kiedy zobaczyłem ich razem na plaży, wiedziałem że jeszcze trochę i wybuchnę. Kiedy tylko dowiedziałem się co zrobił ten skurwiel, a tym bardziej jak bardzo mnie to zniszczyło i moje dotychczasowe życie, musiałem coś zrobić. Patrzyłem na Karen i uświadamiałem sobie, jak wiele straciłem. Chuj w to, co mówiłem wcześniej. Bzdury. Ona była najważniejsza, a ja ją straciłem. Dużo winny było w tym mojej, trochę też przez pojawienie się Anne, ale największy udział w tym wszystkim miał Malik. Nie mogłem uwierzyć, że tak mnie podszedł i zgarnął wszystko co było kurwa moje. Moja Kar. Moje słońce. Jej uśmiech od samego rana kiedy wchodziła do kuchni, podczas gdy na nią czekałem, poprawiał mój humor i sprawiał, że dzień zawsze był udany. Była taka urocza i słodka, z ja to zjebałem. Siedzieliśmy na murku przy wejściu do budynku szkolnego razem z Zackiem, Anne i jakaś młodszą typiarą. Nie bardzo mnie interesowało co się dzieje wokół. Kiedy dołączyli do nas Kieran i Dean, od razu się rozbudziłem. Świat hazardu, imprez i innych bzdur typowych dla tak znanych i lubianych jak my pochłonął mnie kompletnie podczas opowieści kumpli. Do momentu, dopóki nie zauważyłem jej.
Głos Kiero ledwo do mnie dochodził, kiedy przyglądałem się idącej przez parking Karen. Bez Zayna? A to gentelmen. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, odwróciłem prędko wzrok, przyłapując się nawet na tym, ze przegryzam tę cholerną wargę. Minęła nas bez słowa i zniknęła za drzwiami frontowymi w tłumie tych wszystkich ludzi. Miałem ogromną ochotę i potrzebę porozmawiania z nią, ale niestety, nie było mi to dane. Na każdej przerwie była otoczona opieką któregoś z pionków Zayna - Horana lub Stylesa. Kiedy tylko była sama, znikąd pojawiał się ten cwel, Malik. Wreszcie na stołówce była idealna okazja. Stała i zastanawiała się nad czymś przy barze, więc ruszyłem pewnie w jej stronę, jednak jak na złość albo także na rozkaz zabrała ją stamtąd Penny. Cholerne przyjaciółki. Zrezygnowany wycofałem się, napotykając wzrok wkurwionego Zayna. Mogłem śmiało stwierdzić, że wiedział co zamierzam zrobić, tym bardziej kiedy zaczepił mnie Harry i fuknął, żebym "zostawił Stone w spokoju". Oczywiście zasmiałem się mu prosto w twarz i poszedłem dalej. To zabawne, jacy z nich chłopcy na posyłki. Tego dnia widziałem ją jeszcze tylko jeden raz. Nie była sama, ale się na nią gapiłem, wtedy mnie na tym przyłapała. Zarumieniła się, a po chwili przytuliła do swojego chłopaka, a ja wkurwiony odszedłem. Trochę śmieszne, wcześniej dokładnie tak samo zachowywał się on, nie ja.Lekcje mijały bardzo wolno i właściwie jedyną na jakiej nie spałem, była biologia. Siedziałem same z Anne z tyłu. Leciał jakiś film, profesor czytał książkę, reszta spała lub cokolwiek tam robiła, nie interesowało mnie to póki nie reagowali. Przyjaciółka bez najmniejszego namysłu, zaczęła bawić się moim kutasem. 
Szaleństwo! Ale kto nie lubi ryzyka, co?


-Karen-
Po przyjściu do domu miałam dość tego dnia. Cały czas czułam się jak dziecko, czułam jak wszyscy mnie pilnują. Nawet Penny! Za każdym razem gdy w pobliżu był Tommo, ktoś z naszych również się pojawiał. To mnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że Zayn coś ukrywa. Gdyby to nie było ważne, gdyby nie miało znaczenia, nie starałby się tak bardzo zapobiec mojej rozmowie z Lou. Niestety, tak czy siak musiałam to zrobić. Nie wiedziałam jakie dokładnie będzie to miało skutki, ale postanowiłam napisać do niego. Musiałam z nim porozmawiać, a widziałam jak bardzo on również tego chce. Wyciągnęłam telefon i wystukałam treść smsa.

Do: Louis T.
Hej.. moglibyśmy porozmawiać?
Mógłbyś wpaść?

Siedziałam jak na szpilkach oczekując odpowiedzi. Kiedy wreszcie ją dostałam, bałam się przeczytać.
Chciałam się z nim spotkać, ale z drugiej strony czułam też że robienie coś wbrew chłopakowi było złym posunięciem. Ale skoro on miał zamiar coś ukrywać, to kto tu zachowywał się bardziej nie w porządku?
Od: Louis T.
Jasne, będę za 20minut.

Czekałam na niego chodząc w tę i z powrotem. Na szczęście lub nieszczęście, byliśmy sami. Może nie powinniśmy, ale przynajmniej mogliśmy spokojnie porozmawiać. Gdy usłyszałam jak wyłącza silnik, parkując na ulicy, podeszłam do drzwi i otworzyłam je nim zdążył zapukać. Pierwsze chwile były bardzo niezręczne. Louis zaczął pytać co u mojej mamy czy dostała awans i czy zrobiła z tyłu ogródek tak jak marzyła.. zawsze byli ze sobą blisko, więc nie miałam mu za złe tych pytań. Na każde odpowiedziałam.
Kiedy spojrzałam na niego uśmiechał się rozglądając po pomieszczeniu, po czym spojrzał na mnie i spuścił wzrok. Ułamek sekundy wystarczył bym przypomniała sobie, jakie inne od Zayna, ale tak samo piękne ma oczy.
   -O co chodzi z ta karteczką? -rzuciłam nagle
Louis wydawał się być zdziwiony i rozbawiony w tym samym momencie.
  -Więc, ten sukinsyn..oh mam na myśli Zayn, nie powiedział Ci?
Cóż. Zaprzeczyłam kiwając głową. Czułam się zażenowana, że akurat Tommo musi wiedzieć o tym, że brunet nie mówi mi wszystkiego. Wyraźnie go to ucieszyło.
   -Ou... więc jak pewnie słyszałaś, podobno Cię zdradziłem.
   -Podobno? -przewróciłam oczami
   -Cóż, no generalnie zdradziłem, ale to było zaplanowane przez Malika.
Otworzyłam szeroko oczy i zastanawiałam się, jak ktoś może zaplanować czyjąś zdradę. Tak więc, kiedy Louis zaczął mi opowiadać wszystko co wie, zrozumiałam. Gdy mulat zostawił mnie z Niallem w domku poza Brighton, a sam wrócił do miasta z Harrym, spotkali się z Lou. Oczywiście, chłopak nie był świadomy, że jestem w domu Malika poza miastem. Mieli się pogodzić, tak jak nakazał Zaynowi jego ojciec. Spotkali się w 'Open House' pubie rodzinnym i tam zaczęli pić i rozmawiać. Louis nie potrafił mi dokładnie powiedzieć ile wtedy wypił, ale widać, że żałował każdego łyka wódki tamtego dnia. Gdy chłopacy pozornie się dogadali, łącznie co do tego, że Zayn zostawi mnie w spokoju, ulotnili się, zostawiając Lou samego z jedną z lasek z klubu. Chyba nie muszę mówić co się działo, tym bardziej, kiedy dziewczyna miała zapłacony gruby hajs za uwiedzenie go i zmuszenie do zdrady, prawda? Tak więc, mulat tylko czekał, aż Louis będzie miał wyrzuty sumienia i zacznie o tym się żalić. Tak jak powiedział mojemu bratu. Czekał na moment, w którym będzie mógł mnie pocieszyć i zająć miejsce Tommo. Zachował się podle, jak egoista. Co prawda, bardzo się postarał żeby mieć mnie tylko dla siebie, ale był tak bardzo zdesperowany, że sprawił, że cierpiałam, szczególnie kiedy dowiedziałam się o zdradzie. Wykorzystał mnie i wszystkich. Skrzywdził mnie i zranił, myślac tylko o sobie. Miałam ochotę płakać, jednak nie chciałam pokazac swojej słabości przy Lou.
Miałam dosyć płakać z ich powodu. Cieszyłam się, że Louis mi to wszystko powiedział, jednak mimo wszystko potraktował mnie podle, za co również przepraszał. Nie wiedziałam, co teraz zrobić. Byłam nie tyle zła, co bardziej zawiedziona tym co zrobił Zayn. Rozumiem, tak bardzo mnie pragnął.. ja też go tak bardzo pragnę, ale mógł o tym powiedzieć, zamiast wybierać ukrywanie prawdy i mówienie, że nie mam czym się martwić. Miałam zacząć mu ufać, tymczasem mam już dość podejmowania prób.
   -Wszystko w porządku Kar? -zapytał Louis, na co przytaknęłam i się uśmiechnęłam
   -W takim razie będę się zbierał. Mam nadzieje, że wszystko będzie w porządku i kiedyś może...
   -Przestań. Nie chce o tym słyszeć, szczególnie dziś.
Widziałam, jak zabolało go to, jednak ja nadal byłam z Zaynem i szczerze nie miałam pojęcia co będzie dalej. To, że byłam wdzięczna za to Lou co dziś zrobił, nie znaczyło że zapomniałam o tym wszystkim, prawda? Odprowadziłam go przed dom, a kiedy wyszliśmy zobaczyła Zayna opartego o auto zaparkowane obok tego Tomlinsona. Był wkurwiony. Jego klatka szybko się unosiła i opadała, jak ręce które były na niej założone. Tam nie stał Zayn tylko jego druga strona. Furiat.
   -Dobrze się bawiłeś? -wycedził przez zęby do Louisa
   -Daj spokój Zayn! -odezwałam się, a on nawet na mnie nie spojrzał
Louis zbliżył się do swojego samochodu, a mulat stanął tuż zanim napinając wszystkie mięśnie. Tommo odwrócił się i stanął z nim twarzą w twarz. Byłam tak cholernie zmęczona ich kłótniami.
   -A dziękuję, nie narzekam -odpowiedział mu z cwaniackim uśmieszkiem Tomlinson
To podziałało na Zayna jak płachta na byka. Chwycił go za bluzkę i ścisnął w dłoniach materiał. Louis wciąż się uśmiechał, podobnie jak Harry tego dnia. Wiedziałam jednak, że ta bójka wyglądałaby zupełnie inaczej i inaczej by się zakończyła.
   -Jeszcze jedno słowo i..
   -Zayn do cholery spójrz na mnie! -krzyknęłam, zwracając na sobie jego uwagę
Stałam w odległości dwóch-trzech metrów od nich, wymieniając spojrzenie z Malikiem.  Jego oczy były ciemniejsze i nadal pozbawione tego cudownego blasku, a moje puste i zdesperowane.
   -Louis opowiedział mi historie o zdradzie.. jak mogłeś zrobić coś takiego.
W jednej chwili jego wyraz twarzy się zmienił, był zszokowany. Poluźnił uścisk na koszulce Louisa.
   -Ja...
   -Daj spokój.
Wtedy go puścił i przyciągnął mnie w swoją stronę. Staliśmy bardzo blisko siebie, on patrzył na moją twarz a ja unikałam jego wzroku.Nie miałam szczerze ochoty na niego patrzeć. Miałam po prostu dość tych chorych gierek. Jego zachowania i durnych sposobów osiągnięcia celu. Spojrzałam na Tomlinsona, tak samo zszokowanego jak Zayn, tylko z innego powodu. Nie dowierzał, że brunet tak nagle złagodniał. Mulat uniósł mój podbródek zmuszając do spojrzenia w te karmelowe tęczówki. Widziałam w nich smutek i skruchę.
   -Nie patrz tak na mnie, błagam mała... -wyszeptał pocierając mój policzek
   -Jak? -zapytałam ledwo otwierając usta
   -Tak jakbyś chciała mnie zostawić... jak wtedy przed 'Open Housem' kiedy padał deszcz, błagam...
Nie wiedziałam czy tak naprawdę wiem co robię Nie chciałam ani się z nim rozstawać ani być na chwilę obecną.
   -Nie chcę po prostu teraz Cię widzieć Zayn.
   -Karen proszę! -uniósł się ściskając moją dłoń i nie pozwalając odejść
   -Zayn, stary.. -wtrącił Lou widząc że Malik sprawia mi ból, jednak ten go prędko uciszył
   -Puść mnie! Zayn cholera, to boli! -jęknęłam
Nie dawał za wygraną, wzrok miał przygnębiony i smutny, ale uścisk stanowczy i wiedziałam, że to nadal furiat. Kiedy wreszcie udało mi się wyrwać i postawiłam krok do przodu, zobaczyłam ciemność. 
Nic poza krzykami i piskiem opon do mnie nie docierało, nic.

   -Karen! -Karen!




*AHWVGJUWBHUVJGBG*
JAK WRAŻENIA? :>